Bierzmowanie – wspomnienia i nie tylko…

Wówczas następuje duchowe zapieczętowanie (…) gdyż po chrzcie z wody ma jeszcze miejsce wypełnienie, gdy przez modlitwę biskupa wylany zostaje Duch Święty
św. Ambroży z Mediolanu

Wpadły mi w ręce zupełnie przypadkowo. Jak się okazuje, wsadziłem je do książki o historii mistyki chrześcijańskiej. Jak widać, posłużyły mi kiedyś za zakładkę, a potem zapomniałem o nich. Dwa zdjęcia z mojego bierzmowania, uprzejmie wowczas zeskanowane dla mnie przez matkę amerykańskich chłopców, których konfirmowano (bierzmowano) wraz ze mną 5 marca 2006 r. w starokatolickiej katedrze pw. św. Anny i Najświętszej Marii Panny w Haarlemie, która jest jednocześnie siedzibą tamtejszej parafii anglikańskiej. Stoimy na nich w trójkę, trzymając w rękach zapalone świece. Towarzyszą nam biskup-sufragan diecezji Gibraltaru w Europie, przew. David Hamid, ktory dokonał aktu konfirmacji, i o. Brian Richards, kapłan sprawujący wówczas pieczę nad haarlemską wspolnotą anglikańską. O Brianie zwykłem mawiać, że ‘przerobił’ mnie z liberalnego protestanta na (anglo-)katolika, a przy okazji z pastora w Kościele Remonstrantów na świeckiego anglikanina, za którego uważam się po dziś dzień, mimo oficjalnego przejścia (jakieś półtora roku później) pod starokatolicką jurysdykcję.

Takie niespodziewane znaleziska zawsze coś tam w człowieku wywołują. Przede wszystkim falę wspomnień. Jakiż to ja bylem szczupły 6 lat temu; ciekawe czy wbiłbym się dziś w tę marynarkę – jedną z niewielu zresztą, w których odrobinę podobałem się nawet sam sobie ;-). Niebieska koszula nie wydaje mi się dziś najszczęśliwszym wyborem; może trzeba było się jednak zdecydować na klasyczną biel. Przypominam sobie tamten weekend bardzo dobrze. W sobotę przyjechał biskup i po południu zaprosił mnie na rozmowę. Pamiętam, że zapytał m.in., dlaczego wybrałem anglikanizm, a nie np. jakąś wysokoliturgiczną wspólnotę protestancką, a ja – przepisowo i po katolicku – dukałem coś w swej kiepskiej angielszczyźnie o sukcesji apostolskiej i potrójnym urzędzie kościelnym (w końcu studiowałem już wtedy w starokatolickim Arcybiskupim Seminarium Teologicznym i miałem glowę pelną takich gotowych formułek, a i wplywu Briana nie należy nie doceniać). Rozmawialiśmy też o moim pragnieniu pełnienia kiedyś posługi kapłańskiej w Kościele anglikańskim. Przez myśl mi wtedy nie przeszło, ze 6 lat poźniej będzie to ciągle jeszcze jedynie pragnienie, ale cóż począć – tak też w życiu bywa. Trzeba jednak dodać i to, że przez caly ten czas nieodmiennie brzmią mi w uszach słowa wypowiedziane wówczas przez biskupa Davida: If it is God’s will, it will happen (‘Jeśli jest to wola Boża, to się spełni’). Amen…

Jednak widok tych ‘fotek’ przywołał jeszcze coś innego. Pytanie o to, CO SIĘ WÓWCZAS WŁAŚCIWIE WYDARZYŁO, CZYM BYŁO DLA MNIE MOJE BIERZMOWANIE? Nasz teksański znajomy z Facebooka, ks. Greg Neal ze Zjednoczonego Kosciola Metodystów pisze w swojej – znakomitej zresztą – książce Grace Upon Grace:

Co jednak sprawia konfirmacja? Jest to nasza Afirmacja Wiary, nasza odpowiedź na łaskę, nasze powiedzenie “tak” łasce, nasze powiedzenie “tak” Bożej miłości. W konfirmacji ochrzczeni mówią, po raz pierwszy przez obliczem wspólnoty, że zgłaszają gotowość przyjęcia łaski, którą im ogłoszono w chrzcie. Konfirmacja zatem dopełnia sakrament chrztu.

(…)

Chrzest można rozumieć jako odzwierciedlenie łaski
uprzedzającej; konfirmację jako odzwierciedlenie łaski usprawiedliwiającej. W konfirmacji wierzący potwierdza swoją wiarę w Jezusa Chrystusa i otrzymuje pełne członkostwo Ciała Chrystusowego. W chrzcie Bóg bierze sobie nas za swoje własne Dzieci; w konfirmacji my ogłaszamy Boga naszym Wiekuistym Ojcem a Jezusa Chrystusa naszym własnym Panem i Zbawicielem.

Greg prezentuje tutaj arminiańską postać klasycznego podejścia protestanckiego, przedstawionego po raz pierwszy w sposób systematyczny przez współpracownika Lutra, Filipa Melanchtona w jego Loci Communes z 1536 r. Według niego konfirmacja stanowi potwierdzenie i zaakceptowanie Chrztu (przyrzeczeń chrzcielnych). Bez wątpienia jest to bardzo istotny aspekt tego aktu, ale czy najistotniejszy (lub wręcz jedyny)? Dla protestanckich pietystów wyglądało to jednak nieco inaczej (i dlatego muszę przyznać, że dziwi mnie pominięcie tego wymiaru konfirmacji wlaśnie przez metodystycznego teologa; w końcu metodyzm wyrasta z pietyzmu!). Integralną częścią konfirmacji we wspólnotach pietystycznych było nałożenie rąk połączone z wezwaniem Nimm hin den Heiligen Geist… (Przyjmij Ducha Świętego). To wezwanie przywodzi od razu na myśl formułę, która towarzyszy nakładaniu rąk w czasie bierzmowania zgodnie z episkopalnym Modlitewnikiem Powszechnym z 1979 r.:

Umocnij, o Panie, swego sługę Twoim Duchem Świętym i dodaj mu sił na swoją służbę oraz podtrzymuj go przez wszystkie dni jego życia. Amen.

Teolog starokatolicki, ks. dr Andreas Rinkel (1889-1979), pełniący w latach 1937-1970 posługę kanonicznego arcybiskupa Utrechtu i zwierzchnika Unii Utrechckiej Kościołów starokatolickich, potwierdza w swojej Dogmatische theologie (zapisy wykładów wygłaszanych w Seminarium w Amersfoort, cz. IV str. 48, 1956 r.) aspekt, który wysuwają na czoło protestanci, pisząc:

Konfirmacja wypełnia, potwierdza i aktywuje dzieło Chrztu w nas

Natychmiast dodaje jednak:

Czyni to przez udzielenie nam Ducha Św. Ten, którego wlasnością jesteśmy, staje się naszym posiadaniem, naszym narzędziem, naszą bronią. Naznacza nas, pieczętuje (sphragizein, signare) jako ochrzczonych, (…).

“Dar Ducha” jest jednocześnie spełnieniem, zatopieniem (poisthenai), namaszczeniem (chriein, chrisma) nieprzemijającym, ożywiającym, świętym życiem samego Boga, który własnie jako Duch Św. znajduje w naszym duchu, który jest obrazem Bożym, swój punkt zaczepienia, swoją możliwość, by nas podbić, przeniknąć, ożywic i napełnić.

W konfirmacji/bierzmowaniu nie chodzi więc przede wszystkim (albo nawet wyłącznie) o to, że POTWIERDZAMY jako dorośli (lub prawie dorośli) ludzie to, co się wydarzyło w momencie naszego Chrztu, ale że PRZYJMUJEMY POTWIERDZENIE I UTWIERDZENIE Z RĄK BOŻYCH. Szczerze mowiąc, zawsze dziwiło mnie, że protestantyzm, kładący skądinąd tak ogromny nacisk na łaskę Bożą, Boże działanie, Boże dzieło, w odniesieniu do konfirmacji podkreśla przede wszystkim właśnie działanie człowieka, ludzką decyzję (skądinąd bez wątpienia bardzo istotną!). Z kolei katolicyzm, postrzegany przez wielu protestantów jako kładący (zbyt wielki) nacisk na uczynkowość, w odniesieniu do bierzmowania podkreśla właśnie aspekt daru – daru Ducha Świętego. Mimo że minęło już prawie ćwierć wieku, doskonale przypominam sobie moją konfirmację w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Polsce (która nie mogła zostać jako taka uznana przez Kościół anglikański, ponieważ nie udzielał jej biskup). Jej integralną częścią było co prawda nałożenie rąk połączone z błogosławieństwem. Nie był to w prawdzie – w sensie ścisłym – akt przekazania daru Ducha, ale mimo wszystko błogosławieństwo, ktore się OTRZYMUJE. Pamiętam jednak rownież, że w przygotowaniu do konfirmacji nacisk nie spoczywał na tym akcie lecz właśnie na publicznym zlożeniu wyznania wiary i tych samych obietnic, które złożono za nas w momencie Chrztu, a więc jednak na naszej własnej aktywności. U holenderskich reformowanych przejawia się to nawet w nazwie tej ceremonii. Nie mówią oni w ogóle o konfirmacji lecz o ‘wyznaniu’ (belijdenis), które się składa/czyni (belijdenis doen).

Gdy przyglądam się tym fotografiom sprzed sześciu lat i otrzymanemu wówczas certyfikatowi, uświadamiam sobie po raz kolejny, że w tamtym dniu ważne były dla mnie OBYDWA ASPEKTY. Po7 latach funkcjonowania w Kosciele, który, chociaż nie odrzucał oficjalnie historycznych wyznań wiary, nie wymagał od swoich członkow składania pod nimi ‘podpisu’ i zachęcał raczej do tworzenia własnych, osobistych, odczuwałem potrzebę publicznego wyznania wiary, które od wieków pozostaje wyznaniem wiary chrześcijan i zadeklarowania w ten sposób swojej przynależności do Kościoła wszystkich wieków. Zarazem jednak, świadomy tego, że stoję u progu nowego okresu w swoim życiu i w obliczu nowych wyzwań (które okazały się zresztą – przynajmniej po części – inne i nieporównywalnie trudniejsze aniżeli wówczas mogłem sądzić), przede wszystkim pragnąłem wsparcia. Bez wątpienia coś więc afirmowałem, ale ponad wszystko potrzebowałem afirmacji i konfirmacji. I, oceniając to z perspektywy lat, stwierdzam, że ją otrzymałem, nawet jeśli czasami w zupełnie nieoczekiwany sposób i z zupełnie nieoczekiwanej strony. Tak to już jednak jest z tym Duchem, który ‘wieje, dokąd chce’…

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply