Myśli po inauguracji

A więc mamy nowego Arcybiskupa Canterbury – naszego duchowego lidera. Tak naprawdę mamy go już od ładnych paru miesięcy, ponieważ wczorajsza ceremonia instalacji Justina Welby’ego była końcowym akordem długiego procesu. Jednakże tradycji musiało stać się zadość: kolejny, już 105. następca św. Augustyna, zajął miejsce na jego tronie. Pomimo kilku istotnych innowacji, intronizacja to rzeczywiście obrzęd przesycony tradycją, w tym również tymi jej elementami, z którymi trudno jest mi się pogodzić. Nie chcę się w tym momencie nawet rozwodzić nad ceremoniami, które podkreślają zależność Kościoła Anglii od tronu. Przede wszystkim razi mnie, zwłaszcza, gdy porównuję inaugurację Arcybiskupa z inauguracją Biskupa Rzymu, że biskup, którego pozycja w Kościele zasadza się w końcu na tym, iż przewodniczy on Eucharystii, obejmuje swój urząd bez Eucharystii. To ma swoje przyczyny historyczne, ale teologicznie jest moim zdaniem trudne do obrony. Pomimo tego, odebrałem ingres Arcybiskupa Justina jako godną, podniosłą, aczkolwiek nie napuszoną, uroczystość, którą momentami trudno określić inaczej aniżeli mianem wzruszającej. Szczególnie mocno poruszyły mnie słowa wypowiedziane przy wejściu – świadectwo pokory i bardzo ludzkiej niepewności, która nierozerwalnie wiąże się z objęciem takiego urzędu.

W czasie nabożeństwa Arcybiskup Welby wygłosił kazanie, które bez wątpienia można nazwać czymś w rodzaju mowy programowej. Komentatorzy zgodnie zwracają uwagę na jego pozytywny, optymistyczny wydźwięk. Nowy zwierzchnik Wspólnoty Anglikańskiej nie poddaje się minorowemu nastrojowi. To dobrze. Zarówno on sam, jak i my wszyscy, potrzebujemy tej “odwagi, którą wyzwala w nas Chrystus”. Świadectwem tego, że Justin Welby tę odwagę posiada, było w jakimś sensie to, iż bardzo wyraźnie wspomniał w swoim kazaniu o prześladowaniach, którym podlegają chrześcijanie w różnych regionach świata. Dobrze byłoby, gdyby ten głos dotarł do naszych braci i sióstr na Bliskim Wschodzie i w innych miejscach, gdzie wyznawanie Chrystusa wiąże się z realnym niebezpieczeństwem.

Arcybiskup Justin ma opinię przedstawiciela nurtu ewangelikalnego w Kościele Anglii. Nie da się ukryć, że obserwowałem wczorajszą uroczystość i słuchałem jego kazania mając to w pamięci. Sposób, w jaki brał udział w liturgii, wskazuje na to, że nie należy do tych “evangelicals”, którzy wywołują wrażenie jakby zrobienie znaku krzyża sprawiało im fizyczny ból a w kręgosłupie i kolanach odczuwali chroniczną sztywność. Przyznaję, że mi pod tym względem odrobinę ulżyło. Kazanie odebrałem jako bardziej typowy przykład duchowości ewangelikalnej. I nie chodzi tutaj nawet o jego bardzo mocno chrystocentryczny charakter. Pokuszę się tutaj o pewne porównanie, które naszło mnie zaraz po uroczystości. Poprzedniego ABC również można nazwać chrystocentrycznym teologiem, jednakże Chrystus Rowana Williamsa przypomina bardziej Chrystusa znanego z tradycji wschodniego chrześcijaństwa. To Chrystus dokonujący wielkiej metaboli, transformacji człowieka i świata. To Chrystus – Wielki Terapeuta w najlepszym i najszerszym tego słowa znaczeniu. Justin Welby jawi mi się pod tym względem jako bardziej zachodni i bardziej protestancki. Chociaż w żadnym momencie kazania bezpośrednio nie powiało innym jego poprzednikiem na tronie Canterbury – św. Anzelmem – cały czas nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Chrystus Welby’ego to przede wszystkim Chrystus dokonujący pojednania, “Baranek, który gładzi grzechy świata”. Oczywiście obydwie te metafory mają swoje uprawnione miejsce w tradycji chrześcijańskiej, ale nie ukrywam, że osobiście jest mi bliżej do tej pierwszej. I może właśnie z tego powodu skonstatowałem wczorajszego wieczoru, że z dwóch kazań wygłoszonych na dwóch uroczystościach inauguracyjnych w mijającym tygodniu bardziej przemówiło do mnie kazanie papieża Franciszka. Myślę, że to dobrze, że wygłoszono i jedno, i drugie. Sądzę, że można je traktować jako w pewnym sensie komplementarne wobec siebie, ale osobiście jest mi bliżej do franciszkańskiego uniwersalizmu, którego duchem oddychał przekaz Biskupa Rzymu, aniżeli do ewangelikalnego zwiastowania Justina Cantuara, choć i w jednym i w drugim rozpoznaje zwiastowanie Chrystusowej Ewangelii.

Tyle może uwag na gorąco. Pozostaje jedynie nadal modlić się o Boże błogosławieństwo dla obydwu biskupów.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply