Homilia na pogrzebie Jerzego Nowosielskiego

Ks. dr Henryk Paprocki, polski teolog, duszpasterz prawosławny i przyjaciel artysty, udostępnił nam kazanie, które wygłosił w czasie uroczystości pogrzebowych prof. Jerzego Nowosielskiego. Tą drogą chcielibyśmy mu za to raz jeszcze serdecznie podziękować. Publikujemy to kazanie nie tylko ze względu na osobę Zmarłego, ale również dlatego, że naszym zdaniem może mieć ono szersze znaczenie aniżeli tylko to podyktowane tą smutna okolicznością. W jakimś sensie rozważania ks. Paprockiego można potraktować również jako refleksję wielkopostną. Bo czym jest zbliżający się okres Wielkiego Postu, jeśli nie “pobytem na pustyni”, w czasie którego chodzi o „wsłuchiwanie się w milczenie Chrystusa, po to by zrozumieć Jego słowa”?

Oprócz fragmentów tekstów liturgicznych, autor wykorzystał w kazaniu wiersz Sergiusza Awiernicewa. Pod tekstem zamieszczamy zapis filmowy uroczystości pogrzebowych wraz z kazaniem ks. dra Paprockiego.

„Gdy do grobu zstąpiłeś, o Nieśmiertelny,
wtedy zniszczyłeś moc otchłani,
i powstałeś jako zwycięzca, Chryste Boże,
niewiastom z wonnościami głosząc: „Radujcie się!”
I Twoim apostołom pokój dałeś,
upadłym dałeś Zmartwychwstanie”




Towarzyszenie Jerzemu Nowosielskiemu słowem w tym dniu, gdy celebruje On swoją ostatnią i definitywną Paschę, jest zadaniem zarazem zaszczytnym i bardzo trudnym. Pascha jest przejściem ze śmierci do życia, a pogrzeb chrześcijański jest przestrzenią nadziei: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem…”.

Przede wszystkim pragnę przywołać ostatnie lata, gdy Jerzy Nowosielski był przykuty do łoża swego cierpienia fizycznego, i gdy jego dom, będący zarazem pracownią i miejscem tylu spotkań oraz wspaniałych dyskusji, stawał się powoli pustelnią, a On sam, ogołocony ze wszystkiego, był coraz bardziej przejrzystym na Boga. Jak postacie i oblicza pustelników, których tak chętnie malował. Pustelnia Jerzego Nowosielskiego w centrum Krakowa była miejscem Jego wycofywania się z życia, gdyż nie interesował się już sprawami tego świata, a tylko tym, co jest najważniejsze i najistotniejsze. Pustynia jest przecież miejscem szczególnego spotkania z Bogiem, to na pustyni Bóg przemówił do Izraela.

Winniśmy przede wszystkim podziękować Bogu za długie życie, które Jerzy w całości poświęcił poszukiwaniom Chrystusa. Przez młodzieńczy ateizm, przezwyciężony odnalezieniem pewności zmartwychwstania i odnalezieniem wolności intelektualnej Prawosławia, gdyż w Kościele prawosławnym znalazł swoje miejsce i wiarę, a raczej doszedł do pewności wiary.

Bóg obdarzył Go niewiarygodnymi talentami.

Przede wszystkim talentem malarskim, nie mającym równego sobie. Tam, gdzie kończy się myślenie dyskursywne, zaczyna się ikona, szerzej sztuka, jak sam powiedział: „Osobiście wolę malować niż teoretyzować. Malowanie ikony jest dla mnie właśnie środkiem penetracji pewnych trudnych do słownego sformułowania tajemnic, między innymi z zakresu teologii czy antropologii chrześcijańskiej. Tajemnic, z których w inny sposób nie możemy sobie zdać sprawy, bo opisać słownie można tylko niektóre aspekty tej antropologii”.

Jakby na przekór, drugi talent wiązał się właśnie z myśleniem dyskursywnym, z zadumą i refleksją nad tajemnicą Boga i człowieka, z rozwijaniem myśli chrześcijańskiej, czemu towarzyszyła niezwykła erudycja i szerokość spojrzenia. W swoich rozważaniach patrzył na świat oczyma malarza, swoją ogromną wrażliwością. Towarzyszył temu jeszcze jeden talent: odwagi myślenia. Nie jest to talent zbyt często pielęgnowany i rozwijany.

Gdy już osiągnął nie jakąś formę wiary, ale pewność wiary, że „z chwilą, gdy człowiek uchwyci jakąś małą cząstkę rzeczywistości zmartwychwstania, to wiara wręcz dezaktualizuje się. Żyje się już nie wiarą, a swego rodzaju pewnością”, wtedy odnalazł dom Ojca. „Chrystus jest dla mnie osobistym Zbawcą. Naprawdę, ufam Chrystusowi. Wszystkiego na świecie się boję, nie boję się tylko Chrystusa. Taki jest Chrystus mojej intuicji i wiary”.

Jako artysta dążył zawsze ku tamtej stronie. Nie interesowała go rzeczywistość empiryczna, ale punkt dojścia, przemienienie świata. Uprzedzał to przemienienie w swojej sztuce, w każdym jego obrazie widoczny jest blask Królestwa, które nadejdzie. Obojętnie, czy jest to ikona, pejzaż, martwa natura czy akt. Rzeczywistość podniesiona do wymiaru świata przemienionego, świata dnia, który nie będzie już miał swego jutra. Ciągle zdążać ku tamtej stronie, to było Jego życie. Z całkowitym zaufaniem Chrystusowi mówił, że nie boi się śmierci.

„Kiedy śmierć zaśmieje się nade mną
Jako ta, co ostatnia się śmieje,
I narządy pozbawi mocy po kolei,
Twoja niech będzie ze mną Moc”.


Ufał, że Moc Chrystusa pozwoli Mu przejść przez to ostanie ziemskie doświadczenie każdego człowieka, które oznacza zarazem, że „miłość silniejsza jest od śmierci”.

Jako ciągle zdążający ku tamtej stronie, wyprzedzał nas, idących w rzeczywistości empirycznej tego świata, i rzucał nam swoje obrazy i swoje myśli, wyprzedzając swoją epokę. To jest los każdego człowieka, którego Bóg obdarzył charyzmatem wielkości i geniuszu. Był myślicielem i artystą z tej małej grupy, która maluje i pisze dla przyszłości. Jerzy Nowosielski nie został jeszcze do końca doceniony. Jest to zadanie dla przyszłych pokoleń. Jego bulwersujące niekiedy myśli są adresowane do tych, którzy przyjdą po nas i znajdą się w krytycznym punkcie utraty nadziei, jakiejkolwiek nadziei. Również Jego obrazy są adresowane do tych, którzy chcą się zastanowić nad egzystencją człowieka. On osobiście uważał tę egzystencję za infernalną, ale wiara dawała Mu pewność, że każdy tragizm, każda katastrofa są zaczynem zmartwychwstania. Chrystus, który zmartwychwstał i zwyciężył cały tragizm cierpienia i śmierci, może również całe zło tego świata uczynić miejscem Chwały. Wsłuchiwał się więc w milczenie Chrystusa, gdyż tylko ten, kto zrozumie Jego milczenie, może zrozumieć Jego słowa. Wsłuchiwał się w myśli zapisane w Biblii, żeby uczynić je pokarmem dla swoich myśli i dla swojej sztuki, aż do dnia ostatniego:

„Kiedy myśl w bezsile utonie,
Kiedy wola siebie zatraci
I nawet moje imię zapomnę,
Twoje niech będzie ze mną Imię”.

Był myślicielem otwartym na innego człowieka. Ciągle młodym w swoich poszukiwaniach. Całe życie uczył się u mistrzów największych, u Ojców Kościoła, u filozofów, u rosyjskich myślicieli religijnych. Należał do tych ludzi naznaczonych Prawosławiem, których interesują wyłącznie problemy najważniejsze, pytania graniczne i decydujące o wyborach życiowych, które określają całe życie. Myślę, że kierował się tu opinią swego Przyjaciela, księdza Jerzego Klingera: „Nie opłaca się być letnim w refleksji teologicznej”. Zawsze więc był gorącym. W myśleniu dyskursywnym i w sztuce. W całej swojej sztuce. Uważał bowiem, że niektóre Jego obrazy są przekazem pewnych intuicji teologicznych w większym stopniu, niż ikony. Całą swoją sztukę odniósł do sfery sacrum. Całe swoje myślenie odniósł do tej sfery. Wszystkie swoje wypowiedzi, a teraz,

„Kiedy mowy kres nadejdzie
I język mój tak wielomówny
Zesztywnieje w milczeniu grobu,
Twoje niech będzie ze mną Słowo”.

Jest jednak cena, którą płacimy za wszystko na tym świecie. Jest też cena za talent, zwłaszcza za tak wielki talent, który przygniata człowieka i zmusza do malowania. Przyznał się do tego w jednym z wywiadów, że ma świadomość, iż musi właśnie tak, a nie inaczej malować obrazy, że jest to wręcz imperatyw twórczy. Bycie twórcą, porywanie się na malowanie rzeczywistości przemienionej, to zarazem udział w kontynuacji dzieła stworzenia, zadania, wyznaczonego przez samego Stwórcę. Zwłaszcza, jeśli pamiętamy, że Orygenes nazywał Boga wielkim artystą i wielkim malarzem, który namalował w człowieku swój obraz. W dniu ostatnim, gdy przeminie postać tego świata, Duch Święty dotknie całej twórczości ludzkiej i zachowa ją na zawsze. A przecież Bóg myśli rzeczami, o czym pomyśli, to się staje. Dlatego w modlitwie za zmarłych prosimy, aby Bóg zachował ich w swojej wiecznej pamięci, to znaczy, żeby uczynił ich wiecznie żywymi. U Boga nie ma martwych, są tylko żywi. On jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, jest Bogiem żywych. Tylko żywych. A to wymaga miłości. Ze swej wieczności Bóg, który jest samą Miłością, i tylko Miłością, ukochał nas, zanim jeszcze nas stworzył. Chciał bowiem podzielić się z człowiekiem, ze swoim innym, swoją miłością. I nie zawahał się w osobie swego Syna, Bogoczłowieka Jezusa, umrzeć w straszliwej męce krzyża, umrzeć z miłości. A teraz Jezus stoi u drzwi i kołacze. Każdy, kto usłyszy to kołatanie i otworzy drzwi, spotka Chrystusa. Jerzy otworzył drzwi swego serca Chrystusowi, a Chrystus, który jest ten sam, wczoraj i dziś, i na wieki, pozwolił mu ujrzeć w rozbłyskach geniuszu tamtą stronę, ukryte dno rzeczywistości, a właściwie prawdę o bytach i o ludziach, istotę chrześcijaństwa, odrzucić zasłonę materii i zobaczyć niematerialną Pustkę, pulsującą ogniem obecności Chrystusa, świat inny, a jednak ten sam, świat Bogoczłowieczy.

Trumna prof. Jerzego Nowosielskiego wystawiona w cerkwii, w której został ochrzczony.

Jerzy Nowosielski tworzył więc, czując przymus właśnie takiego, a nie innego malowania, zdobywając pewność, która całkowicie wyzwala z rozpaczy. Krzyż Chrystusa, który jest ikoną zmartwychwstania, życia przemienionego i zwycięskiego, które zstępuje do otchłani, aby cały świat uczynić teofanią, miejscem Chwały Bożej, miejscem zwycięstwa, ten krzyż dla Jerzego Nowosielskiego był przede wszystkim znakiem Miłości.

W takiej sytuacji rodzi się dziecięce zaufanie do Pana dziejów, który przyszedł do nas z miłości. Należy ujrzeć Go w pięknie, bowiem piękno jest synonimem Ducha Świętego. Ujrzeć Go i zakochać się w pięknie noumenalnym i nieprzemijającym, które nieskończenie przewyższa piękno tego świata. Kiedy brakuje słów, kiedy myślenie zatrzymuje się na progu tajemnicy, kolorowa kontemplacja zamknięta w ikonie, zamknięta w każdym obrazie i rysunku Jerzego Nowosielskiego, pozwala wniknąć głębiej w ukrytą tkankę rzeczywistości empirycznej, która właśnie wtedy może być postrzegana jako rzeczywistość miejsca zbawienia, miejsca Chwały. Zmartwychwstały Chrystus ofiaruje nam zbawienie, i jak mówi homilia świętego Jana Chryzostoma z jutrzni paschalnej:

„Gdzież więc, o śmierci, jest Twój oścień? Gdzie twe, piekło, zwycięstwo? Zmartwychwstał Chrystus i tyś zostało zrzucone. Zmartwychwstał Chrystus i upadły demony. Zmartwychwstał Chrystus i weselą się aniołowie. Zmartwychwstał Chrystus i życie świeci swą pełnią. Zmartwychwstał Chrystus i nikt martwy nie pozostał w grobie. Chrystus bowiem powstawszy z martwych stał się pierworodnym pośród umarłych”.

Aż do tego momentu, gdy Bóg „przyłoży nas, jak pieczęć do serca, gdy położy nas, jak na ręku pierścień, bo miłość silniejsza jest od śmierci”, i zabierze nas do siebie.

„Kiedy przeminie wszystko, co się zdawało,
Co marzycielowi na jawie się śniło,
I hańba niebytu się obnaży,
Pustkę mą wypełnij Sobą”.

O Jerzym Nowosielskim za życia napisano dziesiątki książek, setki artykułów, a także cykle wierszy. A On, ciągle zdążając ku tamtej stronie, dzisiaj stanął na grzbiecie nieba, żeby ujrzeć tę rzeczywistość, której poszukiwał przez całe swoje życie i którą ukochał. Zostawił nam jednak swoją niepowtarzalną sztukę, na której jaśnieje Chwała Królestwa. Przeszedł trudną drogę życia, aby stanąć przed Chrystusem i powiedzieć słowami kanonu paschalnego:

„Wczoraj byłem, Chryste, pogrzebany z Tobą, a dzisiaj powstaję z Tobą powstającym, wczoraj z Tobą na krzyżu, a dzisiaj, o Zbawco, uwielbij mnie z sobą w świętym Twym królestwie”. Amen.

Ks. Henryk Paprocki

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink .

One Response to Homilia na pogrzebie Jerzego Nowosielskiego

  1. dietrich says:

    Znakomity tekst Paprockiego. Tajemnica z którą sąsiaduje pewność zmartwychwstania, granica wypowiadalnego tuż obok odważnej i prowokującej teologii, kontemplacja w pogłębiającej się pustce i życie infernalne do ostatniej chwili. To dziś dla mnie Nowosielski, Nowosielski na kolejne Przygotowoanie do Paschy, na lęki i paradoksy mojej własnej codzienności

    Reply

Leave a Reply