Chrześcijaństwo musi określić się na nowo

He [Jesus] dreamed a beautiful vision of a new man and a new society that is finally aware of the spiritual foundations of being and doesn’t leave its dark caves of sinister systems in order to prey only, but will make its aim the highest of spheres.

The, by the way very beautiful, sentence of Karol Grycz-Śmiłowski came to our minds when we were translating the following fragment of the interview with Bishop John Shelby Spong. Karol Grycz-Śmiłowski had been a Lutheran preacher for many years. Yet in early thirties he left the Lutheran Church to establish a free religious congregation referring to the tradition of the Polish Brethren – the forefathers of contemporary Unitarians. The vision of Christ Bishop Spong speaks of as a chance for the future is then a lot older than it would seem. It goes back much farther than the times of Grycz-Śmiłowski or even the 17 c Unitarians. Besides that, Rev. Grycz-Śmiłowski left the institutional Church and the Rt. Rev. Spong remains its member. Without a doubt, it is a reason to be glad that there is a Church inclusive enough to provide place for John Shelby Spong. Yet on the other hand, just as we agree, unfortunately, with his criticism of the attitude of Archbishop Rowan Williams on the LGBT issue, we also join Williams in asking whether the Christian tradition is truly as barren as Spong seems to think. After all Spong himself emphasizes his attachment to the vision of the early Christians and says that “after all, I’m very orthodox”. This time it’s hard to say that the thoughts expressed in this part of the interview surprise us a still very actual. On the contrary, it seems to us as if some of them were taken from the 19 c as they are. We think nonetheless that they are worth getting acquainted with. In order to, for instance, using what is really valuable in them, move on.

Wyśnił [Jezus] przepiękną wizje nowego człowieka i nowego społeczeństwa, które sobie nareszcie uświadomi duchowe podstawy bytu i nie będzie już z ciemnych jaskiń złowrogich systemów wychodziło tylko na zer, ale do najszczytniejszych będzie zdążać sfer.

To skądinąd piękne zdanie Karola Grycza-Śmiłowskiego przyszło nam do głowy, gdy tłumaczyliśmy kolejny fragment wywiadu z biskupem Johnem Shelby Spongiem. Karol Grycz-Śmiłowski był przez wiele lat luterańskim pastorem. Na początku lat trzydziestych porzucił jednak Kościół luterański i rozpoczął tworzenie wolnej wspólnoty religijnej nawiązującej do tradycji braci polskich – protoplastów współczesnych unitarian. Prezentowana przez biskupa Sponga jako szansa na przyszłość wizja Chrystusa jest więc o wiele starsza niż by się wydawało. W gruncie rzeczy jej korzenie sięgają o wiele dalej aniżeli czasy Grycza-Śmiłowskiego czy nawet XVII-wiecznych unitarian. Poza tym, Wielebny Grycz-Śmiłowski wystąpił z instytucjonalnego Kościoła, Przewielebny Spong pozostaje jego członkiem. Bez wątpienia można się cieszyć, że istnieje Kościół na tyle inkluzywny, że jest w nim miejsce dla Johna Shelby Sponga. Z drugiej strony jednak tak jak zgadzamy się, niestety, z krytyką, którą Spong wysuwa pod adresem postawy Arcybiskupa Rowana Williamsa w kwestii homoseksualizmu, podpisujemy się również pod pytaniem, które swego czasu postawił Williams Spongowi: czy tradycja chrześcijańska jest rzeczywiście tak bezpłodna jak zdaje się on sądzić. W końcu Spong sam podkreśla swoje przywiązanie do wizji pierwszych chrześcijan i mówi o sobie, że „ostatecznie jestem bardzo ortodoksyjny”. Tym razem trudno powiedzieć, że wyrażone w tej części wywiadu myśli zaskakują nas nadal swoją świeżością. Raczej wręcz przeciwnie, wiele z nich wydaje nam się wprost przeniesionymi z XIX wieku. Mimo to sądzimy, że warto się z nimi zapoznać. Na przykład po to, aby wykorzystując wszystko to, co w nich naprawdę wartościowe, pójść dalej.

Skupmy się na chwilę na pracach Księdza Biskupa. Często zastanawiam się nad etycznymi konsekwencjami tej wersji chrześcijaństwa oraz tym, dlaczego przemawia ona do tak wielu ludzi. Karol Marks był bardzo dobrze świadom, że istnieje pewien rodzaj impulsu religijnego czy logiki religijnej w samym sercu kapitalizmu. Innym słowy, istnieją wyrazy religii, które diabolicznie odpowiadają naszemu nowoczesnemu skupieniu na sobie. Te rodzaje religii są bałwochwalstwem, ponieważ nie stanowią realnego wyzwania dla sposobu w jaki ludzie żyją. Na przykład, czy Zachodni Buddyzm a nawet chrześcijaństwo zielonoświątkowe nie są obrzydliwie burżuazyjnymi formami religii? Z całym tym mówieniem o „byciu wszystkim, kim można być”, albo o „szukaniu Boga jako szukaniu samego siebie”, czy Księdza wizja „nowego chrześcijaństwa” nie schlebia temu samemu burżuazyjnemu temperamentowi?

Sądzę, że jest to prawdopodobnie uprawniona krytyka, ponieważ to jest ten rodzaj świata, do którego staram się cały czas przemawiać. I prawdopodobnie wyrażam swoje przesłanie w języku, który współbrzmi z tym sposobem życia.

Pozwolę sobie jednak powiedzieć, że sądzę, iż ludzie są nieuniknienie i beznadziejnie religijnymi stworzeniami. Przyczyną tego jest, że jesteśmy jedynymi samoświadomymi istotami na świecie, o których wiemy. A samoświadomość oznacza, że odczuwa się ból samotności we wspaniałym wielkim świecie, którego nie czuje się częścią, od którego czuje się odseparowanym. Ludzie wiedzą, że umrą. Wszystkie żyjące stworzenia umierają, ale tylko ludzie przewidują to i przygotowują się na to. Tak więc musimy żyć z cieniem naszej śmiertelności; i to jest jedna z tych rzeczy, które stanowią paliwo dla impulsu religijnego. Być może jednak na głębszym poziomie ludzie żyją również z pytaniem, czy życie ma jakikolwiek sens. Czujemy więc pociąg do poszukiwania sensu, ponieważ z życiem jest tak, że, jeżeli jest bezsensowne, można równie dobrze popełnić samobójstwo i z tym skończyć. Poszukiwanie sensu jest więc również głęboko religijną rzeczą.

Nie sądzę, że świat stanie się kiedykolwiek bezreligijny. Myślę natomiast, że religia zawsze będzie przemieniać swoją twarz i swoje formy. Już to w tradycji chrześcijańskiej przerabialiśmy. Pomyśl choćby o różnych teologicznych re-inkarnacjach, które wydarzały się w odpowiedzi na ciągle poszerzające się spojrzenie na świat: narodziny chrześcijaństwa w żydowskim świecie jako części żydowskiego rozumienia Boga, przekład wiary chrześcijańskiej na język platonizmu przez Augustyna, pogodzenie chrześcijaństwa z myśleniem arystotelejskim przez Akwinatę, reformacyjne zmaganie się z Odrodzeniem, które przedstawiało ogromny wpływ pochodzących ze Wschodu nowych idei o Bogu i religii oraz świecie.

Od tego czasu miała miejsce inna rewolucja, która zmieniła cały sposób w jaki postrzegamy świat i chrześcijaństwo musi określić się na nowo w kategoriach tego nowego świata. Kopernik, Kepler i Galileusz zniszczyli mieszkanie Boga w niebie a w rezultacie teistyczne definicje Boga wraz z nim. Po zniszczeniu tego Boga trzeba odnaleźć nowy sposób mówienia o Nim, który wykraczałby poza teizm. Jedyną alternatywą dla teizmu, którą naszą świat wydaje się znać, jest ateizm. Musimy znaleźć sposób wyjścia poza tę opozycję. Musimy znaleźć nowy sposób mówienia o Bogu.

To jest oczywiście właśnie ten problem, z którym borykał się Paul Tillich.

O tak. Tillich jest jednym z teologów, którzy mnie ukształtowali. Kolejną postacią w tej rewolucji był Izaak Newton, który pokazał nam, że świat funkcjonuje według bardzo precyzyjnych praw naturalnych. Nie ma w nim za wiele przestrzeni na cuda i magię. A ostatecznie przychodzi Charles Darwin i zmienia sposób w jaki mamy patrzeć na ludzkie życie.

Pracuje teraz nad zagadnieniem życia po śmierci i jestem przekonany, że Darwin jest kluczową postacią, która nakłuwa w zachodnim świecie przekonanie, że istnieje życie po śmierci, ponieważ związał nas ze zwierzętami. Przedtem myśleliśmy o sobie jako o stworzonych na obraz Boga, z wieczną duszą, a teraz odnajdujemy siebie samych tylko troszeczkę wyżej od małp. Nigdy nie przypisywaliśmy żadnej wartości życiu zwierzęcemu, a teraz identyfikujemy się ze zwierzętami.

Myślę również, że Darwin rzucił wyzwanie podstawowemu sposobowi, w jaki był opowiadany chrześcijański narratyw. Przed Darwinem snuliśmy opowieść wiary chrześcijańskiej mówiąc o ludziach, który zostali stworzeni doskonale na obraz Boży, którzy jednak wypowiedzieli Bogu posłuszeństwo i upadli w grzech, niszcząc w ten sposób cały porządek stworzenia. Ludzie nie mogli zbawić samych siebie. Próbowało uczynić to prawo i próbowali prorocy, a w końcu Bóg wkroczył w świat w swoim własnym czasie w postaci zbawcy-wybawiciela. I to jest historia Jezusa, który zapłacił cenę za grzech na krzyżu i w ten sposób odtworzył upadłe stworzenie ku temu, czym miało być w zamierzeniu na samym początku. To w zasadzie jest teologia wcielenia i odkupienia, którą opowiadaliśmy przez lata.

Ale to nie działa i nie jest prawdą. Nigdy nie byliśmy stworzeni doskonale na obraz Boga. Stworzono nas jako jednokomórkowe jednostki życia i ewoluowaliśmy przez ponad cztery i pół do pięciu miliardów lat przez różne etapy, aż w końcu osiągnęliśmy samoświadomość. Jesteśmy ludźmi zorientowanymi na przetrwanie, ponieważ nie przeszlibyśmy przez ten ewolucyjny proces, gdybyśmy nie byli zorientowani na przetrwanie. Jesteśmy przez to radykalnie skoncentrowanymi na sobie, zorientowanymi na przetrwanie stworzeniami i musieliśmy takimi być, by wygrać ewolucyjna batalię. Ale w pewnym momencie wygraliśmy tę batalię, bo teraz nie mamy już wrogów poza samymi sobą, więc zwracamy nasze instynkty przetrwania przeciwko sobie nawzajem – na przykład w ludobójstwie. To, co doprowadziło nas do dominacji w świecie, nie wystarcza, by doprowadzić nas do następnego etapu, jakikolwiek by on nie był. Darwin sugeruje, że nikt z nas nie musi być wybawiony z upadku, który nigdy nie miał miejsca, ani nie musi być mu przywrócony status, którego nigdy nie miał. Cały ten sposób opowiadania chrześcijańskiego narratywu po prostu nie działa.

Tak więc zamiast widzieć Jezusa jako boskiego zbawcę-wybawiciela, który płaci cenę grzechu, uważam, że musimy obrócić całą chrystologię ku spojrzeniu na Jezusa jako na rodzaj człowieczeństwa, który umożliwia nam przestać być takimi zorientowanymi na przetrwanie stworzeniami jakimi jesteśmy i zacząć rozdawać nasze życie. Uważam to za niezwykle mocne oraz za coś, za co ludzie będą gotowi się oddać, jeśli to zrozumieją. I tu zaczynam odnosić się do Twojego pytania.

Tak, to prawda. Uważam to, co Ksiądz mówi za niezwykle ciekawe.

Nie sądzę, że to, za czym się opowiadam, to rodzaj łatwej burżuazyjnej ewangelii dobrego samopoczucia. Sądzę, że opowiadam się za nowym człowieczeństwem, które wyzwoli nas z naszych głęboko konkurencyjnych, plemiennych, opartych na uprzedzeniach postaw wobec innych ludzi i również wobec innych religii. Tak więc uważam, że rola Kościoła nie polega na wybawianiu grzeszników, ale nadawaniu ludziom siły by stawali się bardziej ludzcy. Dlatego Chrystus jest dla mnie tak ważny.

Postrzegam Chrystusa nie jako inkarnację teistycznego bóstwa, ale jako kogoś tak całkowicie ludzkiego, że staje się on kanałem, przez który sposób w jaki definiuję Boga może rozwijać się w pełni i doskonale. Tak więc Chrystus ciągle jest dla mnie „w pełni Bogiem” i „w pełni człowiekiem”, ale podchodzę do tego w bardzo odmienny sposób, ponieważ określam Boga jako Źródło Życia, Źródło Miłości, Podstawę Bycia – cały ten mój Tillichowy materiał wychodzi tu na wierzch. Gdy patrzę na Jezusa widzę człowieka, który jest tak bardzo żywy, że Źródło Życia staje się w nim widoczne, tak bardzo kochającego, że Źródło Miłości staje się w nim widoczne, tak pełnego, tak zdolnego do bycia sobą, że Podstawa Bycia staje się w nim widoczna. I wtedy widzę jak żyje nowym rodzajem człowieczeństwa.

Gdy spoglądam na krzyż nie widzę ofiary, w ramach której poświęcony płaci cenę grzechu. Widzę życie, które jest tak pełne, że może siebie samo rozdać do szczętu. To ciężka batalia, ale sądzę, że powinniśmy wydostać ludzi z religii plemiennej i włączyć ich w zbawczy proces, który wzmacnia nasze człowieczeństwo a nie wybawia nas i czyni wdzięcznymi.

An icon of Christ by br. Robert Lentz, OFM

Sądzę, że gdy staniemy się w pełni ludzcy bierzemy udział w prawdziwym sensie Boga. To znaczy, że żyjemy Życiem Boga, kochamy Jego Miłością i jesteśmy Bożym Byciem. Problemem człowieczeństwa jest, że nie ma nikogo, kogo kochalibyśmy bardziej niż siebie samych. Spoglądam na Jezusa i widzę, że jest on w stanie złożyć swoje życie „za ostatniego z tych”. To jest dla mnie obecność Boga; to nie jest ludzkie. A gdy umiera nie jęczy, nie błaga, nie przeklina, nie walczy ani nie krzyczy. Mówi do łotra: „Bóg wybacza wam za przybicie mnie do tego krzyża”. Mówi: „Bóg pociesza was w waszej śmiertelności”. Mówi do swojej matki: „Bóg się o ciebie troszczy”. Oddaje swoje życie! I nie obchodzi mnie, czy te przedstawienia biblijne są dokładne czy nie. To jest sposób, na który pierwsi chrześcijanie wspominali Jezusa: jako tego pełnego, który mógł oddać swoje życie.

I, by skończyć to kazanie [śmiejąc się], Markowy obraz z piętnastego rozdziału jego Ewangelii ma dla mnie wielką moc. Jezus jest martwy i wisi bezwładny na krzyżu. Pogański żołnierz, który przekracza granicę pomiędzy Żydem a Poganinem, stoi u stóp tego krzyża, wskazuje na to życie i mówi: „Taki jest Bóg”. My tłumaczymy to jako „Zaprawdę ten człowiek był Synem Bożym”, tak jakby zdał właśnie test z nicejskiej ortodoksji. A on nie wiedział nic o tych sprawach. Mówił, że w tym rodzaju życia, którego świadkiem był w Jezusie, gdy ten był w stanie się rozdać, tkwią wrota otwierające się na drogę do Boga, oraz że to stanowi ostateczne potwierdzenie, iż Bóg był w Chrystusie. Tak więc, jak widzisz, ostatecznie jestem bardzo ortodoksyjny! Powracam okrężną drogą tego, co jest bardzo tradycyjnym, ortodoksyjnym stanowiskiem, ale moi ewangelikalni przyjaciele nie dostrzegają tego, ponieważ postrzegają mnie jako „niszczącego” w tym procesie wszystkie ich systemy bezpieczeństwa.

Source

This entry was posted in English entries, Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink.

7 Responses to Chrześcijaństwo musi określić się na nowo

  1. chantal says:

    Hmmm…
    Bardzo podobnie ja to wszystko chwilami widzę jak biskup Spong, czyli moje poglądy są nieświeże i pochodzą z XIX wieku :(( no nie wiedziałam ;-))( ten mój brak wiedzy odnośnie tego, czego to Ci ludzie już na temat Boga nie ‘wymyślili’ :-)
    On pisze, że nigdy nie byliśmy stworzeni na obraz Boży, patrząc na to poprzez naszą wiedzę o ewolucji, i właściwie to jest prawda… tylko, że my jednak jesteśmy stworzeni, a raczej dopiero stwarzani ten proces trwa… i nie patrząc na to tak chronologicznie ( no bo co tam czas :-) to jesteśmy stworzeni…na obraz Boży, od Boga pochodzimy.
    Mnie tam się całkiem podobają jego poglądy :-)
    Czy Jezus ‘odkupił nasze grzechy’ swym cierpieniem, czy bardziej pokazał nam drogę jak dojść do pełni człowieczeństwa, która jest ‘nie z tego świata’ ? Niestety nigdy nie wierzyłam w zagniewanego Boga, który chce ofiary, cierpienia swego Syna, by się na ludzi przestać ‘gniewać’, a chyba niektórzy ( wielu ? ) tak wciąż widzi, czy nie ?
    Co Wam się nie podoba w jego widzeniu tych spraw ?
    Jakoś zupełnie nie łapię, w którym miejscu to, co mówi, można określić, że ‘tradycja chrześcijańska jest bezpłodna’… chętnie bym się dowiedziała…
    Co do krytyki Williamsa to moim zdaniem nieco zbyt ostra.

  2. Pradusz says:

    Z moim odbiorem mysli biskupa Sponga jest tak, ze zgadzam sie z nim w bardzo duzym stopniu w odniesieniu do tego, co mowi w sensie pozytywnym – tzn., gdy po prostu referuje swoje wlasne poglady (niektore z tych rzeczy sam niejednokrotnie mowilem i pisalem, w czym nie ma nic dziwnego – nawiazujemy czesto do tych samych teologow), ale juz o wiele trudniej jest mi zgodzic sie z tym w jaki sposob krytykuje stworzenie na Bozy obraz i podobienstwo czy wcielenie. Nie uwazam, ze to klasyczne nauczanie chrzescijanskie jest nie do pogodzenia z obrazem swiata po Koperniku, Newtonie i Darwinie. Generalnie nie jestem za wyrzucaniem czegokolwiek na smietnik lecz za REINTERPRETACJA. Np. tak, ktorej swietna probke daje sam Spong reinterpretujac nauke o dwoch naturach Jezusa Chrystusa (to mi sie akurat bardzo podoba).
    Ostra krytyka tradycji, ktora Spong lansuje (aczkolwiek nie zawsze i nie w odniesieniu do wszystkich jej elementow), jest dla mnie zdecydowanie zbyt radykalna i dlatego podpisuje sie rowniez pod pytaniem Williamsa. Jesli pisze sie o koniecznosci odrzucenia takiego czy innego elementu tradycji (a nie chodzi tu w koncu o pierwsze z brzegu elementy lecz o kluczowe!), to przeciez nie czyni sie tego bez powodu lecz dlatego, ze uwaza sie je za bezplodne czy anachroniczne. Wedlug mnie natomiast nie sa one ani bezplodne ani anachroniczne. Mit o ‘upadku w grzech’ zawiera w sobie bardzo wazna i bardzo aktualna prawde o ludzkim losie i ludzkiej kondycji. Podobnie opowiesc o wcieleniu. Poza tym, opisujac to z czym sie nie zgadza, bp Spong popelnia bledy, ktore teologowi nie powinny sie przytrafic (np. mowi ‘wiecznej duszy’, co nie jest bynajmniej nauka typowa chrzescijanstwa – jesli juz, to raczej dla platonizmu).

    Co do ‘swiezosci’… Hmmmm… Mysle, ze trzeba uczciwie powiedziec, ze wiele z kluczowych idei Sponga narodzilo sie w XIX w. I to – samo w sobie – nie deprecjonuje przeciez tych idei. Po prostu irytuje mnie, ze raz po raz pojawia sie ktos, kto cos glosi jakby sam to wymyslil, a jak sie temu przyjrzec okazuje sie, ze to samo, albo prawie to samo, gloszono juz dawno temu. To jest kwestia pewnej pokory wobec przeszlosci, wobec tradycji wlasnie, ktorej – nie ukrywam – oczekuje od teologa, a zwlaszcza od biskupa, z urzedu w koncu odpowiedzialnego za pewna (nawet jesli bardzo relatywna) CIAGLOSC w Kosciele. Oczywiscie, i ta pokora moze ulec zwyrodnieniu, i doprowadzic do tego, ze bedziemy jedynie – z pokolenia na pokolenie -‘papugowac’ po sobie. Rzecz jasna, nie o to mi chodzi! Z drugiej strony jednak nie ma tez co ustawicznie ‘wynajdywac kola na nowo’.
    Mimo tych wszystkich uwag obydwaj szczerze liczymy na to, ze to, co biskup Spong mowi, zostanie przeczytane i wziete pod uwage – rowniez przez polskiego czytelnika, bo sa w tym naprawde bardzo dobre rzeczy! I dlatego wlasnie biedzimy sie nad tym tekstem rowniez dzis wieczor i mamy nadzieje wreszcie dokonczyc jego tlumaczenia :-)

  3. chantal says:

    Dzięki Praduszu za odpowiedź, ale szczerze mówiąc nie za wiele zrozumiałam :-) Do mnie trzeba prosto jak do dziecka…
    To, ciekawe co piszesz, zarzucasz mu nieświeżość, bo pisze jakby coś sam wymyślił, a już wcześniej inni tak pisali/mówili…
    Być może tak mówi, bo gdzieś to przeczytał, ale czy to takie ważne…a może on sam tak sprawy ‘czuje’ ?
    Zupełnie Cię nie rozumiem, natomiast Sponga tak i nie dlatego, że gdzieś wcześniej o tym przeczytałam, po prostu sama tak niektóre sprawy widzę. Naprawdę nie masz tak, że czytasz coś u kogoś, co wcześniej Tobie samemu było bliskie, wcześniej sam ‘wymyśliłeś’ ?
    Nic mi ta Twoja odpowiedź nie wyjaśniła :( Absolutnie nic…
    Może inaczej : co to jest ‘klasyczne nauczanie chrześcijańskie’, jakiś przykład i jakiś przykład tego, co Spong mu przeciwstawia ?
    To jak Ty rozumiesz bycie stworzonym na obraz i podobieństwo Boże ?
    I czy wierzysz, że Bóg zażądał krwawej ofiary od swego Syna, by odkupić grzechy ludzi ? Co oznacza to słowo ‘Zbawiciel’ dla Ciebie, jak Jezus zbawia ?
    Mnie to się wydają być ważne rzeczy…
    Dobrze, że nie jestem teologiem :((( nie mogłabym mówić swobodnie o Bogu, takiego jakiego ‘poznałam’, ‘doświadczyłam’ uuuuf no bo w takim razie uważasz, że to jest brak pokory…po prostu nie rozumiem.
    Ja nie czytałam żadnych takich teologów. Może po prostu jest tak, że różni ludzie niezależnie, w różnych miejscach i czasie dochodzą do tych samych, czy też podobnych wniosków. I dlatego uważają je za ‘własne’, nie rozumiem, co jest w tym irytującego…

  4. chantal says:

    Chyba nie nadaję się do takich teologicznych dyskusji…
    ‘Mit o upadku w grzech’…. chyba nie rozumiesz trochę tego biskupa. On chce chyba tylko powiedzieć, że niektórzy nie uważają tego za mit …tylko, ze tak było naprawdę… czyli kiedyś był jakiś doskonały człowiek, który zbuntował się przeciw Bogu.
    Nieważne Pradusz, jak nie chcesz to nie odpowiadaj…chyba się nie dogadamy…

  5. Pradusz says:

    Osobiscie jestem zdania, ze bycie teologiem jak i tym bardziej biskupem w Kosciele zobowiazuje miedzy innymi do tego, by byc szczegolnie swiadomym faktu, ze ani Kosciol ani teologia nie zaczyna sie od nas (ani na nas nie konczy). Stoimy na barkach duchowych tytanow z minionych epok i wlasnie dlatego (bo przeciez nie dlatego, izbysmy byli od nich madrzejsi, bardziej ‘oswieceni’) byc moze niekiedy ogarniamy wzrokiem szersze horyzonty. Dlatego mowie calkiem szczerze, ze malo mnie ‘kreci’ ‘oryginalnosc’. Jestem interpretatorem i nikim wiecej, nawet jezeli zawsze znajduja sie tacy, dla ktorych te moje interpretacje to zwykle herezje. Z bp. Spongiem jest tak, ze niekiedy bardzo mocno podkresla swoj zwiazek z ‘przodkami w wierze’ (i watpliwosciach), a niekiedy glosi rzeczy dosc mocno ‘tracace myszka’ tak jakby – jak to sie swego czasu mowilo – ‘Ameryke w konserwach odkrywal’. Czyniac to pierwsze, jest mi bardzo bliski, gdy czyni to drugie, cokolwiek mnie irytuje (aczkolwiek, musze przyznac, znacznie mniej niz jego konserwatywni krytycy).

    Przyklady klasycznego nauczania chrzescijanskiego podalem w swoim poscie (np. nauka o wcieleniu Slowa). Jesli chodzi o obraz i podobienstwo Boze – dla mnie jest to cos, co jako ludzie z jednej stronie w sobie nosimy, ale jednoczesnie ustawicznie dazymy, by to w sobie urzeczywistnic, i doprawdy nie wiem w czym mialoby to byc sprzeczne z teoria Darwina. Koncepcja Boga, zadajacego ofiary z Syna jest mi zupelnie obca i – o ile wiem – nigdzie jej nie bronie (zreszta jedynie na Zachodzie zyskala sobie ona tak wielu zwolennikow – wschodniemu chrzescijanstwu jest zupelnie obca), ale – jak kazde inne spojrzenie na smierc krzyzowa – rowniez ona pokazuje mi, ze krzyz to rzeczywiscie skandal, kamien obrazy, o ktory zawsze bedziemy sie potykac, ktory jednak tak nas fascynuje, ze nie potrafimy powstrzymac sie od ciaglych prob ‘podchodzenia’ don. I kazda z tych prob jest jakos tam naznaczona – duchem epoki, w ktorej zyjemy, panujacymi w niej stosunkami spolecznymi, odniesieniami kulturowymi etc. Osobiscie bardzo odpowiada mi sposob w jaki podchodzi do niej bp Spong, ale i on na pewno nie jest wolny od tych ‘skaz’. Byc moze kiedys ktos podda go rownie miazdzacej krytyce jak my poddajemy teraz wizje obrazonego Boga zadajacego krwawej ofiary.

    I wlasnie ku temu prowadzi swiadomosc bycia wlaczonym/wlaczona w to koscielne ‘dlugie trwanie’, brania udzialu w ciaglym dialogu, ustawicznej debacie – ku pewnemu rodzajowi pokory, ktora wynika z tego, ze wierzymy w ‘swiety Kosciol powszechny, spolecznosc swietych’, siegajaca daleko w przeszlosc i – mamy nadzieje – majaca przed soba przyszlosc.

    Ludzie czesto bardzo chca byc ‘nowatorscy’. Nie ma w tym w zasadzie nic zdroznego, ale czasami bywa to nowatorstwo dla samego nowatorstwa. Nie twierdze, ze akurat bp Spong uprawia cos takiego. Sadze, ze szczerze poszukuje – dla siebie samego i dla Kosciola – wlasciwych drog. Mam jednak watpliwosci czy traktowanie jakichs elementow tradycji jako zbednego balastu w tym pomaga. Raczej powoduje, ze ciagle grozi nam niebezpieczenstwo dreptania w miejscu, bo – miast isc do przodu – jednak bardzo czesto ‘wynajdujemy kolo na nowo’ – wlasnie dlatego, ze brakuje nam swiadomosci zaleznosci od tego, co juz kiedys wymyslono. Wieksza skrupulatnosc i ostroznosc w odniesieniu do przeszlosci moglaby nas od tego byc moze uchronic…

  6. chantal says:

    Powiem szczerze, Pradusz. Kompletnie Cię nie znałam. To, co piszesz ( naprawdę trudno mi powiedzieć do końca dlaczego ) jest mi jakoś niezwykle obce…
    Przebija z tego (według mnie ) jakaś taka zarozumiałość, choć niby piszesz o pokorze wobec przeszłości. Coraz bardziej rozumiem dlaczego tak często, tak trudno było nam się porozumieć.
    Już wcześniej miałam nawiązać do tego sformułowania ‘wynajdywania koła na nowo’, które i teraz używasz. Bardzo często używa go niesamowicie konserwatywny ksiądz, z którym dość często również zdarza mi się rozmawiać. Nie zawsze, ale najczęściej mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto recytuje swoje poglądy, odtwarza to, czego nauczył się na pamięć. To nie jest rozmowa właściwie…
    Ostatnio powiedział mi np. że gdy o czymś mówi papież, to on ‘wyłącza myślenie’, po prostu ślubował posłuszeństwo i on wszystko uważa za słuszne…
    Ja nie odbieram słów tego biskupa, jako odrzucenia stwierdzenia, że jesteśmy stworzeni na obraz Boży, lecz o znalezieniu innego języka w przekazywaniu pewnych treści. Ale może Ty rozumiesz go lepiej. Żałuję, że zaczęłam tę rozmowę. Niespecjalnie przyjemna :(( Kiedyś wydawało mi się, że Twoja i moja wizja Kościoła, wiary mają trochę wspólnego. Niestety chyba mało…
    P.S.
    kiedyś pisałeś o ‘pokorze wobec zła’. Obawiam się, że można być pokornym wobec Boga, własnych możliwości, drugiego człowieka, ale zła ?
    My to jednak bardzo inna bajka. Stwierdzam to z pewnym smutkiem.
    Internet czasem wytwarza iluzję bliskości poglądów. Tak mi się wydaje.

  7. Pingback: Grzech pierworodny – teologia przez Darwina pisana? - Kleofas

Leave a Reply