ABOUT US / O NAS

Po pół roku | After half a year

Pół roku (i około 100 wpisów) temu zaczęliśmy razem blogować. Internet powoduje, ze powstają24c61dfe29 więzi na odległość. Niektórzy wątpia w ich autentyzm i pewnie maja ku temu powody. Jednak my – właśnie dzięki internetowi przede wszystkim! – czujemy się związani z Kościołem Episkopalnym w USA. Każdy na swój sposób. Pradusz można nazwać ‘dojeżdżającym anglikaninem’, nie tylko ze względu na to, ze sakrament bierzmowania otrzymał z rąk anglikańskiego biskupa i jest członkiem Kościoła Starokatolickiego w Holandii, znajdującego się w pełnej komunii z Kościołami Wspólnoty Anglikańskiej. Jakoś niezręcznie było składać takie ‘wyznania miłosne’ na samym początku, ale po pół roku chyba i tak już każdy to zauważył: bez względu na kościelne jurysdykcje, którym w danym momencie podlega, anglikanizm to jego duchowy dom. Nie z urodzenia, co prawda, ale tez nie do końca z wyboru. To jakoś w nim po prostu ‘siedzi’, chociaż nie do końca wiadomo, skąd się tam wzięło. Loukas jest prawosławnym chrześcijaninem i chociaż w wielu sprawach nie zgadza się z poglądami reprezentowanymi przez hierarchów czy niektórych teologów tego wyznania, jego bogata tradycja liturgiczna i teologiczno-doktrynalna, sięgająca pierwszych wieków chrześcijaństwa, nieustannie go inspiruje. Stanowi ona miejsce do którego zawsze powraca i w którym czuje się ‘u siebie’, chociaż ostatnimi czasy często wyrusza również w kościelno-liturgiczno podróże. Poza tym, żyjąc w Polsce, trudniej jest mu utrzymywać – inne niż wirtualne – kontakty z tradycja anglikańska, z anglikanizmem – podobnie zresztą jak i z prawosławiem – trudno związać się na odległość: nie uczestnicząc w jego życiu liturgicznym. Internetowe transmisje nabożeństw zapełniają te lukę tylko do pewnego stopnia. Przede wszystkim jednak obydwaj czujemy sie ‘chrześcijanami ekumenicznymi’ – tęskniącymi za jednością Kościoła i odkrywającymi ja wciąż na nowo w rożnych miejscach. I może to jest właśnie jedna z tych rzeczy, które najbardziej fascynują nas w tradycji anglikańskiej, bowiem ona jest trochę takim ‘ekumenicznym mikrokosmosem’. Anglikanizm, sięgający swoimi korzeniami znacznie dalej niż szesnastowieczna reformacja, z którą popularnie łączy się fakt jego ´powstania´, jest miejscem spotkania rożnych tradycji, nawet jeśli to spotkania nierzadko kończy się ostra wymiana zdań…

Stąd właśnie irytacja i zniecierpliwienie, które odczuwaliśmy i odczuwamy obydwaj z powodu tego w jaki sposób przedstawia się ECUSA w mediach: poszukiwanie sensacji, niesprawiedliwe oskarżenia, ukazywanie go jako wspólnoty w rozsypce. Nie żebyśmy sami nie byli świadomi, że ECUSA przeżywa kryzys. Z drugiej strony jest jednak dla nas jasne, że kryzys to najbardziej naturalny ‘stan’ Kościoła, wyrosłego przecież ze skandalu i kryzysu jakimi było ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa. Postawiliśmy sobie za cel nie tylko informowanie o wydarzeniach dotyczących episkopalian, ale również pisanie o tym, co nas w tradycji episkopalnej, i szerzej – anglikańskiej – fascynuje, inspiruje, co nam się w niej podoba. Oczywiście ‘kręci’ nas to, że w pół roku udało nam się stworzyć źródło, z którego – zwłaszcza polski – czytelnik może czerpać wiadomości, których dotąd musiał długo szukać. Chodzi jednak nie tylko o informacje. Na tyle na ile jest to możliwe za pośrednictwem internetu staramy się umożliwić naszym gościom ‘spróbowanie’ anglikanizmu, posmakowanie jego specyficznej atmosfery.

Z drugiej strony nie jest to blog episkopalny/anglikański. To jest nasze miejsce w internecie. Piszemy wyłącznie na własny rachunek o tym, co nas interesuje, również wtedy, gdy nie ma to nic wspólnego anglikanizmem. A ponieważ, jako sie rzekło, uważamy sie za ‘chrześcijan ekumenicznych’, zakres tych zainteresowań jest naprawdę spory i zamierzamy coraz mocniej dawać temu wyraz na blogu.

Jednym z obszarów naszego zainteresowania jest bez wątpienia tematyka (emancypacji) osób LGBT. Powracamy do niej i będziemy powracać, bo jest dla nas ważna! I także dlatego, że wiemy, iż jest ważna dla wielu naszych czytelników. Jednak, by uniknąć nieporozumień i rozczarowań, chcemy wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to również blog gejowski. Nie zamierzamy uciekać od tej tematyki, ale nie zamierzamy również dostarczać argumentów tym, którzy i tak głoszą, ze ECUSA to ‘pedalski Kościół’. To, o co nam chodzi wyraziliśmy na samym początku: o ludzką godność, która w Kościele powinna być respektowana. Jak to ujął rzymskokatolicki teolog holenderski Edward Schillebeeckx – ‘lepiej w ogóle nie wierzyć w Boga, aniżeli wierzyć w takiego, który umniejsza człowieka’. I, rzecz jasna, zdajemy sobie sprawę z tego, że przeciwnicy pełnego włączenia kobiet i osób LGBT do życia kościelnego również powołują się na ludzka godność. Respektując ich odmienne podejście, nie mamy jednak zamiaru ukrywać naszego i rezygnować z argumentowania na jego rzecz.

I wreszcie na koniec. Tytuł naszego bloga brzmi ‘Don’t shoot the prophet’. Gdy go wymyślaliśmy, chodziło przede wszystkim o to, że w naszej opinii, to ECUSA odgrywa w ramach Wspólnoty Anglikańskiej – ale również szerzej – role wspólnoty-proroka. Biblijni prorocy nie byli ‘jasnowidzami’, nie przepowiadali przede wszystkim przyszłości. Ich zadaniem była krytyczna interpretacja rzeczywistości w świetle Słowa Bożego, często zaskakująca, bulwersująca, bolesna dla odbiorców, przewracająca ich świat ‘do góry nogami’. Sami nie uważamy się za proroków, ale zdajemy sobie sprawę, ze to, co piszemy tutaj, to dla niektórych również ‘świat postawiony na głowie’. Samo w sobie nie jest to naszym celem. Nie chcemy szczególnie bulwersować czy prowokować. Po prostu szczerze i swobodnie wyrażamy swoje opinie. Natomiast jesteśmy bez wątpienia przekonani, ze prorocy są ważni a prorokowanie cenne. I ze wszystkim powinno zależeć na tym, by ich słowa dalej brzmiały, nawet wówczas, gdy nie pasują do tego, w co wierzymy, o czym jesteśmy przekonani, co wydaje nam się, że ‘wiemy na pewno’. Dlatego ‘Don’t shoot te prophet’!

union-jack-stars-and-stripes

A year (and a 100 entries, give or take) ago, we started to blog together. Internet creates long distance connections. Some question their authenticity and probably have some reasons too. Yet we – thanks to the internet above all!- feel connected with the Episcopal Church in the United States. Each in his own way. Pradusz may be called “a commuting Anglican” and not only because he was confirmed by an Anglican bishop and is a member of the Old Catholic Church in the Netherlands that is in full communion with the Churches of the Anglican Communion. It was somehow awkward to make such a “declaration of love” at the very beginning, but after half a year everyone has probably already noticed that: regardless of Church jurisdictions he belongs to in a given moment, Anglicanism is his spiritual home. Not a birth one, that’s true, yet not one entirely of choice. It just “sticks” in him somehow, however it is not clear where does it come from. Loukas is an Orthodox Christian and although he disagrees with some opinions of many hierarchs and theologians of this denomination, its rich liturgical and theologically-doctrinal tradition reaching to the Church of the first centuries, inspires him ceaselessly. It is a place he always comes back to and feels “at home” in, even though he recently sets off for many journeys in the area of Churches and liturgy. Besides that, it is more difficult for him, living in Poland, to sustain – other than virtual – contacts with the Anglican tradition; it’s not easy to have a long distance relationship with Anglicanism – as well as with Orthodoxy: not participating in their liturgical life. Internet service broadcasts may fill this gap to a limited degree. But above all we both feel like “ecumenical Christians” – longing for the unity of the Church and discovering it over and over again in various places. And maybe this is one of the things that fascinate us the most in the Anglican tradition, for it is a bit like such an “ecumenical microcosmos”. Anglicanism, with its roots reaching much further than the 16 c. Reformation that is popularly considered the moment of its “establishment”, is a place where various traditions meet, even if this ends often with a harsh discussion…

Hence the irritation and impatience we both were and are feeling because of how ECUSA is portrayed in the media: the search for sensations, unjust accusations, presenting it as a community falling apart. Not that we ourselves are unaware that the Episcopal Church experiences a crisis. Yet on the other hand it seems obvious to us that crisis is the most natural “status” of the Church, grown from the scandal and crisis that the crucifixion of Jesus Christ was. We intended not only to inform of events concerning Episcopalians, but also to write about what fascinates and inspires us, what we like in the Episcopal tradition – and, wider, in the Anglican tradition. Naturally it “turns us on” that after half a year we managed to create a source from which a reader – particularly a Polish one – may get information and knowledge he had to hitherto long search for. But it’s not all about informing. As well as it’s possible through the internet, we try to enable our guests to “taste” Anglicanism, to feel its specific atmosphere.

On the other hand, it’s not an Episcopalian/Anglican blog. It’s our place in the internet. We write only on our own account about what interests us, also when it has nothing to do with Anglicanism. And because, as we said, we consider ourselves to be “ecumenical Christians”, the spectrum of these things is really wide and we intend to express it here even more.

One of the fields of our interest is undoubtedly the issue of the (emancipation of) the LGBT people. We come back and will be coming back to it, because it’s important for us! And also because we know that it is important for many of our readers. But, to avoid any misunderstandings and disappointments, we would like to say clearly that this is not a gay blog either. We don’t intend to avoid these topics, yet we don’t intend to provide with new arguments those who already call ECUSA a “fairy Church”. What we care for was expressed in the very beginning: it is human dignity that should be respected in the Church. As a Roman Catholic theologian, Edward Schillebeeckx, has once put it, „it’s better not to believe in God than to believe in a God that minimizes human beings”. And, of course, we are aware that those who oppose the full inclusion of the LGBT persons into the Church refer to human dignity as well. Respecting their different approach, we don’t intend to hide ours and resign from arguing on its behalf.

Finally, the title of our blog is “Don’t shoot the prophet”. When we were inventing it, it was chiefly about expressing that in our opinion ECUSA plays within the Anglican Communion – and outside it as well – the role of a communal prophet. The Biblical prophets weren’t fortunetellers and predicting future wasn’t what they mainly did. Their task was to interpret reality critically in the light of God’s Word, often surprisingly, appallingly and painfully for those whom they addressed, turning their world “upside down”. We don’t think of ourselves as prophets, of course, but we are aware that what we write about here means for some “turning the world upside down”. It alone is not our aim. We don’t particularly intend to appall or provoke. We simply express our opinions freely and frankly. But we are without a doubt convinced that prophets are important and prophesying precious. And that everyone should consider it important that their words continue to sound, even when they don’t suit to what we believe in, what we are convinced about, what seems to us that we know “for certain”. Thus “Don’t shoot the prophet”!

Image source: 1

The original text

Tissot-Hosea

Zacznijmy od wyjaśnienia jednej rzeczy – nie jesteśmy Amerykaninami ani nie należymy do Kościoła Episkopalnego; obydwaj urodziliśmy się w Polsce, mieszkamy zaś w różnych miejscach Europy. Reprezentujemy, jak określił to pewien nasz słynny rodak, dwa płuca chrześcijaństwa – zachodnie i wschodnie. Jeden z nas jest teologiem i należy do Kościoła Starokatolickiego w Holandii, a nawet przygotowuje się do kapłaństwa, drugi związany jest z Kościołem Prawosławnym w Polsce i studiuje europeistykę. Skąd więc wynika nasza sympatia do ECUSA? Najkrótsza odpowiedz znajduje się powyżej – „szanuje godność każdej istoty ludzkiej”. To, co deklaruje każda wspólnota chrześcijańska, w ECUSA stało się rzeczywistością przez dopuszczenie do święceń kapłańskich kobiet oraz pełne włączenie do życia i posługi w Kościele osób o orientacji homoseksualnej. W naszych oczach Kościół Episkopalny spełnia rolę proroka i czyni to wychodząc poza dotąd nienaruszalne schematy, utarte szlaki. Coraz częściej spotyka go z tego powodu zarzut zdrady Ewangelii, porzucenia tradycji chrześcijańskiej na rzecz „politycznej poprawności”. Głoszona przezeń inkluzywna Ewangelia dla wielu nie jest już kreatywnym rozwinięciem typowej anglikańskiej „comprehensiveness” (anglikanizm od wieków obejmuje różne wizje, idee i prądy duchowe), tylko nową ideologię. Obydwaj, należąc do wspólnot odwołujących się do tradycji Kościoła niepodzielonego pierwszych wieków, uważamy ciągłość tradycji chrześcijańskiej za niepodważalną wartość. To, co na wschodzie zachowało prawosławie, na zachodzie przywrócił starokatolicyzm i anglikanizm, a w ograniczonym zakresie nawet Kościół Rzymskokatolicki po II Soborze Watykańskim, traktujemy jako drogowskaz chrześcijańskiego życia. Każdy Kościół lokalny – wspólnota eucharystyczna skupiona wokół osoby biskupa, który dba o wierne głoszenie Ewangelii i godne sprawowanie sakramentów, jest zgodnie z nauczaniem Ojców w pełni katolickim Kościołem, aczkolwiek realizuje swoje posłannictwo wspólnie z innymi Kościołami. Dlatego rozumiemy troskę o tradycję, ale Kościół to nie muzeum. Jako ludzie wierzący chcemy nie tylko zachowywać to, co otrzymaliśmy od naszych starszych sióstr i braci w wierze, ale uważamy, że naszym obowiązkiem jest także poddawanie tego krytycznej analizie, konfrontowanie z naszymi doświadczeniami. Nie uważamy, że cokolwiek wiemy lepiej od pisarzy biblijnych czy chrześcijan dawnych wieków; jednak właśnie dlatego, że mamy świadomość, iż stoimy na ramionach prawdziwych tytanów duchowych z przeszłości, uważamy również, że mamy obowiązek patrzeć dalej niż oni i na nowo podejmować różne trudne kwestie. Do nich należy m.in. pozycja kobiety w Kościele czy sytuacja osób LGBT. Kościół Episkopalny miał odwagę to uczynić; być może w zbyt małym stopniu wziął pod uwagę stanowisko innych Kościołów, jednak podobna śmiałość zawsze cechowała proroków; oni zawsze „wybiegali przed orkiestrę” i tylko tak mogli spełnić swoją rolę. Chrześcijaństwo świadome tego, że wyrasta z tradycji prorockiej powinno to docenić.

Do założenia tej strony skłoniła nas wszechobecność w Internecie krytycznych wypowiedzi pod adresem Kościoła Episkopalnego. Chcemy stworzyć dla nich choćby skromną przeciwwagę. Będziemy zamieszczać linki do interesujących stron internetowych oraz własne komentarze, po polsku i angielsku. Chcielibyśmy także stworzyć platformę dla tych, którzy podobnie jak my popierają postawę ECUSA.

We would like to explain one thing in the very beginning – we are neither American, nor do we belong to the Episcopal Church; we were both born in Poland and are presently living in different parts of Europe. We represent, as our famous compatriot has once put it, the two lungs of Christianity – the west and the east one. One of as is a theologian and a member of the Old-Catholic Church of the Netherlands and is being prepared to be ordained a priest there; the other studies European Studies and is involved in the Orthodox Church of Poland. Where does our fondness for the Episcopal Church comes from, than? The shortest answer is to be found above – “[ECUSA] respects the dignity of every human being”. What every Christian community declares, in the Episcopal Church has become reality through the acknowledgment of women priesthood and full inclusion of the homosexual persons into the life and ministry of the Church. In our judgment the Episcopal Church fulfills a prophetic role and doing so it breaks out of the hitherto unquestioned rules and traditional paths. It is therefore confronted more and more frequently with the accusation of betraying the Gospel and abandoning Christian Tradition for “political correctness”. The inclusive Gospel that it preaches isn’t for many the creative continuation of the peculiar Anglican comprehensiveness anymore (Anglicanism has been consisting of many different visions, ideas and spiritual streams for centuries), but a new ideology. We both, belonging to communities extensively referring to and drawing from the Tradition of the undivided church of the first centuries, do find it a value of unquestionable significance. What has been preserved by the Orthodox Church in the East, the Old-Catholic Church, the Anglican Church and even by the post-Vatican II Roman Catholic Church in the West, is for us an important guidance in Christian life. Every local Church – Eucharistic community gathered around the figure of a bishop who takes care of the accurate preaching of the Gospel and proper administration of the sacraments is, according to the teaching of the Fathers, a fully catholic Church, though it fulfills its calling together with the other Churches. Because of this, we do understand the care for tradition – the Church isn’t a museum, though. As believers not only do we want to preserve what we inherited from our older brothers and sisters in faith, but to analyze it critically and confront it with our own experiences – which we think is our duty. We do not pretend to know anything better then the authors of the Bible or the former generations of Christians; on the contrary – being aware that we are standing on the shoulders of spiritual giants, we believe that our duty is to look further then they did and reconsider many difficult issues. Among those are questions about women’s position in the Church or the situation of LGBT persons. The Episcopal Church had courage to do that. Perhaps it hadn’t considered other Churches’ opinions carefully enough, but similar boldness has always distinguished the prophets; they never “played with the band” and that was the only way they could fulfill their role.  Christianity aware of its prophetic roots ought to appreciate this. 

We were encouraged to set up this website by the multitude of voices of criticism of the Episcopal Church. We would like to balance them as well as we are able to given our limited means. We will be publicising here links to the particularly interesting websites as well as our own comments, in Polish and English. We would also like to create a platform for those who support ECUSA as we do.

61 Responses to ABOUT US / O NAS

  1. can i translate in Russian and post on my blog? )

  2. admin says:

    Certainly you may :) We’d be more than glad if someone found our materials interesting.

    Regards,
    L. and P.

  3. Seamus says:

    Wspanialy blog. Dziekuje, ze go stworzyliscie!

  4. jalila says:

    Ciekawa stronka:)…..jak sie mozna z wami…skontaktowac:)?

  5. admin says:

    Najlepiej mailem: dstp.blog@gmail.com Pozdrawiamy :-)

  6. Witam autorów pięknego bloga i pozdrawiam w imieniu naszego warszawskiego proboszcza, reprezentanta ECUSA. Czy zechcecie umieścić również link na prowadzoną przeze mnie stronę? Odwdzięczę się tym samym.

    Pozdrawiam!

  7. admin says:

    Właśnie umieściliśmy i pozdrawiamy :)

  8. Zniesmaczony says:

    Chcecie powiedzieć że byle pierwszy lewacki polityk też jest prorokiem? że ludzie z pod budki z piwem też mają Ducha Świętego w taki sposób że woła przez nich? Chcecie powiedzieć że np. Napieralski który jest za związkami homo albo “prymas” Szymon Niemiec są prorokami tylko dlatego że pozwalają na sex miedzy osobnikami tej samej płci? może jeszcze aborcja jest znakiem posiadania Ducha Świętego? może ogólne błogosławienie rozwiązłości seksualnej ma namaszczenie Ducha Świętego?
    Ja jestem innego zdania. Polecam film “Postęp po Szwedzku” (można znaleźć na youtube.com)
    Chwała Bogu za tych Anglikanów którzy są wierni Słowu Bożemu i nie idą za duchem świata który wszystko by błogosławił.
    Chwała Bogu za Wspólnotę Wyznających Anglikanów.

  9. chantal says:

    Myślę, że chodzi o coś zupełnie innego… Kościół episkopalny nie chce nikogo wykluczać i tu chodzi również o rolę kobiet w Kościele. Dla mnie osobiście to niezwykle ważne, ponieważ wiem (jako kobieta) jak bardzo są one marginalizowane i niedoceniane w wielu Kościołach. Rozwiązłości seksualnej to chyba żaden nie błogosławi…ale są takie, które tak jakby koncentrują się wyłącznie na jednym, myśląc o grzechu…( a wszelkiego zła w świecie po prostu wiele, ale o tym to zazwyczaj cicho sza). A co tu do rzeczy ma aborcja? Znalazłeś/znalazł Pan tutaj jakiś tekst promujący aborcję? Dlaczego osoby takie jak Ty/Pan od razu łączą takie sprawy?
    Chwała Bogu za Kościół episkopalny, gdzie takiego zacietrzewienia jak u Ciebie/Pana nie dostrzegam. Gdy ktoś za bardzo piętnuje ‘grzech’ bądź grzech innych zawsze rodzi we mnie pewne podejrzenia i ZNIESMACZENIE…(gdy sama siebie na tym przyłapuję również) Pozdrawiam i życzę więcej zrozumienia, że nikt nie ma monopolu na Ducha Św., bo On podobno oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi…a tym bardziej Kościół/Kościoły, a bez grzechu to nie ma nikogo…

  10. chantal says:

    P.S.
    Ludzie spod budki z piwem są takimi samymi ludźmi jak Pan/Ty…i myślę, że czasem również można się czegoś od nich nauczyć…

    • Zniesmaczony says:

      …Zwłaszcza pobożności i życia Łaską według Ducha Świętego. A jak pięknie manifestują się dary Ducha… mmmm…. podobnie jak u proroków “świętego rozluźnienia”.
      (Dla niewtajemniczonych to jest sarkazm, ironia)

      • Pradusz says:

        A probowales sie kiedys nauczyc od nich CZEGOKOLWIEK?

        • Zniesmaczony says:

          Ja rozumiem że temat być może jest fascynujący ale prosze wróćcie do mojego pierwszego postu i przekonajcie mnie że Napieralski i cała banda SLD są prorokami

          • chantal says:

            Przecież Ty wiesz dokładnie kim są, ‘bandą’…ja nie jestem zwolenniczką SLD (więc trochę dziwne, bym miała ich bronić, choć gdybym musiała wybierać pomiędzy nimi i PIS np. wiem kogo, bym wybrała) i doprawdy nie wiem, po co chcesz dyskutować i oczekujesz, żeby Cię przekonać, że to prorocy, Autorzy bloga prorokiem nazwali Kościół episkopalny, jeśli się nie mylę, sugerujesz, że p. Napieralski i większość SLD to episkopalianie ?? Pojęcia nie miałam…:-) Pozdrawiam,

          • admin says:

            A dlaczego mielibysmy Cie do czegokolwiek przekonywac? Tylko dlatego, ze Ty sobie tego zyczysz? To jednak, mimo wszystko, odrobineczke za malo…

      • chantal says:

        Czasem są po prostu mili, w przeciwieństwie co do niektórych pobożnych, a to już niekiedy naprawdę sporo…dość często spotykam ‘śmieciarzy’, tych, co szukają różnych rzeczy w śmietnikach, są bezdomni, latem mieszkają w starym namiocie nieopodal, zimą chyba w jakimś kanale-bunkrze…mają ‘zakazane’ dość straszne twarze, piją, jeśli mają co, w sezonie pielgrzymkowym sprzedają napoje pielgrzymom idącym na Jasną Górę. Niekiedy o coś zapytają grzecznie…powiedzą dzień dobry, to wcale nie jest oczywiste w wypadku innych ‘cywilizowanych ludzi’…nie wiem, co Ty uważasz za ‘manifestację Ducha’, jak chcesz to napisz…bo na razie to tylko kontynuujesz to, co u mnie wywołuje zniesmaczenie…

  11. Damian Cyrocki says:

    Chociażby propozycja ustawy zakazująca mowę nienawiści może być rozpatrywana w tym kontekście biorąc pod uwagę co ostatnio stało się w Norwegii. Jeżeli zadaniem proroka jest wprowadzenie dynamizmu w skostniałą rzeczywistość to trzeba podjąć jak najszybciej takie działania, które otaczają opieką jak najszerszą grupę osób (niezależnie od ich światopoglądu, orientacji czy wiary). Kolejnym przykładem może być wspieranie związków partnerskich. Z drugiej strony każdy prorok działa w świecie, który generuję antytezę jego działań, co także może przynieść korzystne skutki. I w tym wypadku “cieszę się”, że są grupy prawicowe, które tradycyjnie skupiają się na obronie chrześcijan na świecie (o ile ich działania są wprowadzane w życie, a nie są kartą przetargową dla wygrania wyborów) oraz które bronią małżeństwa (ze względu na dobro dziecka, a nie jego szkolenia do obrony “starego porządku świata”). Dopiero rozważne koegzystowanie tych dwóch światów może dać pozytywne wyniki.

  12. zniesmaczony says:

    Napieralski nie jest episkopalianinem ale poza wiarą w Boga prowadzi taką samą polityke… tzn. małżeństwa gejów, aborcja, pigułki po, rozwody, in vitro itd.
    Dodać do jego poglądów wiare w Boga i cud! prorok! wzór! głos Boga w świecie współczesnym… :/

    Tak mi sie kojarzy Kościół episkopalny… ostatnio nawet pani Biskup przyjeła pedofila do tegoż kościołą jako duchownego.
    Dziwne to… no ale proroków czesto nie rozumiano.

    • Pradusz says:

      Co ciekawe, ow czlowiek przybyl jednak z zupelnie innego Kosciola: takiego, w ktorym ani aborcja, ani in vitro… I to wlasnie w nim uprawial swoj proceder. W TEC mu zaufano, mimo wszystko. Celowo pisze ZAUFANO, bo nie byla to jednoosobowa decyzja owczesnej biskup Nevady lecz calego szeregu instancji, ktore musza sie wypowiedziec w takiej sytuacji.
      I – nalezy dodac – on tego zaufania nie zawiodl. Cytuje:

      ‘For nearly a decade since that decision, Fr. Bede has served faithfully, still without a hint of misconduct. Some in the blogosphere want to speculate that there have been ongoing depredations that have not come to light. I wish there were a way to reassure them, but since their imaginings are purely the fantasies of their own minds, there is nothing we can do to answer that. It is impossible to prove a negative. The facts are that for fifteen years before Fr. Bede became a priest and for over nine years since he became a priest, there has been no report, formal or informal, credible or incredible, no rumor or innuendo of any repetition of the incident that is alleged to have occurred in Missouri a quarter of a century ago’.

      Dalsze szczegoly zwiazane z ta kwestia znajdziecie w oswiadczeniu obecnego biskupa Nevady, ks. Dana Edwardsa, zamieszczonego tutaj http://www.episcopalchurch.org/perspectives/. Mnie rzucily sie w tym oswiadczeniu w oczy nastepujace slowa:

      ‘Our duty to keep children safe is absolute. That duty requires more than precautions. It requires us to live in faith rather than fear, in hope rather than despair over human nature. Our children will grow stronger and healthier in a church that dares to believe in redemption when we see it solidly proven over many years as we did here.

      I sadze, ze w tych slowach zawiera sie tez odpowiedz na Twoje uwagi, Szanowny Zniesmaczony. To jest wlasnie prorocze: ‘to live in faith rather than fear, in hope rather than despair over human nature’, przede wszystkim zas: TO DARE TO BELIEVE IN REDEMPTION. W najbardziej konkretny, najbardziej wcielony, egzystencjalny sposob…

      • chantal says:

        Ryzyko, że pedofil zrobi to jeszcze raz, zbyt duże…

        • Pradusz says:

          W historii Kosciola chrzescijanskiego duchownymi zostawali ludzie, ktorzy mieli na sumieniu zdrady, rabunki, morderstwa i rowniez najrozniejsze wykroczenia seksualne. Osobiscie mysle, ze sila chrzescijanstwa jest i powinna byc wiara w DZIALANIE LASKI i w PRZEMIANE LUDZKIEJ NATURY, do ktorej ono prowadzi.

          Poza tym nie istnieje zaden abstrakcyjny ´pedofil´. Zawsze chodzi o konkretnego czlowieka, z ktorym prowadzi sie rozmowy, ktorego sie poznaje i na podstawie tego podejmuje decyzje czy warto mu zaufac.

          Oczywiscie, zawsze pozostaje jakis margines ryzyka. Dlatego nalezy dolozyc wszelkich staran, by chronic dzieci. Czy jednak cena tej ochrony powinna byc skazywanie KAZDEGO, u kogo kiedys objawily sie takie sklonnosci, na pozostawanie z tym pietnem przez cale zycie – nawet wowczas, gdy odbyl on terapie i, prowadzac przez wiele lat zycie (pod tym wzgledem) bez zarzutu, wykazal ze byla ona owocna? Nie sadze. Co wiecej, uwazam, ze hipokryzja byloby doprowadzac do takiej sytuacji, a jednoczesnie glosic wiare w moc przebaczenia i laski transformujacej grzesznego czlowieka.

          I wreszcie, w nawiazaniu do slow biskupa Nevady. Uczenie zycia w wierze raczej niz w leku jest rowniez skladowa ochrony naszych dzieci…

          • chantal says:

            Być może, ale z tego, co czytałam, leczenie akurat tego rodzaju choroby jest bardzo trudne…a narażeni są ci najbardziej bezbronni…’naszych dzieci’? Myślę, że trochę inaczej mówiłaby matka zgwałconego dziecka…

            • chantal says:

              P.S.
              Wiara nie wyklucza racjonalnego podejścia do życia i chronienia siebie, a zwłaszcza kogoś za kogo jesteśmy odpowiedzialni…

              • Pradusz says:

                Jak w kazdej kwestii, tym bardziej w tak trudnej moga byc rozne punkty widzenia. I nie ma powodu, by jeden stawiac ponad drugim. Ktory jest w danym momencie bardziej racjonalny, wydaje mi sie trudne do oceny na odleglosc.

                • chantal says:

                  Po prostu tak jak ja to widzę, okazuje się, że w Kościele episkopalnym również wiele zrozumienia wykazuje się w stosunku do pedofilów jak i w Krk…tak zdecydowanie inny punkt widzenia. Ja nie stawiam go wyżej, on jest po prostu…mój…

                  • Pradusz says:

                    A ja bym nie porownywal postawy jednego i drugiego Kosciola. Czyms zasadniczo innym jest ukrywanie ludzi, ktorzy dopuscili sie karygodnych wystepkow, chronienie ich przed odpowiedzialnoscia nawet kosztem narazania dzieci, czyms innym zas ZAUFANIE czlowiekowi, ktory poniosl juz konsekwencje swoich czynow.

                    • chantal says:

                      Wiem, wiem…Kościół episkopalny jest BEZ PORÓWNANIA LEPSZY…od Krk…to już wiem/y…

                    • chantal says:

                      Gdy ktoś do niego przechodzi to z miejsca jest w stanie przestać być pedofilem również 😉

                    • chantal says:

                      A jak na pewnym forum krytykowałam Krk właśnie za to, Ty sprzymierzałeś się z tymi, którzy mnie bezpardonowo z tego powodu atakowali. Nigdy nie pojmę Twojego postępowania, Pradusz…

  13. chantal says:

    Nie będę wypowiadać się więcej na ten temat. Moje ostatnie doświadczenia z przedstawicielką tego Kościoła dały mi dużo i niepozytywnie do myślenia. Jeden ze współautorów bloga jest przeciwnikiem rodziny…chciałby, żeby dzieci były wychowywane…sama nie wiem przez kogo…jak to napisał ‘spędzone w jedno miejsce i wychowywane przez wspólnotę, bo rodzina to straszna rzecz’ coś jak kiedyś w kibucach, bo inaczej istnieją społeczne nierówności i różne takie…dlatego dystansuję się częściowo od tego, co powiedziałam…ponieważ po tym wyznaniu, byłam w szoku i napisałam, co o tym myślę…dla mnie to jakiś koszmar…zresztą nie tylko to…
    Wiem o tym incydencie z pedofilem niestety, jak widać nigdzie nie jest tak cudownie, przyznaję to też dało mi do myślenia…

    • Pradusz says:

      Jak na kogos, kto ´nie bedzie sie wypowiadac´, jestes nader aktywna…

      • chantal says:

        Tylko czekałam kiedy te moje słowa wykorzystasz przeciwko mnie…:-) nie bój się tak bardzo, powiedziałam, co miałam do powiedzenia…zawsze możesz mnie zablokować 😉

  14. Loukas says:

    No tak, wiara w Boga to taki zupełnie nieistotny szczegół… a oczywiście agenda Kościoła episkopalnego składa się z samych wezwań do zażywania pigułek, wykonywania zabiegów in vitro i rozwodzenia się. Inna rzecz, na ile te rzeczy trzeba koniecznie uznać za ‘moralnie naganne’. Nie widzę jednak wielkiego sensu dyskutować tu o tym z człowiekiem, który ma zupełnie czarno-białe poglądy moralne i najbardziej przejmuje się kościelną polityką w sprawie małżeństw, rodzin i prokreacji.

    • zaciekawiony says:

      Byłem zaciekawiony tym Kościołem, do momentu przeczytania tego komentarza. Czy to prawda, że Kościół Episkopalny popiera aborcję i rozwody? Jeśli tak, to ja nie mam tu czego szukać.

      • admin says:

        Mnie nic o tym nie wiadomo, by Kosciol Episkopalny ‘popieral’ rozwody, a tym bardziej aborcje.

  15. Seamus says:

    Ostro przebiega dyskusja…
    Dwa słowa: ja osobiście boję sie w równym stopniu “skreślenia” czlowieka z definicji i zamknięcia tym samym drogi do przemiany, nawrócenia i wyleczenia (czy to właśnie nie jest piekło?), jak i polityki “taniej łaski” i stawiania znaku równości między cierpieniami ofiar i sytuacją sprawców pod hasłem “zobaczcie jak jesteśmy ok” (to dla mnie też piekło – piekło taniej łaski). Łaska, jeśli ma mieć sens, musi być droga, nawet bardzo droga… Zwłaszcza, że mamy do czynienia z czynami moralnie odrażającymi. Ale czy mamy prawo twierdzić, że dla ŻADNEGO z tych ludzi nie ma już nadziei na zmianę i pokutę? Nie sądzę.
    A tak nawiasem mówiąc – który z Was jest przeciwnikiem rodziny? Chantal wspomniała o tym w poście. Nie odniosłem takiego wrażenia, mówiąc szczerze, ale o rodzinie mało dyskutowaliśmy.

  16. Pradusz says:

    Zgadzam sie z tym, co napisales, Seamusie. Podchodze do tej kwestii w podobny sposob. A co do rodziny, to obydwaj nie jestesmy ´fanami´, ale chodzilo o mnie. Problem jedynie w tym, ze chantal upublicznia wyrwane z kontekstu wypowiedzi, ktore mialy miejsce w prywatnej rozmowe na fb. Nie chce moralizowac, wiec nie bede pisal, co o czyms takim sadze, ale rozwijal tematu rowniez nie bede.

    • Pradusz says:

      P.S. Jesli odwolamy sie do Bonhoeffera – u ktorego pojecia ‘taniej i ‘drogiej’ laski odgrywaja ogromna role – to ‘tania laska’ bedzie laska bez [wezwania do] nasladowania Chrystusa, pojscia za Nim, do konca… Na taka laske nie ma w Kosciele miejsca. Jednak czasem uzywa sie tego slowa w innym znaczeniu. ‘Laska ma byc droga’ bo wysoka ma byc cena ekspiacji za popelnione grzechy. I tu mowie: PROTESTUJE. Cena za grzechy jest juz zaplacona raz na zawsze – na krzyzu. My nie musimy tutaj niczego dodawac ‘od siebie’. A w tym konkretnym wypadku ma to jeszcze wymiar dodatkowy: mianowicie na sama mysl, ze jakakolwiek ‘pokuta’ mialaby stanowic zadoscuczynienie za cierpienie zadane dziecku, robi mi sie niedobrze.

    • chantal says:

      Wielu rzeczy nie piszesz publicznie, a potem dowiedzieć można się tego, tak jak ja…po latach…tak napisałam celowo, bo pisząc tyle publicznie na różnych forach pewne sprawy przemilczasz…możesz moralizować, już to uczyniłeś…

      • chantal says:

        Były wyrwane z kontekstu, ale były też dokładnie tym, co napisałeś…

        • chantal says:

          I to była JEDYNA RZECZ…jaką ujawniłam wiedząc, że będę moralnie potępiona…nie zwykłam takich rzeczy czynić…po prostu zbyt ważna to jest sprawa…

          • Pradusz says:

            Jak napisalem powyzej, rozwijac tematu nie bede. Moim zdaniem tym dzialaniem wystawiasz sobie sama swiadectwo. Przykre, ze takie…

            • chantal says:

              Nie boję się…ani Twojego potępiania ani niczyjego…jak masz coś do ukrycia i wstydzisz się tego, po co do mnie o tym pisałeś? Bo wiadomo jak napiszesz o tym to ja napiszę: jakie Ty wystawiasz sobie świadectwo…proszę bardzo, ciesz się…Ty jesteś bez zarzutu, gratuluję…

              • Pradusz says:

                Niczego sie nie wstydze, natomiast nie o wszystkim od razu pisze na forach publicznych. Byc moze kiedys napisze, ale BEDZIE TO MIALO MIEJSCE W MOMENCIE, KTORY SAM WYBIORE. Natomiast do Ciebie apeluje o niezmienianie tego bloga w magiel. Kompromituj sie w innych miejscach, jesli masz taka potrzebe.

  17. admin says:

    Wzajemnie

  18. Christopher says:

    Bardzo Ciekawa strona, jestem pod wrazeniem. Otwarte chrzescijanstwo na roznorodnosc, to jest to co nam w dzisiejszych czasach potrzeba i to stanowi o bogactwie prawdziwego Kosciola.Dziekuje Wam, ze jestescie i zycze Wam powodzenia !

  19. tyle! says:

    Czas na powrót do pierwotnego chrześcijaństwa – gdzie praktyka życia codziennego była biblijna. Powrót do obyczajów i moralności zawratej w Słowie Bożym (tylko biblijne małżeństwo mężczyna + kobieta, odrzucenie innych kombinacji – w tym mężczyzna+mężczyzna lub mężczyzna+koza)

  20. ead says:

    Są jakieś szanse na to że przetłumaczycie książke pastora Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego ks. dr Grega Neala o sakramentach i zamieścicie on-line na stronie?. Jestem bardzo ciekaw jak potrafi on pogodzić protestanckie rozumienie sakramentów jako tylko dwóch z uznawaniem innych (małżeństwo, ordynacja itd.) równiez za sakramenty. To musi być przeciekawe.

    • Admin says:

      W maju Greg przyjezdza do Europy. Mamy w planach rozmowe z nim na ten temat, ale, szczerze mowiac, myslelismy raczej o wydaniu ksiazkowym a nie o publikacji na blogu. Zobaczymy co w rezultacie z tego wyjdzie.

  21. Kacper says:

    To bardzo miłe i niespodziewane odkrycie Waszego, tak znakomicie prowadzonego blogu.

    Przez szereg lat miałem nadzieję, iż w naszej Polsce Kościół Polskokatolicki może stać się odpowiednikiem Kościoła Episkopalnego w USA. Nadal uważam, iż ma taki doktrynalny, pastoralny i infrastrukturalny potencjał.

    Europejski, a zwłaszcza zachodnioeuropejski starokatolicyzm jest mi szczególnie bliski. Miałem okazję odwiedzić jego parafie w Polsce, w Niemczech, w Holandii, w Szwajcarii oraz w Mediolanie. Korzystałem z jego bilbiotek w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, w Amersfort (Holandia) oraz w Bernie (Szwajcaria). Przez wiele lat byłem regularnym czytelnikiem znakomitej teologii i kościelnej historiografii Internationale Kirchliche Zeitschrift (IKZ).

    W pewnym okresie mojego życia w Nowym Jorku, afiliowałem się z tamtejszym Polskim Narodowym Kościołem Katolickim, PNKK (a dokładniej jego wtedy dwoma parafiami na Bruklinie). Niestety rosnąca dominacja regresywnych tendencji w PNKK (niknące zainteresowanie teologiczną refleksją w ogóle, związana z tym stopniowa utrata ekumenicznej i pastoralnej wydolności oraz wydolności utrzymania 100-letniej komunii z Kościołami Unii Utrechckiej, niezreflektowane męski szowinizm i homofobia) spowodowały, że zacząłem moje rozstanie z nim. Dokończyło się ono tu w Toronto, gdzie podjąłem drugą, ostrożniejszą próbę przyjżenia się PNKK z perspektywy tutejszej jego parafii Św. Jana.

    Jednocześnie, już w Nowym Jorku uczestniczyłem przez większość z moich tam dziewięciu lat w Kościele Episkopalnym. Do Kościoła anglikańskiego uczęszczałem w okresie mojego pobytu w Hiszpanii, w Nowej Zelandii i od czterech lat tu w Toronto. Stąd Wasz blog jak najbardziej przypada mi do serca.

    Nadal ciekaw jestem, w jakim stopniu kontakty (zwłaszcza młodszego pokolenia) z zachodnioeuropejskimi Kościołami starokatolickimi, z Kościołami anglikańskimi, ich teologią i pastoralnymi doświadczeniami mogłyby spowodować stopniowe otwarcie się Kościoła Polskokatolickiego na jego potencjał. Choć poza Europą to właśnie Kościoły anglikańskie najbardziej przemawiają do moich teologicznych i pastoralnych oczekiwań, w Polsce nawet wielokrotna wizyta w warszawskiej parafii anglikańskiej, utwierdziła mnie, iż wydobywanie starokatolickego potencjału spośród Kościoła Polskokatolickiego koresponduje bardziej bespośrednio z niuansami naszych polskiej i słowiańskiej wrażliwości.

    Pozdrawiam serdecznie Autorów niniejszego blogu oraz jego innych konstruktywnych uczestników.

    • Pradusz says:

      Drogi Kacprze,

      Dziekujemy dzis za mile slowa i obszerny komentarz. Twoja droga jest dla mnie osobiscie rowniez rozpoznawalna. Studiowalem w Starokatolickim Seminarium W Amersfoort/Utrechcie, moje nazwisko znajduje sie zarowno na liscie czlonkow amsterdamskiej parafii starokatolickiej jak i haskiej parafii anglikanskiej. Przez pewien czas bylem w tej pierwszej asystentem duszpasterskim biskupa Haarlemu.

      Zgadzam sie z Toba, ze w warunkach polskich to wlasnie starokatolicy powinni stworzyc osrodek álternatywnego katolicyzmu’ opartego na eklezjologii Kosciola lokalnego. Od siebie dodalbym jedynie, ze od poczatku uwazalem, ze nie jest to rola wylacznie polskokatolikow ale rowniez mariawitow. Niestety, po wielu latach i wielu probach zrobienia czegos wspolnie z e wspolnota polskokatolicka musze przyznac, ze ta wiara zostala wystawiona na powazna probe. KPK po prostu NIE OTWIERA SIE, LECZ WRECZ PRZECIWNIE – coraz bardziej zasklepia. Kosciolowi nie zalezy na kontaktach swoich czlonkow ze starokatolickimi wspolwyznawcami w Europie Zach., a problemy finansowe i bariera jezykowa skutecznie uniemozliwiaja rozwiniecie kontaktow prywatnych. Z kolei Kapelania Warszawska po prostu nie jest nastawiona na ‘zapuszczenie korzeni’ w polskiej glebie, stad tez trudno sie dziwic wrazeniu jakie odniosles (ja odnioslem podobne). To wspolnota anglojezyczna, ktora chce byc ostoja dla osob anglojezycznych w Polsce. Stad wlasnie nasza idea, ktora przedstawilismy w marcu tego roku na Konferencji w Krakowie Kosciol Episkopalny nie chce byc Kosciolem amerykanskim ani wylacznie anglojezycznym. W Europie powstaja wspolnoty skladajace sie nie tylko z ‘expats’, ale rowniez z Niemcow, Francuzow, Wlochow etc., Modlitewnik Powszechny jest tlumaczony na rozne jezyki. Dlatego mamy nadzieje, ze – zwlaszcza wobec inercji starokatolikow – to wlasnie episkopalianizm moze stanowic wlasciwe ‘otoczenie’ dla POLSKiEJ wspolnoty chrzescijanskiej reprezentujacej ‘droge srodka’ pomiedzy skrajnosciami, ktore zdaja sie dominowac we wspolczesnej religijnosci. Oczywiscie, byloby dobrze, gdyby ten projekt dostarczyl dodatkowego impulsu polskokatolikom do zastanowienia sie nad soba, swoja tozsamoscia i poszukiwania nowej formuly, w tej chwili chodzi jednak glownie o to, aby polscy chrzescijanie, ktorzy nie odnajduja sie ani w KRK ani w istniejacych wspolnotach protestanckich, znalezli wreszcie dla siebie miejsce. Jeszcze raz dziekuje za reakcje i serdecznie pozdrawiam.

  22. Kacper says:

    Witaj Pradusz i dziękuję za bardzo ciekawą i refleksyjną odpowiedź.

    Imponują mi Twoje doświadczenia w Kościele holenderskim. Ciekawe, że obecny Arcybiskup Utrechtu nie wspomniał o Tobie gdy się tu z nim spotkałem parę lat temu. Przypuszczam, że wśród holenderskich starokatolików nie ma wielu Polaków, a zwłaszcza takich, którzy jak Ty przeszli w tym Kościele solidną formację.

    Dziękuję za dodanie Mariawitów. Ci, choć z wielu względów budzą moje uznanie i zainteresowanie, wydają mi się jeszcze mniej wydolni teologicznie czy pastoralnie w porównaniu z polskokatolikami. A po wizycie w łódzkiej parafii w ubiegłym roku odniosłem wręcz wrażenie, iż jest to wspólnota samoskazująca się na niezbyt odległy w czasie niebyt. Są to jedynie moje powierzchowne opinie, których nie miałem okazji ugruntować.

    Zgadzam się też z Tobą co do obserwacji obecnej kondycji Kościoła polskokatolickiego. Ciekawe, że jego aktualny zwierzchnik i promotor mojej pracy magisterskiej sam był bardzo zainteresowany zachodnioeuropejskim starokatolicyzmem, jego promowaniem w Polsce i że ma w tym też osiągnięcia akademickie – o chyba najbardziej ambitnej treści i formie w historii publicystystyki polskokatolickiej.
    Z tego, co mi wiadomo, przez wiele lat miał też bardzo przychylną opinię wśród innych Kościołów Unii Utrechckiej.

    Podoba mi się sposób, w jaki postrzegasz potencjał Tradycji espiskopalnej/anglikańskiej. Ciekawi mnie przy tym, z jakiego powodu zdajecie się odnosić bardziej do jego amerykańskiej wersji. Czy to dlatego,
    że ci już są bardziej włączający kobiety i LGBT? Czy też wiąże się to dla Was z innymi względami? Oczywiście, gdyby okazało się, że właśnia ta Tradycja może odpowiedzieć w Polsce na aktualne poszukiwania znaczącej liczby ludzi, chętnie takie przedsięwzięcie poprę. Wyobrażam sobie, iż może to wymagać ogromnego taktu i strategii oraz niezwykle żadkiej umiejętności facylitowania dialogu pomiędzy kulturami polską i anglosaską. Eklezjalnie, z pewnością trzeba by dotknąć relacji takiego przedsięwzięcia wobec dotychczasowej obecności anglikańskiej w Polsce.

    Pozdrawiam serdecznie,

    • Pradusz says:

      Nie lubie wystawiac ‘cenzurek’ siostrzanym Kosciolom. Z ks. bp. Wiktorem rozmawialem wiele razy i rowniez slyszalem jego deklaracje zainteresowania starokatolicyzmem zachodnioeuropejskim oraz przywiazania do starokatolickiej tozsamosci (ktora zreszta – moim skromnym zdaniem – sama w sobie rowniez wymaga zdefiniowania na nowo; pewien model eklezjologiczny- bez wzgledu na to jak nie bylby ciekawy – to troche za malo jako ‘pomysl na Kosciol’, przede wszystkim zas mozna postawic pytanie czy klasyczna ‘eklezjologia Kosciola lokalnego’ przypadkiem sie odrobine nie przezyla w czasach ‘globalnej wioski’), ale przyznam, ze w rezultacie zrobil w tej sprawie niewiele. Czy z niecheci czy z braku mozliwosci – to juz pozostawiam do oceny innym, sam konstatujac jedynie, ze za slowami nie pojawily sie czyny. Zdecydowanie roznimy sie chyba w ocenie mariawityzmu. Chociaz sam jestem lodzianinem z pochodzenia (lodzka parafie znam wiec nie najgorzej i dlatego moge zrozumiec Twoje wrazenia), nasze spojrzenie na mariawityzm uksztaltowalo sie w duzym stopniu pod wplywem placowki krakowskiej (bardzo specyficznej z roznych wzgledow) oraz jej dlugoletniego duszpasterza, ks.prof. K.M.P. Rudnickiego. Jesli Cie to interesuje zajrzyj do materialow kryjacych sie pod tagami ‘Mariavitism’ i ‘Rudnicki’ (Brat Pawel pomaga nam zreszta bardzo przy realizacji ‘episkopalnego projektu’, poniewaz w czasie swych pobytow naukowych w USA pelnil funkcje kaplanskie w TEC, jest wiec w tej chwili jedynym Polakiem zyjacym w Polsce, ktory oficjalnie ma prawo do pelnienia tej poslugi). Gdy piszesz o ‘potencjale teologicznym i pastoralnym’, przyznam szczerze, ze jako pierwszy przychodzi mi na mysl wlasnie mariawityzm a nie polskokatolicyzm. Nie chce tutaj wynosic mariawitow pod niebiosa (zwlaszcza kosztem polskokatolikow), jednakowoz uwazam, ze to wlasnie oni w wiekszym stopniu dysponuja takim potencjalem, dysponuja pewna duchowa trescia, ktora oczywiscie wymaga krytycznej analizy i tworczego rozwiniecia (co, niestety, wciaz ma miejsce jedynie w sladowej formie, przy okazji, czy znasz to pismo http://www.praca-nad-soba.waw.pl/ ?). Mam rowniez nadzieje, ze w parafiach mariawickich po prostu wiecej sie dzieje: prowadzona jest dzialalnosc mlodziezowa, znow przybywa duchownych, pojawiaja sie konwertyci, ktorzy swiadomie wybieraja te tradycje. Polskokatolicy sie tym raczej pochwalic nie moga… Wracajac do ‘naszego’ projektu, to oczywiscie zdajemy sobie sprawe z koniecznosci dialogu kultur. I tu od razu moge odpowiedziec na Twoje pytanie o przyczyne, dla ktorej wybralismy wlasnie TEC. Przede wszystkim dlatego, ze to jest Kosciol WIELOKULTUROWY. Zmiana nazwy – z ECUSA (pierwotnie PECUSA) na po prostu Kosciol Episkopalny – to nie jest kwestia ‘kosmetyki’. Juz teraz jego najwieksza diecezja jest diecezja Haiti, w samych Stanach rosnie liczba parafii hiszpanskojezycznych, a w Europie w coraz wiekszym stopniu profiluje sie wlasnie jako wspolnota europejska a nie tylko jako duchowy dom dla przebywajacych tu Amerykanow (warto przeczytac wywiad z ks.bp. Pierrem Whalonem, ktorego udzielil on red. Darkowi Brunczowi w przerwie Konferencji, ktora zorganizowalismy w Krakowie w marcu b.r. http://dstp.rel.pl/?p=6340). W porownaniu z tym rodzajem otwartosci polityka CofE jest jednak zasadniczo inna i to odbija sie rowniez na tym, co robi, a zwlaszcza czego nie robi, Kapelania w Warszawie. Gdy naplynely do nas pierwsze reakcje na te pisanine, poczatkowo wysylalismy zainteresowanych wlasnie tam i osobiscie do ks. Gamble’a. Niestety, albo w ogole nie reagowal on na pisane do niego listy, albo wysylal piszacych do… Kosciola zielonoswiatkowego, ‘bo to przeciez taki dobry Kosciol’. To wlasnie spowodowalo, ze w koncu, po dlugim okresie wahania (spowodowanym wlasnie tym, ze doskonale zdajemy sobie sprawe, z przeroznych zawiklan, ktore wynikaja i z wieloletniej obecnosci Kosciola Anglii na ziemiach polskich i istnieniem Kosciolow starokatolickich), zdecydowalismy sie podjac kontakt z bp. Pierrem. Ten krok spowodowal, ze nie tylko ‘trzeba bylo dotknac obecnosci anglikanskiej w Polsce’. Dotknelismy jej i to w roznych znaczeniach tego slowa (rowniez w tym, ze angielscy anglikanie istotnie poczuli sie dotknieci tym, co robimy), ale ufamy, ze te problemy zostana z czasem rozwiazane przez biskupow. Europa jest obszarem ‘overlapping jurisdictions’ i z tym nalezy sie nauczyc zyc, a zwlaszcza nie mozna dopuscic do tego, by problemy jurysdykcyjno-kanoniczne prowadzily do sparalizowania podstawowych form dzialalnosci koscielnej, do ktorych nalezy przeciez rowniez misja. Niestety, niestety zbyt czesto jest tak, ze, powolujac sie na ten problem, de facto probuje sie ukryc wlasny brak checi (lub mozliwosci) dzialania. Koscioly zachowuja sie niczym przyslowiowe ‘psy ogrodnika’. I w tym zakresie zreszta ukazuje sie pewna przewaga TEC, poniewaz Konwokacja Kosciolow Episkopalnych w Europie nie jest diecezja i jurysdykcja jej zwierzchnika nie ma charakteru terytorialnego, lecz wyplywa z gotowosci danych wspolnot lokalnych do jej przyjecia. Innymi slowy: jesli dana wspolnota tego naprawde chce, moze zostac nia objeta (co nie tak dawno temu mialo miejsce np. w belgijskim Waterloo – tamtejsza parafia przeszla spod jurysdykcji biskupa Gibraltaru do Konwokacji). Oczywiscie, Anglicy pozostaja ‘not amused’, a ja musze przyznac, ze rowniez osobiscie jest mi to niemile, poniewaz sufragan Diecezji Gibraltaru mnie konfirmowal i wciaz jestem czlonkiem wspolnoty, ktora nalezy do tej diecezji, ale w sytuacji, gdy ma sie do czynienia z kilkudziesiecioma osobami chcacymi aktywnie brac udzial w tworzeniu wspolnoty episkopalnej w Polsce, ich interes przewaza nad wzgledami prawno-kanonicznymi. Gdy studiowalem w Amersfoort uswiadomiono mi co prawda wystarczajaco dobitnie wage tego wlasnie wymiaru bycia Kosciolem (co jest zrozumiale w sytuacji, gdy wlasciwie jest ona jedynym wyznacznikiem tozsamosci starokatolikow i, jak niekiedy mam wrazenie, rowniez ich jedynym ‘raison d’etre’), ale – jako duszpasterz – uwazam, ze nigdy nie powinien on przyslonic konkretnego czlowieka i jego dobra.

  23. Kacper says:

    Witaj Pradusz,

    Dziękuję za tak gruntowną odpowiedź.

    Zgadzam się, że ‘wystawianie cenzurek Kościołom siostrzanym’ nie jest konstruktywnym sposobem na traktowanie spraw kościelnych.

    Ciekawym znajduję Twoje uwagi na temat ‘tożsamości starokatolickiej’, ‘modelu eklezjanlego, czy pojęcia ‘Kościoła lokalnego’.

