Jezus – Słowo Wcielone

Poniższy tekst ks. dra Marka McIntosha, episkopalnego duchownego z Diecezji Chicago, i profesora teologii systematycznej i duchowości na prowadzonym przez oo. Jezuitów Uniwersytecie Loyoli w Chicago pochodzi z książki „Mysteries of Faith”, która jest ósmą częścią cyklu „The New Church’s Teaching Series”. Tłumaczymy go z myślą o zbliżających się rekolekcjach adwentowych. Uczestnicy rekolekcji otrzymają od nas ten tekst z prośbą o jego przeczytanie. Będzie on punktem wyjścia do rozmowy w sobotni poranek (program rekolekcji znajdziecie tutaj). Warto jednak również zajrzeć do innych materiałów poświęconych tej tematyce, które znajdziecie pod tagiem Incarnation.

Co to znaczy, gdy mówimy, że Jezus jest „wcielonym” Słowem albo Synem Bożym? Co sprawia, że możemy powiedzieć, iż w Jezusie napotkaliśmy nie tylko słowo o Bogu, lecz własne Słowo Boga, istniejące na sposób ludzki? Że nie tylko ludzkie życie można przeżyć po Bożemu, ale że Bóg może być ludzki? Sądzę, że to wszystko składa się w pewną całość: sposób, w jaki uzyskujemy pełną osobowość przez pragnienie, sposób, w jaki Bóg istnieje jako pragnąca wspólnota Boskich Osób i w jaki Kościoł, począwszy od zmartwychwstania, otrzymał Ducha Świętego, aby miał udział w tej osobowej wspólnocie trynitarnej miłości.
Czy mogę to wszystko udowodnić? Jeśli chodzi o „udowadnianie”, wiem, że niektórzy teologowie uważają, iż potrafią udowodnić, że chrześcijaństwo jest prawdziwe. Uważam, że próby „udowodnienia chrześcijaństwa” przez czynienie z niego religii podstawowej [autor nawiązuje tutaj do koncepcji, iż u podstaw wszystkich religii znajduje się pewne podstawowe przesłanie, do którego można dojść po odrzuceniu specyficznych rytuałów, mitów, itp.; zwłaszcza w dziewiętnastowiecznej teologii liberalnej istniało przekonanie, że chrześcijaństwo, jeśli je odpowiednio „oczyścić” z tego, co niezrozumiałe, jest właśnie taką „religią podstawową”] powoduje właściwie więcej szkód niż pożytku. W pewnym sensie prawdziwość wiary chrześcijańskiej powinna zostać przekazana w delikatne ręce Ducha Świętego, który jako jedyny może nas przekonać i doprowadzić do wszelkiej prawdy. Moje przeczucie mówi, iż o wiele bardziej prawdopodobne jest, że Duch przekonuje, nakłaniając nas do modlitwy i pomocy w noclegowni czy zabrania kilkorga dzieci, które nigdy nie widziały krowy, na wieś, aniżeli przez wymyślanie racjonalnych argumentów. Nie mając zamiaru próbować udowodnienia prawdy o Wcieleniu, chciałbym spróbować pokazać, że jest ono spójne: że tajemnica, którą mamy adorować, opiera się na pewnym rodzaju logiki, który możemy pojąć. Tak więc poniższe jest jedynie próbą pokazania, że myślenie o Jezusie w kategoriach Wcielenia jest sensowne; prawda tego myślenia jest czymś, co, jak sadzę, możemy poznać jedynie na sam koniec, jeżeli pozwolimy Duchowi Świętemu wypracować w nas misterium śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
Jak już powiedziałem, Jezus może nas zbawić właśnie dlatego, że ucieleśnia relację z Ojcem, do której musimy być ponownie włączeni. Tak więc aby zrozumieć, kim jest Jezus, powinniśmy zapytać, w jaki sposób można powiedzieć, że „ucieleśnia” On tę relację? W jaki sposób Bóg jest obecny w historycznej postaci ludzkiej, Jezusie z Nazaretu? Przez większą część dziejów chrześcijaństwa odpowiedzi na te pytania obejmowały szeroki wachlarz pozycji.
Jedną skrajność stanowi wizja, według której Jezus był po prostu bardzo dobrym człowiekiem, który opowiedział nam coś ważnego o Bogu. Jakiekolwiek nie byłoby Jego znaczenie, nie jest ono szczególnie związane z tym, kim był, ale z tym, co robił lub powiedział: ukazał nam, jaki jest Bóg, albo dał nam nowy model wspólnoty, który stał się metaforą dla rozumienia życia. Ponieważ to wejrzenie jest kluczowe, możemy powiedzieć, że Bóg szczególnie inspirował albo był w unikatowy sposób obecny w Jego życiu. Koniec końców jednak Jezus był po prostu człowiekiem.
Dla tych na przeciwnym biegunie Jezus jest Boskim Słowem udającym człowieka. Człowieczeństwo Jezusa jest nieistotne a nawet wręcz problematyczne we wspaniałym Boskim dziele zbawienia. Przychodząc do nas, aby nas odkupić, Bóg Syn sięgnął do miejsca, gdzie jesteśmy, i zstąpił do naszego człowieczeństwa, ale w zasadzie jest po prostu Bogiem. Obydwie te skrajności są minimalistyczne i proste do przyjęcia. Obydwie unikają konfrontacji ze zdumiewającą ideą, że Bóg i człowieczeństwo ostatecznie nie wykluczają się wzajemnie.
Może być rzeczą pomocną przebadać Twoje własne podstawowe myśli o Jezusie w kontekście tych spojrzeń na Wcielenie. Większość z nas skłania się w jedną lub drugą stronę, unikając tego, co wydaje się paradoksem centrum: Jezus jest zarówno w pełni człowiekiem, jak i wiekuistym Słowem Boga. Czy Twoim cichym założeniem jest, że Jezus był przede wszystkim dobrym człowiekiem, w którego życie głęboko zaangażował się Bóg? Czy raczej skłaniasz się do widzenia Jezusa w Boskich kategoriach, być może jako cudowny, ale zawsze nieosiągalny ideał, kogoś nie splamionego przez zwyczajne szczegóły i drobne urazy naszego życia? Być może byłoby interesujące zastanowić się nad tym, w jaki sposób inni ludzie mówią o Jezusie; jak byś „zdiagnozował/a” ich skłonności? W zasadzie można uczciwie powiedzieć, że anglikańscy teologowie, począwszy od Richarda Hookera w XVI w., przez Fredericka Denisona Maurice’a i Charlesa Gore’a w XIX w. aż po Williama Temple i Micheala Ramseya w XX w. starali się uniknąć tych dwóch skrajności i doprowadzić nas do wspólnoty ze zbawcza tajemnicą intymnej obecności Boga w Chrystusie.

This entry was posted in English entries and tagged , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Jezus – Słowo Wcielone

  1. Yureck says:

    Zajmujący tekst, warto było przeczytać. Myślę, że wielu twardogłowych powinno sobie to przeczytać 😉

Leave a Reply