Treść wiary chrześcijańskiej

Gdy kilka miesięcy temu (12 lipca) w kalendarzu liturgicznym przypadała pamiątka Nathana Söderbloma (1866-1931) – prymasa Szwecji, światowej sławy religioznawcy, teologa i ekumenisty – chcieliśmy poświęcić mu na naszym blogu nieco uwagi. Niestety nawał zajęć, który towarzyszył początkowi tego lata, udaremnił te plany. Jednak abp Söderblom to ktoś, do kogo warto nawiązać również bez żadnej szczególnej okazji, zwłaszcza, że w odróżnieniu od prac naukowych i przemówień wygłaszanych przy rożnych szczególnych okazjach (jak np. nadanie mu Pokojowej Nagrody Nobla), jego rozważania religijno-duszpasterskie  i duchowościowe są zdecydowanie mniej znane. A przecież to właśnie w nich spotykamy nie tyle wybitną postać historyczną, co żywego człowieka, który podąża tą samą, usianą wątpliwościami i rozterkami, drogą wiary, którą i my przemierzamy w naszym życiu.

Ponieważ Pradusz jest szczęśliwym posiadaczem wydanego wiele lat temu w Amsterdamie po niderlandzku zbioru rozważań Nathana Söderbloma pt. “Een jaar. Een woord voor elken dag van het jaar”, przetłumaczyliśmy fragment jednego z zawartych w nim tekstów (w zbiorze jest on przeznaczony na 09 października). Oczywiście jest to przekład przekładu, co bez wątpienia w jakimś stopniu zniekształca myśl autora, ale niestety żaden z nas nie włada językiem szwedzkim, nie posiadamy też oryginalnego wydania tych rozważań. Ich zawartość wydała nam się jednak na tyle inspirująca, że postanowiliśmy podzielić się nią z Wami za pośrednictwem bloga. Pod tekstem umieściliśmy, jako rodzaj wokalno-muzycznej ilustracji, wykonanie znanej pieśni ‘Być blizej Ciebie chcę’  po szwedzku (tekst polski i angielski znajdziecie tutaj).

Wiara, prawdziwa treść wiary chrześcijańskiej, to nie większa lub mniejsza liczba twierdzeń; treścią wiary i zaufania jest sam Bóg. Wiara żyje w Bogu z Chrystusem i nie jest zdana na racjonowany pokarm. Wiara zachłystuje się pełnią Boga w Piśmie, w dziejach, w życiu pojedynczego człowieka, w – czasami bardzo intymnej, to znów jakże trudnej – relacji modlitewnej z Najwyższym, we wspólnocie z żywym Zbawicielem, który przemawia i działa w Ewangeliach, cierpi, umiera i który zostaje przemieniony pośród swych uczniów, w działaniu Ducha zarówno we wspólnocie jak w naszych sercach. Jakże ma ona wyrazić całe to bogactwo, jak ma wyrazić objawienie, bezustanne działanie Boga, które przebija przez gorzki tragizm życia ludzkiego i rozbrzmiewa w naszym słabym i rozpadłym na kawałki życiu niczym potężny akord organowy? Jego myśli to nie myśli nasze.

Gdy tylko człowiek poskłada to razem jak tylko najładniej potrafi, przez co cały świat i wszystko, co się na nim dzieje, tworzy bardzo piękną, nawet jeżeli od czasu do czasu nieco zakłócaną, harmonijną całość, rzeczywistość wysuwa się jednak znów na czoło i psuje całą harmonię. Z bólem musimy dostrzec, że nasze możliwości są niewystarczające. Ostre sprzeczności ukazują się niczym strzeliste szczyty górskie na horyzoncie. Nie pokonamy ich. Jednak pośród tego bolesnego chaosu, w którym nic nie jest jasne, natrafiamy na Bożą miłość, która obdarowuje nas poczuciem wyższej spójności i głębszego sensu, aniżeli ta spójność i ten sens, które jesteśmy w stanie dostrzec i pojąć. To właśnie z Bogiem powinniśmy się liczyć w naszym życiu i w przedziwnym biegu spraw na świecie. Misterium zbawienia przenika, a właściwie przedziera się przez naszą egzystencję. Jeżeli otrzymaliśmy w nim udział, czyż będziemy się jeszcze wykłócać o takie czy inne sformułowanie, pozwalając, by nasza uwaga została niepostrzeżenie odwrócona od samego Boga w Chrystusie? Zawieranie kompromisów z przemocą obraża tego, który w swym miłosierdziu obdarował nas nowym życiem i który przez cierpienie i próby, przez rożne rodzaje aktywności umysłowej,  przez ludzi i okoliczności, objawił siebie samego i swoje dzieło w naszych czasach tak, jak to jedynie rzadko bywało w przeszłości. Musimy opisywać dzieło Boże i wysławiać je, aby otworzyły się oczy i dojrzały cuda, które Bóg czynił i czyni. W tym poruszeniu Ducha wszystko znajduje swoje miejsce, nie jak deski w płocie, z których z czasem wyrywa się kolejną, by łatwiej dostać się do ogrodu, ale niczym te, z których buduje się okręt – okręt wiary. Nie ma bowiem dla mnie wątpliwości, że ma z tego powstać arka Noego wiary, która uratuje duszę z potopu i wydostanie się z bagna zwanego ‘Beznadzieją’. Oto tajemnica krzyża.

Dla mnie istnieje tylko jedna pochłaniająca wszystko kwestia – kwestia pojednania i uzdrowienia [naprawy]. Czy dostrzegamy Boża drogę w straszliwym chaosie tego świata; drogę, która dla ludzkiego rozumu jest źródłem zgorszenia, a jednak pozostaje jedyną rzeczywiście możliwą do przejścia drogą? Droga ta nie omija tragizmu ludzkiego życia lecz wiedzie przez sam jego środek.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply