Lęk i bojaźń

The English version of this post is available here.

Od kilku tygodni zamieszczamy na stronie Polskiej Wspólnoty Episkopalnej kalendarium liturgiczne. Przygotowująca je nasza znajoma z Edynburga, Krystyna Retecka, zwróciła uwagę, że w jednej z kolekt na przyszły tydzień pojawia się prośba: “abyśmy mogli żyć w Twojej bojaźni”. Zdaniem Krystyny (które zresztą podzielamy, jak widać) określenie “bojaźń Boża” może wzbudzać tak wiele nieporozumień, że warto przyjrzeć się mu nieco bliżej. Chcielibyśmy wykorzystać do tego fragment O przeznaczeniu człowieka, książki dość często goszczącego na naszym blog rosyjskiego myśliciela, Mikołaja Bierdiajewa (1874-1948).

Lęk, odczuwany przez stworzenie, jest skutkiem grzechu pierworodnego, od­dzielenia od Boga. Motyw lęku nierzadko odgrywał decydującą rolę w wierzeniach religijnych, światopoglądach, instytucjach społecznych, zwyczajach i urządzeniu życia codziennego. Lęk jest podstawą grzesznego życia i przenika nawet do najbar­dziej wzniosłych sfer duchowych, zaraża sobą życie religijne i moralne. Konieczne jednak jest rozróżnienie między lękiem i tęsknotą czy bojaźnią. W przybliżeniu od­powiada to różnicy, jaką Kierkegaard czyni między Furcht i Angst oraz częściowo rozróżnieniu Heideggera między Sorge i Angst. Lęk jest stanem drżącego, strwo­żonego, upadłego stworzenia, które znajduje się na nizinach bytu i na które ze wszystkich stron czyhają niebezpieczeństwa. Lęk jest oczekiwaniem cierpień, cio­sów, strat, nadejścia wroga, który zabierze dobra życiowe, zabierze nawet i samo życie, oczekiwaniem chorób, biedy, bezradności i bezbronności. W przeżycie lęku nie wchodzi wyobrażenie o wzniosłości bycia, którą człowiek chciałby osiągnąć i od której oderwanie go dręczy. W przeżyciu silnego lęku człowiek zwykle zapo­mina o wszelkiej wzniosłości i jest skłonny żyć na nizinach, aby tylko wyzwolić się od oczekiwanych niebezpieczeństw, strat i cierpień. Lęk jest oportunistyczny i w stanie silnego lęku człowiek bywa gotowy na wszystko. Lęk jest stanem po­niżającym, a nie stanem wywyższającym człowieka. Dawna pierwotna ludzkość była owładnięta lękiem, terror antiąuus, lękiem przed chaosem i nieznanymi siłami przy­rody, wobec których człowiek był bezradny, lękiem przed duchami, przed demo­nami, przed bogami, przed magami, przed władcami, którzy byli magami i posia­dali magiczną władzę. Dawny człowiek walczył z lękiem przy pomocy magii, przy pomocy wierzeń totemistycznych, poszukiwał opiekunów i formuł zaklęć, dających władzę nad samymi bogami. Lęk jest najstarszym afektem natury ludzkiej, towa­rzyszy człowiekowi do samych narodzin, i zawsze jest obecny w podświadomej war­stwie ludzkiej natury. Magia nie jest tylko zdobywaniem siły, walką z niebezpie­czeństwami i wywołanymi przez nie lękami, ale sama także jest źródłem lęków i niebezpieczeństw. Człowiek boi się magicznych mocy i szuka przed nimi obrony najpierw w religii, potem w nauce. Po tym, jak upadł pierwszy człowiek Adam, powinien on przede wszystkim odczuć lęk. Brak lęku jest stanem rajskim. I nadej­ście Królestwa Bożego jest ostatecznym zwycięstwem nad lękiem, nad lękiem życia i lękiem śmierci. Religia jest walką z tym terror antiąuus i wyzwoleniem się od niego. Lęk przenika jednak w same wierzenia religijne i je wypacza. Religia jest stosun­kiem grzesznego człowieczeństwa do Bóstwa, a grzeszne człowieczeństwo stoi pod znakiem lęku. Dlatego lęk przed Bogiem czy bogami przenika wierzenia religijne. Człowiek doświadcza lęku nie tylko przed chaosem, ale także lęku Bożego. Religia stwarza niezliczone ilości tabu i człowiek doznaje lęku i trwogi przed ewentualno­ścią ich naruszenia. Przesądy są cieniem wierzeń i zawsze oznaczają lęki. Człowiek przesądny jest człowiekiem lękającym się, strwożonym. Religia stwarza różnicę mię­dzy „sacrum” i „profanum” oraz wywołuje lęk przed „sacrum”. Religia stwarza różnicę między „czystym” i „nieczystym” oraz wywołuje lęk jednego rodzaju wobec tego, co jest „czyste” i lęk innego rodzaju wobec tego, co jest „nieczyste”. Religia prawa wywołuje lęk przed prawem, trwogę i drżenie przed naruszeniem prawa spo­wijającego życie. Wierzenia religijne zarówno wyzwalają od lęku, jak i stwarzają niezliczoną ilość nowych lęków, ponieważ stoją one pod znakiem grzechu. Jedynie Ewangelia wyzwala od lęku, gdyż wyzwolenie od lęku jest działaniem łaski Chry­stusowej. Lęk ma ogromne znaczenie w etyce.

Inne znaczenie ma to, co nazwałbym tęsknotą i bojaźnią. Tęsknota, w odróż­nieniu od lęku, jest dążnością w górę, na wyżyny bytu, i udręką dlatego, że nie znaj­dujemy się na wyżynach. Tęsknota i mistyczna bojaźń nie jest staniem przed nie­bezpieczeństwami czyhającymi na nas w grzesznym świecie, a przed tajemnicą bytu, od której człowiek jest oderwany. Człowiek doznający tęsknoty i mistycznej bojaźni nie jest człowiekiem drżącym przed niebezpieczeństwami lub oczekującym cierpień. Przeciwnie, niebezpieczeństwa i cierpienia powszedniego życia mogą doprowadzić do ustania tęsknoty i mistycznej bojaźni. Mistyczna bojaźń jest przeżywaniem tęsknoty, osiągającej najwyższe napięcie, granicę. Tęsknota przechodzi w bojaźń wo­bec tajemnicy bytu. Jednak tęsknota i bojaźń wcale nie rodzą się z powszedniego życia z jego niebezpieczeństwami i stratami. Nie wiadomo, skąd biorą się tęsknota i mistyczna bojaźń, przyczyna tęsknoty znajduje się w innym świecie, nie w na­szym powszednim świecie. Tęsknota zawsze jest bezwiedna. Kierkegaard to rozu­miał, ale do tęsknoty i mistycznej bojaźni, jako wyższy jej wyraz, wprowadza element lęku. W jego Angst pomieszane są terror antiąuus i biblijny lęk Boży. Tę­sknota i bojaźń świadczą nie tylko o tym, że człowiek jest istotą upadłą i przyziem­ną, jak świadczy o tym lęk, ale są także ujawnieniem wyższej, górnej, bogopodobnej natury człowieka, ujawnieniem jego powołania do wyższego życia. Tęsknić można jedynie za wyższym światem, niż ten, w którym się znajdujesz. I prawdzi­wej bojaźni można doznawać tylko wobec tajemnicy bytu lub wobec ciemnego chaosu, a nie wobec niebezpieczeństw powszedniego życia. Troska, z której He­idegger próbuje wyprowadzić czasowe istnienie w upadłym w swej istocie świecie, jest słabą pierwotną formą lęku. Troska, która staje się bardziej napiętą, przekształ­ca się w lęk. Natomiast tęsknocie jest zupełnie niewłaściwy stan troski. Człowiek doznający prawdziwej bojaźni wcale nie jest człowiekiem zatroskanym. Można od­czuwać troskę i lęk wobec choroby bliskiego człowieka i niebezpieczeństwa śmier­ci, ale kiedy nadchodzi chwila śmierci, nie ma już troski i nie ma powszedniego lęku, a jest mistyczna bojaźń wobec tajemnicy śmierci, jest tęsknota za światem, w którym nie ma śmierci. Nie może i nie powinno być lęku przed Bogiem, wyrażenie „lęk Boży” jest niedokładne i wymaga wyjaśnienia, wobec Boga można doznawać jedynie mistycznej bojaźni, bojaźni wobec nieskończonej tajemnicy i odczuwać tęsknotę za Bogiem. Wprowadzenie do naszej wiary religijnej i w nasz stosunek do Boga religijnego lęku jest wprowadzeniem kategorii powszedniego, naturalnego życia świata w najwyższą sferę, w której nie ma ona zastosowania. Może być lęk przed złą bestią lub przed chorobami zakaźnymi, ale nie przed Bogiem. Można bać się władz tego powszedniego świata, monarchów, komisarzy ludowych lub żandarmów, ale nie Boga. Wobec Boga można odczuwać jedynie bojaźń lub tęsknić za Nim. Jest to bardzo ważne rozróżnienie ze względu na swoje następstwa.

Powszedniość społeczna, zrodzona przez grzech, próbuje przekształcić katego­rię lęku w jedną z podstawowych kategorii życia religijnego i moralnego. Rozróż­nienie między „dobrym” i „złym”, podobnie jak rozróżnienie między „sacrum” i „profanum”, rodzi lęki. Człowiek powinien w jeden sposób bać się „dobra” i drżeć przed nim, a w inny sposób bać się „zła” i drżeć przed nim. Człowiek zastraszony jest grzechem i zastraszony jest moralnością, w stanie paniki, panicznego lęku na wszystko się godzi, żeby tylko pozbyć się tego lęku. Taki charakter nosiło zastra­szanie wiecznymi mękami piekielnymi. Duchowe i moralne życie człowieka okre­ślane było lękiem przez lęk wobec Boga i wobec dobra, a nie przez świętą bojaźń wobec tajemnicy Boga, nie przez tęsknotę za Bożą prawdą, nie przez miłość do Boga i Bożego dobra. Z lęku człowiek jest gotów na wszystko. A zastraszają go mękami doczesnymi i mękami w wieczności. Zamienia się on w drżące, strwożone, lękające się stworzenie, które wymadla sobie możliwość wytchnienia i względnego spoko­ju. A właśnie lęk, przybrawszy charakter religijny i moralny, nigdy nie jest ruchem w górę, wzwyż, do Boga, a zawsze jest przykuciem do nizin, do powszedniości. Moralne rozróżnienie, ocena moralna i akt moralny, które dokonywane są tylko pod wpływem lęku i w afekcie lęku, nie mogą mieć znaczenia moralnego i być wyrazem duchowości człowieka. Tortury nigdy nie prowadzą do ujawnienia praw­dy. Lęk zniekształca wszystkie oceny moralne i wypacza wszystkie moralne czy­ny. Lęk jest oportunistyczny. Etyka lęku nie jest określana przez źródło duchowe, ma ona za swoje źródło powszedniość społeczną. Lęk paraliżuje wolność sumienia i zaśmieca jego czystość. I trzeba uwolnić się z afektu lęku, aby sumienie dokony­wało ocen moralnych i aktów. Człowiek ostatecznie zastraszony traci zdolność do aktów mających sens czysto moralny. Człowiek dokonujący ocen moralnych lub aktów pod wpływem lęku przed czasowymi lub wiecznymi mękami, wcale nie dokonuje czysto moralnych ocen i aktów. Tymczasem powszedniość społeczna, opa­nowująca także życie religijne człowieka, chce moralnie kierować człowiekiem przez afekt lęku, chociaż w formie złagodzonej i umiarkowanej. Stwarza to tragiczny kon­flikt. Etyka zdeterminowana społecznie zawsze jest etyką lęku, choćby nawet przy­bierała bardzo liberalne formy. Wszelka etyka utylitarna jest etyką lęku. Jedynie etyka duchowości nie jest etyką lęku. Nie określaj się w swoich osądach moralnych i czynach afektem lęku, przezwyciężaj lęk duchowy, określaj się czystym dążeniem wzwyż, do tego, co Boże, do czystej miłości – to jest absolutny imperatyw moral­ny. Etyka eudajmonistyczna, bez względu na to, czy jest to eudajmonizm ziemski, czy też niebieski, jest ostatecznie etyką lęku, gdyż człowiek boi się o swoje szczę­ście i o szczęście innych, gdyż szczęście ze wszystkich stron jest poddane niebez­pieczeństwom i okupuje się ono oportunizmem w ocenach i czynach. Jeśli szczę­ście postawiłem sobie za cel, to skazany jestem bać się przez cały czas. Jedynie przy­ciąganie Bożej wysokości uwalnia od lęku, ale wzbudza tęsknotę i świętą bojaźń.

Źródło: Bierdiajew N., “O przeznaczeniu człowieka. Zarys etyki paradoksalnej”, tłum. Henryk Paprocki, Kęty 2006, str. 178-181.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply