Zbliża się Święto Dziękczynienia

Tradycyjnie był to czas składania podziękowań za obfite zbiory.

The_First_Thanksgiving_Jean_Louis_Gerome_Ferris

Pierwsze Dziękczynienie autorstwa J.L.G. Ferrisa

Korzenie tego święta sięgają obchodów, które miały miejsce w 1621 r. na plantacji w Plymouth, gdzie tamtejsi osadnicy zorganizowali święto zbiorów po udanych żniwach. Zwyczaj ten kontynuowano w późniejszych latach, początkowo jako improwizowane obchody religijne, później zaś jako tradycję świecką.

Squanto, Indianin ze szczepu Patuxet, który mieszkał wśród Indian Wampanoag, nauczył Pielgrzymów jak łowić węgorze i uprawiać kukurydzę, a także służył im jako tłumacz (Squanto nauczył się angielskiego jako niewolnik w Europie i w czasie podróży po Anglii). Ponadto, wódz Wampanoagów, Massasoit, podarował nowopowstałej kolonii zapasy żywności podczas pierwszej zimy, gdy te przywiezione z Anglii okazały się niewystarczające. Pielgrzymi ogłosili w Plymouth święto zaraz po swoich pierwszych zbiorach, w 1621 r.

ALE…

Dr Timothy P. Schilling, współpracownik Centrum Duchowości Parafialnej w Nijmegen w Holandii pisze w swoim artykule zatytułowanym Pilgrims’ Progress:

Dla większości Amerykanów historia Święta Dziękczynienia zaczyna się wraz z przybyciem Pielgrzymów do Plymouth Rock; (…) Jednak odkąd mieszkam w Holandii, chętnie poświęcam uwagę dłuższemu okresowi, który Pielgrzymi spędzili w Lejdzie (1609-1620) po opuszczeniu Anglii i przed udaniem się do Ameryki.

Dobry pomysł, Timothy, myśli Pradusz, który sam mieszka w Lejdzie od 1998 r., Powróćmy więc do artykułu dra Schillinga:

Holenderskie wpływy na późniejszy samorządowy eksperyment Pielgrzymów można prawdopodobnie odnaleźć w praktykowaniu przez nich ślubów cywilnych i demokratycznych wyborach władz. Obydwie te praktyki obowiązywały w Lejdzie.

Ale najlepsze musi jeszcze nadejść:

Być może również można znaleźć poprzednika Święta Dziękczynienia, które Pielgrzymi zorganizowali w 1621 r., w dorocznych nabożeństwach odbywanych 3 października w Pieterskerk. Te obchody (stanowiące część trwającego dziesięć dni festynu) były pamiątką i dziękczynieniem za wyzwolenie Lejdy w 1574 r., gdy miasto zostało uratowane przed zdobyciem i masakrą przez hiszpańskie wojska katolickie.

Na Świętego Indyka… Czy to możliwe, że jedno z najbardziej amerykańskich świąt ma swoje korzenie w imprezie, która zmienia z Lejdejczyków nieomal dzikie bestie i doprowadza mnie każdego roku do szału? To co najmniej możliwe…

Pieterskerk

Powróćmy jednak samej idei święta. Już 15. listopada opublikowaliśmy garść refleksji na temat Dziękczynienia autorstwa o. Stephena Freemana. Kilka dni temu zapytaliśmy jedną z naszych znajomych z Facebooka, ks. diakon Helen Waddle, czy nie znalazłaby dla nas jakiegoś innego tekstu na Dziękczynienie. Helen jest powołana jako diakon w episkopalnej diecezji Oklahomy. Jej bazą jest Kościół Zbawiciela w Yukon w Oklahomie. Od 1997 Jesus’ Kids (posługa diecezji Oklahomy) dostarczyła jej możliwości służenia w centrum miasta ludziom różnego pochodzenia kulturowego, religijnego, rasowego i ekonomicznego. Gdy tylko może, Helen stara się wyrazić to doświadczenie. Życzliwie podzieliła się z nami następującą opowieścią:

Rozważania na Dziękczynienie

Mały chłopiec opowiada: „Wracam do domu ze szkoły. A tam są te psy. WIELKIE PSY! Szczekają – i SZCZEKAJĄ! Naprawdę się ich boję. Są WIELKIE – NAPRAWDĘ WIELKIE – i GŁOŚNE! Nie znoszę wracać ze szkoły do domu. Ale codziennie gdy dochodzę do tego domu na rogu te psy zaczynają szczekać i skakać. Po prostu wiem, że kiedyś przeskoczą przez ten mały płotek i mnie dorwą! Ale to się nigdy nie dzieje. Bo się modlę i modlę i biegnę SZYBKO i każdego dnia – KAŻDEGO dnia! – Bóg doprowadza mnie BEZPIECZNIE, do domu! Człowieku! Dziękuje Ci, Boże!”.

Z kolei młoda matka opowiada: „Bóg wie, że przeżywam ciężkie chwile. Jestem teraz bezdomna. Razem z trójką moich dzieci mieszkam w samochodzie. Miałam jeszcze wciąż do zapłacenia ten ostatni rachunek za prąd za czas kiedy mieszkałam w domu. Musiałam zapłacić, ale nie było pieniędzy. Poszłam do elektrowni, aby z nimi porozmawiać, i bardzo długo czekałam w kolejce. Kobieta przede mną wydawała się szczęśliwa. Opowiedziała mi, że właśnie odziedziczyła mnóstwo pieniędzy i chodziła po mieście, aby opłacić wszystkie swoje rachunki. Powiedziałam jej, że to błogosławieństwo i by pamiętała wyrazić podziękowania za to, bo takie błogosławieństwa pochodzą od Boga. Gdy zapłaciła swój rachunek, odwróciła się i włożyła mi coś do ręki. Zacisnęła moją dłoń, uśmiechnęła się i powiedziała: „Zrobię po prostu to. Teraz ty też wychwalaj Boga!”. Spojrzałam na to, co wsunęła mi do ręki, i było to akurat dość pieniędzy, aby zapłacić mój rachunek. Nie mogła tego wiedzieć – ale Bóg wiedział! Jestem wdzięczna za to doświadczenie bycia bezdomną. Wiem, że mam mocną wiarę i widzę też, że moje dzieci wzrastają w wierze, ponieważ widzą, że Bóg za każdym razem troszczy się o nas! Chwała Mu!”.

W Kościele Episkopalnym nie mamy zwyczaju składania publicznych, spontanicznych świadectw podczas nabożeństw, takich jak te, których byłam świadkiem w Kościele mojego znajomego. Jednak jestem pewna, że nieobce są nam zagrożenia ze strony wrogów, ekonomiczne zmagania i inne przeciwieństwa. Jakie własne opowieści kryją się w głębi naszych serc? I jak „składamy dzięki” za trudności życiowe?

Oryginalny dom Pielgrzymów w Lejdzie

Powracając regularnie do Kościoła mojego znajomego przez kilka lat, zauważyłam, że dziękczynienia wyrażone w różnych świadectwach nieodmiennie zawierały odniesienia do przeciwieństw. Jednak wyrażona w nich radość była autentyczna. Dziwiłam się, widząc, jak pozornie nie pasują do siebie ból i radość, aż usłyszałam w swoim własnym sercu ten werset z Ogólnej Modlitwy Dziękczynnej z naszego Modlitewnika Powszechnego (str. 836):

Dziękujemy Ci także za wszystkie te rozczarowania i porażki, które doprowadziły nas do uznania tego, że zależymy wyłącznie od Ciebie.

Bóg wie, że przez bardzo długi czas wypowiadałam Ogólna Modlitwę Dziękczynną dość świadomie opuszczając ten werset. Jednak z upływem czasu, gdy wysłuchałam świadectw tych wierzących, pojęłam, że werset, któremu się sprzeciwiałam, jest właściwie najważniejszy ze wszystkich. To TAM, wśród życiowych rozczarowań i porażek, we WSZYSTKICH okolicznościach, które wzywają nas do polegania wyłącznie na Nim, wzrastamy w wierze i radości – wiecznej radości odnajdywanej w zacieśniającej się więzi pomiędzy Abbą a Jego dziećmi – pomiędzy nami a naszym Tatą…

Za Jego Niezawodną Troskę, dziękujmy… Amen.

Wesołego Dziękczynienia, drodzy amerykańscy przyjaciele! Na koniec zaś dodajemy utwór wykonywany przez rdzennych Amerykanów z błogosławieństwem:

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply