Bóg nie jest chrześcijaninem

Niektórzy twierdzą, że religie monoteistyczne mają nieodpartą skłonność do ekskluzywizmu. W odróżnieniu od dawnych kultów pogańskich, które często (nie zawsze!) charakteryzowały się dużym stopniem tolerancji, zawierają w swojej istocie roszczenie, że tylko „ich Bóg” jest prawdziwym Bogiem. Nie wdając się w szczegółowe oceny tej wizji, wypada się tylko cieszyć, że raz po raz pojawiają się ludzie, którzy swoją postawą zadają jej kłam.
Poniższy tekst pochodzi z najnowszej książki Arcybiskupa Desmonda Tutu „God Is Not A Christian: And Other Provocations”, a znaleźliśmy go tutaj. Tutu wygłosił to przemówienie w 1989 r. w Wielkiej Brytanii, zwracając się do przywódców różnych religii w ramach misji w mieście Birmingham.

Arcybiskup Desmond Tutu z JŚ Dalajlamą

Czasami opowiada się historię o pewnym pijanym, który przechodził przez ulicę i zaczepił innego przechodnia, pytając go: „Powiedz pan, która jest druga strona ulicy?”. Przechodzień, cokolwiek skonsternowany, odpowiedział: „Tamta strona, oczywiście!”. Na to pijany: „Dziwne. Jak byłem po tamtej stronie, mówili, że to była ta strona”. To, gdzie jest druga strona ulicy, zależy od tego, gdzie my jesteśmy. Nasza perspektywa zmienia się wraz z naszym kontekstem, rzeczami, które pomogły nas uformować; a religia jest jednym z najpotężniejszych wśród tych czynników formujących, które pomagają określić co i w jaki sposób pojmujemy z rzeczywistości, i jak operujemy w naszym własnym specyficznym kontekście.

Pierwsza rzecz, na którą chcę wskazać, jest zdumiewająco prosta: że przypadkowe urodzenie i geografia określają w ogromnym stopniu do jakiej religii przynależymy. Istnieje bardzo duża szansa, że jeśli urodziłeś się w Pakistanie, jesteś muzułmaninem; hinduistą, jeśli urodziłeś się w Indiach, bądź szintoistą, jeśli urodziłeś się w Japonii, a chrześcijaninem, jeśli to były Włochy. Nie wiem, jaki istotny fakt można z tego wyprowadzić – być może, że nie powinniśmy poddawać się zbyt łatwo pokusie ekskluzywności i dogmatycznym pretensjom do monopolu na prawdę poszczególnych religii. Mógłbyś być tak łatwo zwolennikiem religii, którą teraz obmawiasz, jedynie z tego powodu, że urodziłeś się tutaj a nie tam.

Druga rzecz, na którą chcę wskazać, to: nie obrażaj zwolenników innych religii, sugerując, jak się czasem zdarza, że, gdy jesteś na przykład chrześcijaninem, oni w rzeczywistości też są chrześcijanami, nie wiedząc o tym. Musimy uznać ich za tych, którymi są w swojej integralności, z tym, w co zgodzie ze swoim sumieniem wierzą; musimy powitać ich i szanować jako tych, kim są, i poruszać się z czcią po tym, co jest ich świętą ziemią, zdejmując buty, w przenośni i dosłownie. Musimy zdecydowanie trwać przy naszych poszczególnych i szczególnych wierzeniach, nie twierdząc, że wszystkie religie są tym samym, bo najwyraźniej nie są. Musimy być gotowi uczyć się od siebie nawzajem, bez zgłaszania pretensji, że jedynie my posiadamy całą prawdę i w jakiś sposób kontrolujmy Boga.

Powinniśmy z pokorą i radością uznać, że ponadnaturalna i boska rzeczywistość, której wszyscy oddajemy cześć w takiej czy innej formie, przekracza wszystkie nasze partykularna kategorie myślowe i wyobrażenia, a to dlatego, że to, co boskie – jakkolwiek nazwane, jakkolwiek pojmowane czy rozumiane – jest nieskończone, a my jesteśmy na zawsze skończeni i nigdy nie będzie nam dane całkowicie pojąć tego, co boskie. Powinniśmy więc starać się dzielić wszystkimi możliwymi wejrzeniami i być gotowi uczyć się, na przykład z technik życia duchowego, które istnieją w innych religiach niż nasza. To interesujące, że większość religii posiada transcendentny punkt odniesienia, misterium tremendum, które bywa poznawane przez to, że chce objawić siebie, siebie samego, siebie samą, ludzkości; że tą transcendentną rzeczywistość cechuje współczucie i troska; że istoty ludzkie są w jakiś sposób stworzeniami tej najwyższej, ponaddoczesnej rzeczywistości, obdarzonymi wzniosłym przeznaczeniem, które daje nadzieję na życie wieczne w bliskości tego, co boskie, czy to będąc pochłoniętymi bez rozróżnienia pomiędzy stworzeniem i stwórcą, pomiędzy tym, co boskie i tym, co ludzkie, czy to w cudownej bliskości, która nadal zachowuje rozróżnienia pomiędzy tymi dwoma porządkami rzeczy.

Gdy czytamy, co klasycy różnych religii piszą o modlitwie, medytacji, mistyce, odnajdujemy istotne zbieżności, i to jest coś, z czego należy się radować. Jest dość rzeczy, które nas dzielą; świętujmy to, co nas jednoczy, to, co ze sobą dzielimy.

Z pewnością dobrze jest wiedzieć, że Bóg (w tradycji chrześcijańskiej) stworzył nas wszystkich (nie tylko chrześcijan) na swój obraz, tym samym obdarzając nas nieskończoną wartością, i że to z całą ludzkością Bóg zawarł przymierze, przedstawione w przymierzu z Noem, gdy obiecał, że nie zniszczy ponownie swego stworzenia wodą. Z pewnością możemy radować się, że odwieczne Słowo, Boży Logos, oświeca każdego – nie tylko chrześcijan, lecz każdego, który przychodzi na świat; że na to, co nazywamy Duchem Bożym, chrześcijanie nie mają wyłączności, bowiem Duch Boży istniał na długo, zanim pojawili się chrześcijanie, inspirując i karmiąc kobiety i mężczyzn na drogach świętości, doprowadzając ich do spełnienia, doprowadzając do spełnienia to, co najlepsze we wszystkim. Ograniczamy sprawiedliwość i chwałę naszego Boga, jeśli chcemy odmówić Mahatmie Ghandiemu wspaniałej duszy, tego, że był świętym człowiekiem, który żył w bliskości z Bogiem. Nasz Bóg byłby zbyt mały, gdyby nie był również Bogiem Ghandiego: jeśli Bóg jest jeden, jak wierzymy, to jest jedynym Bogiem wszystkich swoich ludzi, czy uznają Go za takiego, czy nie. Bóg nie potrzebuje, abyśmy go chronili. Wielu z nas być może powinno pogłębić i rozszerzyć swoje pojęcie Boga. Często mówi się, pół żartem, że Bóg stworzył człowieka na swój własny obraz, a człowiek odwdzięczył się za to, obarczając Boga swoimi własnymi wąskimi uprzedzeniami i ekskluzywnością, dziwactwami i kaprysami temperamentu. Bóg pozostaje Bogiem, z wyznawcami czy bez nich.

Ta misja w Birmingham, na którą zostałem zaproszony, to chrześcijańskie obchody i będziemy twierdzić, że Chrystus jest unikatowy jako zbawiciel świata, mając nadzieję, iż będziemy żyć naszymi wierzeniami w taki sposób, że pomogą nam one efektywnie propagować naszą wiarę. Jednak nasze zachowanie o wiele za często jest sprzeczne z tym, co wyznajemy. Powinniśmy głosić Boga miłości, ale jako chrześcijanie jesteśmy obarczeni winą za sianie nienawiści i podejrzeń; propagujemy Tego, którego nazywamy Księciem Pokoju, a jednak jako chrześcijanie stoczyliśmy więcej wojen niż chcielibyśmy pamiętać. Zgłaszaliśmy pretensję do bycia wspólnotą współczucia, troski i dzielenia się, ale jako chrześcijanie często uświęcamy systemy społeczno-polityczne, które zadają temu kłam, w których bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi, gdzie uświęcamy, jak się wydaje, szalone współzawodnictwo, tak bezwzględne, że pasuje jedynie do dżungli.

Świetnym uzupełnieniem rozważań arcybiskupa Desmonda wydaje nam się poniższa modlitwa z tradycji sufickiej.

Suficcy derwisze w rytualnym tańcu

Najmiłościwszy Panie, Mistrzu, Mesjaszu
i Zbawicielu Ludzkości.
Pozdrawiamy Cię najpokorniej.
Tyś jest Pierwszą Przyczyną i Ostatnim Skutkiem,
Boskim Światłem i Duchem Przewodnictwa,
Alfą i Omegą.
Twoje Światło przebywa we wszystkich formach,
Twoja Miłość we wszystkich istotach: w kochającej matce, w dobrym ojcu, w niewinnym dziecku, w pomocnym przyjacielu, w inspirującym Nauczycielu.
Pozwól nam dostrzegać Ciebie we wszystkich Twych świętych imionach i postaciach: w Ramie, Krysznie, Sziwie, Buddzie.
Pozwól nam poznawać Ciebie jako Abrahama,
Salomona, Zaratustrę, Mojżesza, Jezusa, Mohammeda oraz w wielu innych imionach i formach,
znanych i nieznanych światu.
Wielbimy Twoją Przeszłość; Twoja Obecność
głęboko oświeca nasze istoty i szukamy
Twego Błogosławieństwa w przyszłości.
O Wysłanniku, Chryste, Nabi, Rasoulu Boga! Ty, którego serce nieprzerwanie wznosi się ku górze; przychodzisz na ziemię z Orędziem niczym gołębica z nieba, gdy zanika Dharma, i wypowiadasz Słowo,
które zostało włożone w Twoje usta,
tak jak światło wypełnia sierp księżyca.
Niechaj jaśniejąca w Twym sercu Gwiazda Boskiego Światła odzwierciedli się w sercach Twoich wielbicieli.
Niechaj Orędzie Boże dotrze wszędzie, niechaj oświeca i jednoczy całą Ludzkość w Braterstwie Dzieci Boga.
Amen.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

4 Responses to Bóg nie jest chrześcijaninem

  1. xxx says:

    No ok, szacunek tak, tylko jak to pogodzić ze słowami samego Pana “Idźcie i nawracajcie”, “Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej niż przeze Mnie”, “Nie dano żadnego imienia, przez które można być zbawionym” (lekko zmienione, bo nie chce mi sie szukać). I co z misyjnoscią Kościoła, jako integralnym jego zadaniem?

  2. admin says:

    Imieniem, przez które jesteśmy zbawieni, jest Chrystus – nie chrześcijaństwo. I to ma głosić Kościół.

    PS. Zawsze warto jest wracać do tych tekstów biblijnych, które się dobrze zna.

  3. xxx says:

    no tak, ale to z kolei musi wykluczac buddę, mahometa czy krishnę, skoro żadnego innego imienia

  4. admin says:

    Nie, imię Chrystusa nie musi, a może raczej: nie powinno, prowadzić do wykluczenia nikogo.

Leave a Reply