    Moja znajomość mariawityzmu i jego aktualnego stanu z pewnością jest ograniczona, jeśli nie powierzchowna. W latach 90-tych miałem okazję odwiedzić parafię warszawską wielokrotnie. W łódzkiej byłem po raz pierwszy, przy okazji wizyty tam u krewnych. Zachęciła mnie do tego znajoma z Warszawy oraz czytanie strony internetowej tejże parafii. Przyznaję, że użekł mnie oryginalny śpiew (niespotykany w innych Kościołach w Polsce), piękna i znakomicie utrzymana świątynia oraz znakomicie edytowany kościelny miesięcznik “Mariawita”. Jednocześnie byłem zaskoczony, jak mało ludzi uczestniczyło w głównej Mszy w niedzielę (może 10-12). Wśród nich zauważyłem może ze trzy młode osoby ( w tym dwoje to małe dzieci). Był to październik, więc nie można było tłumaczyć tego np. wakacjami.

    Cieszę się, że macie tak konstruktywne doświadczenia z ks. prof. Rudnickim. Ciekawe też, że wypracował sobie tak wyjątkowy status wśród episkopalian. O ile mi wiadomo, w Krakowie istnieje jedynie kaplica lub bardzo mała wspólnota Mariawitów (proszę to skorygować, jeśli się mylę). Kościół polskokatolicki w Krakowie ma 3 parafie. A parafie we Wrocławiu, czy Warszawie wypełniają ich świątynie po brzegi w zwykłą niedzielę. Wiem też, że wiele parafii w mniejszych miejscowościach cieszy się aktywnym życiem. Pamiętam, że warszawska parafia mariawicka przy cmentarzu na Woli również ma licznych wiernych. Przypuszczam, że Mariawici są bardziej scaleni jako całość na poziomie ogólnokrajowym, na którym to poziomie Kościól polskokatolicki zmaga się. Ciekawe byłoby usłyszeć o wyborach tych wiernych, którzy jak wspomniałeś, współcześnie zdecydowali się na świadomy wybór właśnie drogi mariawickiej.

    Ufam Waszemu uważnemu i strategicznemu myśleniu o episkopalianiźmie i życzyłbym sobie, by anglikańscy biskupi (a jeszcze lepiej gdyby odbyło się to w porozumieniu również przynajmniej ze starokatolickimi) porozumieli się w sprawie udostępniania pereł tradycji anglikańskiej w Polsce.
    Zgadzam się z Tobą też co do tego, iż dobro konktretnego człowieka oraz misja potrzebują być wspierane przez struktury / jurysdykcje eklezjalne. Dotykamy tu oczywiście starożytnego dylematu i napięcia pomiędzy potrzebami życia Kościoła miejscowego / oddolnego, różnorodności jego doświadczeń i wyrażeń oraz potrzebami administracji i zarządzania Kościołem jako całością ponad-lokalną. Pod tym względem, moim zdaniem, Kościoły ulegają tym samym prawom dynamiki małych i wielkich grup i organizacji, choć usiłują wyrażać i interpretować ją językiem teologicznym.

    W latach 90-tych byłem współorganizatorem i liderem ówczesnej Grupy Lesbijek i Gejów Chrześcijan w Warszawie. Stąd bardzo zależy mi na tym i dziś by polskie Kościoły prowadzić do większej włączalności (inkluzywności?). Grupa “Wiara i Tęcza” od kilku lat zyskuje coraz bardziej ogólnokrajowy zasięg. Poza Europą to właśnie w Kościołach anglikańskich odnalazłem najbardziej wiarygodną próbę otwartego i konsekwentnego podjęcia dialogu teologicznego i pastoralnego w sprawie miejsca i roli osób LGBT w Kościele. A wśród Kościołów Wspólnoty Anglikańskiej, właśnie Kościóły w Stanach i Kanadzie wydają się pod tym względem prowadzić. Choć bywam z pewną regularnością w MCC, liturgia i struktury kościołów katolickich są mi osobiście bliższe, zwłaszcza tam, gdzie rządzą się z sukcesem zasadami synodalności , otwartego dialogu i kolegialności. Jedyne, co mnie czasem zniechęca w anglikaniźnie, to ciężkie sprzed wieków śpiewy. Ledwo daje się przy nich oddychać. Zresztą nie tak odmienne pod tym względem od tradycyjnych śpiewów w polskich Kościołach :) Tam, jednak, gdzie oprócz współczesnej teologii, integruje się też współczesną muzykę i śpiewy kościelne z kolei znajduję z radością nawet duchowe wytchnienie :)

    Pozdrawiam serdecznie,

    • Pradusz says:

      Witaj Kacprze,

      Zaczne od pytania: czy mowi Ci moze cos nazwisko Murzynowski (Grzegorz). Byl on w polowie lat 90-ych zwiazany z grupa chrzescijanskich LGBT i w ten sposob go poznalem (przez moich kolegow ze studiow na Uniwersytecie w holenderskim Kampen). Ciekaw jestem, co sie z nim potem stalo… Z WiT-em mamy dobry kontakt i kilku WiT-owcow bierze udzial w naszym projekcie, chociaz, jak zaznaczamy od samego poczatku, bardzo nie chcielibysmy tworzyc Kosciola pod teczowa flaga, lecz wspolnote naprawde otwarta i roznorodna. Przechodzac zas do Twojego tresciwego komentarza, za ktory zreszta bardzo dziekujemy. Jak wiesz, mariawici poza dawna Kongresowka wlasciwie nie maja korzeni i to odbija sie rowniez na stanie liczebnym krakowskiej placowki. Mysle jednak, ze jej znaczenie (chocby ekumeniczne – jest ona jedyna skupiajaca mariawitow obydwu nurtow w jednej wspolnocie) daleko wykracza poza jej czlonkow i sympatykow. W katedrze polskokatolickiej w Warszawie nie bylem juz bardzo dawno (kiedys lubilem tam chadzac, zwlaszcza na nieszpory), natomiast we Wroclawiu – w przepieknym kosciele pw. sw. Marii Magdaleny (ktory zreszta uwazam za najpiekniejsza budowle sakralna tego miasta) – nie tylko bywam dosc regularnie, ale w ostatnich latach 2 czy 3 razy wyglosilem tam rowniez homilie. Rzeczywiscie na ‘sumie’ katedra nie jest moze pelna, ale na mszy jest naprawde sporo osob (na pierwszej mszy znacznie mniej, z wieczora garstka). Tylko… Mialem pomysl ‘partnerstwa katedr’ Wroclaw-Haarlem. Przyjechalem z listem intencyjnym od plebana parafii katedralnej w Haarlemie, zaczalem rozmawiac z proboszczem wroclawskim a zarazem dziekanem dolnoslaskim i dowiedzialem sie, ze… takiego projektu nie ma kto podtrzymywac. ‘Jak to?’, spytalem, ‘przeciez kosciol byl pelen!’. ‘No tak, ale ci ludzie przychodza tylko w niedziele na msze, wiekszosc z nich nie nalezy nawet do parafii, a gdy trzeba cos zrobic, to musze to robic sam’… Nie wiem czy jestes na FB. Tam jest sporo aktywnych mlodych mariawitow, w tyum rowniez konwertytow, ktorzy w bardzo ciekawy sposob opowiadaja o swojej drodze. My chcielibymy w najblizszym czasie wylansowac strone internetowa Ekumenicznego Zgromadzenia Mariawitow, po to, by stworzyc jeszcze jedno forum wymiany mysli i popularyzacji mariawickiej duchowosci. P.S. Co do ‘Anglican chant’ – na pewno sie ze soba nie zgodzimy. UWIELBIAM ANGLIKANSKIE PIESNI, zwlaszcza te naprawde stare (XVI-XVIII w.). I szczerze mowiac uwazam, ze porownanie z radosna tworczoscia w wiekszosci polskich kosciolow im wrecz uwlacza. Problemem jest raczej to, ze zamiast tych naprawde pieknych starych hymns and anthems w wiekszosci anglikanskich kosciolow spiewa sie ‘evergreens’ z XIX w. i poczatkow XX w. z ich przeslodzona i watpliwa teologicznie trescia…

  24. chantal says:

    Miłego dnia Jarku :-)

Leave a Reply