Chrześcijański hermetyzm

Istnieje co najmniej kilka powodów, dla których zamieszczenie tego tekstu autorstwa Walentyna Tomberga wiąże się z pewnym ryzykiem. Nasze zainteresowanie hermetyzmem zapewne u jednych wywoła zdziwienie (“hermetyzm, ‘wiedza tajemna’: jak poważni ludzie mogą zajmować się takimi głupotami?”), u innych zaś zaniepokojenie czy nawet przerażenie (“przecież to niebezpieczne, jeżeli nie wręcz grzeszne”). Również ci nasi znajomi, którzy sami zajmują się tradycją hermetyczną, najprawdopodobniej nie będą zachwyceni wywodami Tomberga. Dla nich będą one z kolei nazbyt ortodoksyjne i “kościelne”.

Te wszystkie wątpliwości drążyły już samego autora. Walentyn Arnoldowicz Tomberg (1900-1973) był mistykiem, religioznawcą, zajmował się prawem międzynarodowym, martynizmem, teozofią, antropozofią. Od 25 roku życia związał się z Towarzystwem Antropozoficznym i stał się jego aktywnym, płodnym i niezależnie myślącym członkiem. Postrzegał antropozofię nie jako mniej lub bardziej bezkrytyczne powtarzanie twierdzeń Rudolfa Steinera, lecz jako obszar samodzielnych badań i dociekań. Niestety w tym okresie w Towarzystwie nie potrzebowano takich antropozofów. W 1940 r. poproszono go więc o to, aby zrezygnował z członkostwa. W czasie wojny był aktywny w antyhitlerowskim ruchu oporu, a w sensie duchowym starał się zbliżyć do prawosławia, jednakże zniechęciła go do niego prohitlerowska postawa kierownictwa Rosyjskiej Cerkwi Zagranicą. Pod koniec II Wojny Światowej uzyskał doktorat z prawa na Uniwersytecie w Kolonii. W tym samym czasie miała miejsce jego konwersja do Kościoła rzymskokatolickiego.

Książka, z której zaczerpnęliśmy fragment, który zamieszczamy, Meditations on the Tarot: A Journey into Christian Hermeticism, ukazała się anonimowo dopiero w 1985 r. z posłowiem wielkiego szwajcarskiego teologa podniesionego tuż przed śmiercią do rangi kardynała, Hansa Ursa von Balthasara. “Medytacje” to próba poważnego zmierzenia się przedstawiciela zachodniej tradycji hermetycznej nie tylko z chrześcijaństwem, ale konkretnie z jego (rzymsko-)katolicką formą. Oczywiście ten ostatni fakt i nam przysparza pewnych problemów. Na przykład fragment dotyczący Kościoła Piotrowego i Janowego jest bardzo wyraźnie napisany z perspektywy katolika uznającego papieża za głowę Kościoła. Zarówno z historycznego jak i z eklezjologicznego punktu widzenia tezy Tomberga o tym, że apostoł Jan podporządkował się apostołowi Piotrowi, trudno nie uznać za co najmniej dyskusyjną. Również fragment dotyczący brania przykładu ze św. Antoniego Pierwszego Pustelnika wzbudza mieszane uczucia. O ile nie mamy problemu z wezwaniem do uczenia się od innych, o tyle postawa, w ramach której każdego człowieka uznaje się za lepszego od siebie, jawi nam się jako możliwe źródło patologii. Nie zmienia to jednak faktu, że ogólny obraz, który Tomberg zarysowuje, mocno do nas przemawia: chrześcijański hermetyzm jako przejaw i stymulans wewnętrznego życia religii i Kościoła. Czy kryje się tutaj realna możliwość pogodzenia instytucjonalnego chrześcijaństwa z tradycją hermetyczną, którą prof. Gilles Quispel nazwał jednym z filarów kultury europejskiej? Być może. W tym celu potrzebne jest jednak bardzo dużo dobrej woli zarówno ze strony chrześcijan jak i hermetyków. Problem w tym, że, jak na razie, najczęściej wolą się oni wzajemnie zwalczać aniżeli współpracować ze sobą i nawzajem inspirować.

Misterium to więcej aniżeli stymulujący „zakwas”. To duchowe wydarzenie porównywalne z fizycznymi narodzinami czy śmiercią. To przemiana całej motywacji duchowej, albo całkowita przemiana sfery świadomości. Siedem sakramentów Kościoła to kolory powstałe przez przepuszczenie przez pryzmat białego światła jedynego Misterium lub Sakramentu, znanego jako Ponowne Narodziny, na które Mistrz wskazał Nikodemowi w nocnej rozmowie inicjacyjnej, którą z nim odbył. To właśnie hermetyzm chrześcijański rozumie pod pojęciem Wielkiej Inicjacji.

Hermes Trismegistos

Samo przez się rozumie się, że nikt nie inicjuje nikogo innego, jeśli jako „inicjacje” rozumiemy Misterium Ponownych Narodzin czy Wielki Sakrament. Inicjacja działa z góry i posiada wiekuistą wartość i trwałość. Inicjator znajduje sie w górze, zaś tu na dole spotykamy tylko innych uczniów, którzy rozpoznają się nawzajem przez to, że „wzajemnie sie miłują” (por. J 13, 34-35).

Nie ma juz żadnych „mistrzów”, ponieważ istnieje tylko jeden jedyny Mistrz, którym jest ów Inicjator w górze. Z pewnością zawsze są mistrzowie, którzy nauczają swoich doktryn jak również inicjowani, którzy przekazują niektóre z posiadanych tajemnic innym, przez co i oni staja sie „inicjowanymi” – to jednak nie ma nic wspólnego z Misterium Wielkiej Inicjacji.

Z tego powodu hermetyzm chrześcijański, o tyle, o ile jest rzeczą ludzką, nikogo nie inicjuje. Wśród chrześcijańskich hermetyków nikt nie przyjmuje tytułu „inicjatora” czy „mistrza”. Wszyscy są bowiem uczniami i każdy jest mistrzem każdego w jakimś wymiarze – tak samo jak każdy jest uczniem każdego w innym wymiarze. Najlepiej pójść za przykładem św. Antoniego Pierwszego Pustelnika, który z całą szczerością podporządkowywał się pobożnym ludziom, których odwiedzał, i dla swej korzyści usiłował dowiadywać się, jak każdy z nich przewyższa go w gorliwości i praktykach ascetycznych. Zauważał wdzięczność jednego, szczerość w modlitwie drugiego, uczył sie od jednego zrównoważenia a od drugiego dobroci serca; poświęcał uwagę czuwaniom odbywanym przez jednego i studiom, które odbywał inny; jednego podziwiał za wytrzymałość w cierpieniu, drugiego za posty i spanie na podłodze, przyglądał sie łagodności jednego i cierpliwości okazywanej przez innego; a we wszystkich cenił szczególnie oddanie Chrystusowi i wzajemną miłość. Nasyciwszy zaś się, powracał do miejsca, gdzie sam praktykował ascezę. Wówczas przyswajał sobie to, co otrzymał od każdego i poświęcał wszystkie swoje siły na urzeczywistnienie w sobie cnót ich wszystkich. (Św. Atanazy, The Life of Saint Anthony, rozdz. 4; przekł. R. T. Meyer, Westminster, 1950, str.21)

To właśnie podejście musi być stosowane przez chrześcijańskiego hermetyka w odniesieniu do wiedzy i nauki – przyrodniczej, historycznej, filologicznej, filozoficznej, teologicznej, symbolicznej i dotyczącej tradycji. Sprowadza sie ono do uczenia się sztuki uczenia.

(…)

Dlatego, drogi Nieznany Przyjacielu, chrześcijański hermetyzm nie rości sobie pretensji do konkurowania ani z religią ani z oficjalną nauką. Ten, kto szuka „prawdziwej religii”, „prawdziwej filozofii” lub „prawdziwej nauki”, poszukuje w niewłaściwym kierunku.  Chrześcijańscy hermetycy nie są mistrzami lecz sługami. Nie chcą się wynosić (co jest zawsze odrobinę infantylne) ponad świętą wiarę wierzących, ani ponad owoce godnych podziwu starań tych, którzy pracują naukowo, ani ponad twory artystycznego geniuszu. Hermetycy nie strzegą tajemnicy przyszłych odkryć naukowych. Nie znają, na przykład, tak jak nikt nie zna obecnie, efektywnego środka przeciwko rakowi. Co więcej, byliby potworami, gdyby strzegli tajemnicy remedium przeciwko temu przekleństwu ludzkości, nie wyjawiając jej. Nie, nie znają go, i jako pierwsi uznają wyższość przyszłego dobrodziejcy ludzkości – mędrca, który je odkryje.

Podobnie uznają bez zastrzeżeń wyższość kogoś takiego jak Franciszek z Asyżu – i wielu innych – którzy byli ludźmi tzw. „egzoterycznej” wiary. Wiedzą również, że każdy szczerze wierzący jest potencjalnie Franciszkiem z Asyżu. Ludzie wiary, nauki i sztuki przewyższają ich w wielu zasadniczych punktach. Hermetycy wiedzą o tym i nie pochlebiają sobie, że są lepsi, wierzą lepiej, wiedzą lepiej czy są bardziej kompetentni. Nie otaczają tajemnicą żadnej religii, którą uważają za odpowiednią, aby zastąpić nią istniejące religie, ani nauki, aby zastąpić nią współczesną naukę, ani sztuki, która miałaby zastąpić sztukę współczesną czy dawniejszą. To, co posiadają, nie ma żadnej namacalnej przewagi ani obiektywnie nie przewyższa religii, nauki ani sztuki; to, co posiadają, to tylko wspólnotowa dusza religii, nauki i sztuki. Czym jest ta misja zachowywania wspólnotowej duszy religii, nauki i sztuki? Odpowiem konkretnym przykładem, w następujący sposób:

Św. Antoni Wielki

Bez wątpienia wiesz, drogi Nieznany Przyjacielu, że wielu – a niejeden wśród nich jest pisarzem – we Francji, Niemczech, Anglii i gdzie indziej głosi naukę o tzw. „dwóch Kościołach”:  Kościele Piotrowym i Kościele Janowym, albo „dwóch epokach” – epoce Piotra i epoce Jana. Wiesz również, że naucza ona o końcu – mniej lub bardziej bliskim – Kościoła Piotrowego, a przede wszystkim papiestwa, które jest jego widzialnym symbolem, a także o tym, że zastąpi go duch Jana, ucznia, którego Mistrz miłował, którego głowa spoczywała na Jego piersi i który słyszał bicie Jego serca. W ten sposób nauczają, że „egzoteryczny” Kościół Piotra ustąpi miejsca „ezoterycznemu” Kościołowi Jana, który będzie Kościołem doskonałej wolności.

Jednakże Jan, który podporządkował sie dobrowolnie Piotrowi jako przywódcy i księciu apostołów, nie stał się jego następcą, gdy ten zmarł, chociaż przeżył go o wiele lat. Umiłowany uczeń, który wsłuchiwał sie w bicie serca Mistrza, jest i zawsze pozostanie przedstawicielem i strażnikiem tego serca – i jako taki nie był, nie jest i nigdy nie będzie przywódcą ani głową Kościoła. Tak bowiem jak serce nie jest powołane, by zastąpić głowę, tak Jan nie jest powołany, by zastąpić Piotra. Serce z pewnością strzeże życia ciała i duszy, ale to głowa decyduje, kieruje i wybiera środki służące spełnieniu zadań przez cały organizm – głowę, serce i członki. Misją Jana jest podtrzymywać życie Kościoła i życie jego duszy aż do Powtórnego Przyjścia Pana. To dlatego Jan nigdy nie zgłaszał i nie będzie zgłaszać roszczeń do urzędu kierującego ciałem Kościoła. On ożywia to ciało, ale nie kieruje jego działaniami.

Hermetyzm, żywa tradycja hermetyczna, strzeże wspólnotowej duszy wszelkiej prawdziwej kultury. Trzeba dodać: Hermetycy słuchają – i od czasu do czasu słyszą – bicie serca duchowego życia ludzkości. Nie mogą inaczej, aniżeli być strażnikami życia i wspólnotowej duszy religii, nauki i sztuki. Nie posiadają przywilejów w żadnej z tych dziedzin; święci, prawdziwi naukowcy i genialni artyści przewyższają ich. Żyją jednak dla tajemnicy wspólnotowego serca, które bije we wszystkich religiach, wszystkich filozofiach, każdej sztuce i każdej nauce – dawnych, współczesnych i przyszłych. I, zainspirowani przykładem Jana, umiłowanego ucznia, nie pretendowali i nigdy nie będą pretendować do odgrywania kierowniczej roli w religii, nauce, sztuce, życiu społecznym czy politycznym; zwracają jednak nieustannie uwagę na to, by nie przeoczyć żadnej okazji do służenia religii, filozofii, nauce, sztuce, życiu społecznemu i politycznemu ludzkości i tchnięcia w nie oddechu życia ich wspólnotowej duszy – analogicznie do udzielania sakramentu Komunii Świętej. Hermetyzm jest jedynie stymulantem, „zakwasem” albo „enzymem” w organizmie życia duchowego ludzkości. W tym sensie sam jest arcanum – tzn., można powiedzieć, antecedensem Misterium Ponownych Narodzin albo Wielkiej Inicjacji. To jest duch hermetyzmu.

Źródło: Tomberg V., “Meditations on the Tarot: A Journey into Christian Hermeticism”, tłum. Powell R., New York 2002, str. 4-7.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply