Rozważania o Składzie Apostolskim

Rozważanie pierwsze: “Wierzę”

Publikujemy tu tłumaczenie serii rozważań na temat Apostolskiego Wyznania Wiary. Została ona wygłoszona w 2011 r. w episkopalnym kościele pw. św. Tomasza w Nowym Yorku przy Piątej Alei na niedzielnych nabożeństwach wieczornych (Evensong). Rozważania te stanowią bardzo dobre wprowadzenie do podstaw chrześcijaństwa. Dziękujemy duchowieństwu parafii św. Tomasza za pozwolenie na tłumaczenie i publikację w języku polskim. W oryginale serię znajdziecie tutaj. Po kliknięciu na tytuł danego rozważania można przeczytać jego tekst albo wysłuchać jego zapisu dźwiękowego.

W imię Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. Amen.

To pierwsze w serii piętnastu kazań, które duchowni kościoła św. Tomasza będą wygłaszać na niedzielnych nabożeństwach wieczornych nt. Apostolskiego Wyznania Wiary. Kazania będą obejmować cały Skład Apostolski, zdanie po zdaniu, aż do końca. W ten sposób mamy nadzieję stworzyć przydatny wykład tego credo, które składamy przy chrzcie świętym, a zarazem streszczenie podstawowych zasad wiary Kościoła Jezusa Chrystusa.

stthom

Kościół św. Tomasza

W Kościele episkopalnym i we Wspólnocie Anglikańskiej, tak jak w innych tradycjach głównego nurtu zachodniego chrześcijaństwa (takich jak rzymskokatolicyzm i luteranizm) w czasie nabożeństw używamy regularnie dwóch wyznań wiary. Dłuższe z nich, Nicejsko-Konstantynopolitańskie, jest używane przez episkopalian w większość niedziel i ważniejszych świąt w czasie Świętej Eucharystii. W nieco odmiennej formie używają go również chrześcijanie wschodni. Krótszego, Apostolskiego Wyznania Wiary używamy przy Chrzcie Świętym oraz w czasie anglikańskich modlitw codziennych (Modlitwy Porannej i Wieczornej zwanych także Jutrznią i Evensongiem).

Skład Apostolski nie jest dziełem Dwunastu Apostołów. Jednak co najmniej z dwóch powodów słusznie nazywamy to wyznanie wiary apostolskim. Po pierwsze, wszystkie jego artykuły można odnaleźć w apostolskich pismach Nowego Testamentu. Po wtóre, od najwcześniejszego momentu, o którym jesteśmy w stanie cokolwiek powiedzieć, szczególnie we wczesnym Kościele w Rzymie, udzielano chrztu w formie trzech pytań odnoszących się po pierwsze do Boga, po drugie do Jezusa Chrystusa i po trzecie do Ducha Świętego. Kandydaci do chrztu odpowiadali na nie twierdząco przy użyciu formuł, które z czasem stały się tym, co znamy jako trzy części Apostolskiego Wyznania Wiary.

Skład Apostolski jest więc streszczeniem wiary, której Kościół Apostolski nauczał w Ewangeliach, Listach i innych pismach Nowego Testamentu, które powstały w reakcji na osobę i dzieło naszego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Gdy rozpoczynamy od słowa “wierzę”, które stanowi temat pierwszego kazania z naszej serii, powinniśmy zrozumieć jego kontekst. Oto mężczyzna, kobieta albo dziecko ma właśnie zadeklarować, że będzie się trzymać Ewangelii Jezusa i wiary Kościoła chrześcijańskiego, aby następnie, na podstawie tej deklaracji, zostać zanurzony/zanurzona/zanurzone albo pokropiony/pokropiona/pokropione wodą Chrztu Świętego, tak jak nakazał Jezus: “W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

“Wierzę” oznacza więc o wiele więcej aniżeli tylko “wierzę, że istnieje Bóg” albo “wierzę, że to, co powiedziałem, może być prawdą”. Jeśli weźmiemy pod uwagę cenę, którą apostołowie i ci, których oni chrzcili i przyprowadzali do Kościoła, płacili za swoją wiarę – przez pierwsze trzysta lat chrześcijaństwa oraz w wielu epokach i miejscach potem aż po dzień dzisiejszy była to kwestia życia i śmierci – jeśli weźmiemy pod uwagę tę cenę, zrozumiemy, że “wierzę…” oznaczało również “ufam”, “zwierzam się”, “poświęcam życie” temu, co za chwilę zadeklaruję.

Święty Tomasz z Akwinu potwierdza, że znajomość Boga, która jest zaufaniem do Niego i umiłowaniem Go, wykracza poza wiedzę o Bogu. Przez wiarę pozbawiona wykształcenia babcia  wie więcej o Bogu aniżeli filozof, który uprawia refleksję o Nim, nie ufając Mu. Wierzyć w Boga a nie tylko wierzyć, że On istnieje, stanowi kluczową decyzję w życiu człowieka.

W kościele św. Tomasza poświęcamy wiele czasu i energii, aby nauczać zasad wiary najlepiej jak potrafimy. Mamy nadzieję, że udaje nam się to w klarowny i mądry sposób. Wierzymy, że Ewangelia Chrystusa i wiara Jego jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła stanowi prawdę w najgłębszym i najbardziej satysfakcjonującym sensie tego słowa oraz że wpływa i łączy się z każdą dziedziną wiedzy i poszukiwania prawdy. W Chrystusie Jezusie ujrzeliśmy bowiem Prawdę, która rozpoczyna się i kończy w Jego Osobie i Jego Dziele. To nie jest płytka, gładka odpowiedź ograniczonego umysłu na głębokie życiowe pytania każdego z nas. Wiara chrześcijańska jest otwarta na pytania i wyzwania w każdym momencie. W końcu zawiera twierdzenia, które podlegają otwartej dyskusji. Pytania i wyzwania nie prowadzą, według mnie, do odejścia od wiary, ale raczej do jej pogłębienia. Kościół wierzy bowiem, że w Chrystusie Bóg dał się poznać w formie dostępnej dla ludzi w najbardziej podstawowy sposób jako punkt wyjścia dla pielgrzymki prowadzącej ku nieogarnionej tajemnicy, znajdującej się poza zasięgiem wszelkich ludzkich słów. Ten punkt wyjścia dostrzegamy w takich świadectwach ewangelicznych o Jezusie jak to z prologu Ewangelii św. Jana: “Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy jego chwałę”.

Słowo “wierzę”, ponieważ obejmuje swoim znaczeniem osobistą odpowiedź i osobiste zawierzenie się temu, co Bóg objawił o sobie w Jezusie Chrystusie, nie dotyczy tylko umysłu, ale w tym samym stopniu również serca. Kształtowanie chrześcijańskiego umysłu jest sprawą żywotnej wagi, bowiem wiara nie jest tylko kwestią uczuć i emocji. Jednakże zawierzenie chrześcijańskiego serca ma, być może, jeszcze bardziej podstawowe znaczenie. I to właśnie ono stymuluje kształtowanie umysłu. Arcybiskup Canterbury i wielki teolog, św. Anzelm, pisał: “Nie staram się zrozumieć, aby uwierzyć, lecz wierzę po to, abym mógł zrozumieć. Bowiem uważam, że jeśli najpierw nie uwierzę, to nie zrozumiem”.

Chrzest święty obejmuje rzeczywiście trzy pytania: 1) Czy wierzysz w Boga Ojca?, 2) Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego?, 3) Czy wierzysz w Boga Ducha Świętego? I rzeczywiście istnieją też odpowiedzi, z których składa się to, co słusznie nazywamy Apostolskim Wyznaniem Wiary. To wszystko jednak nie stanowi egzaminu, który oblejemy, jeżeli nasze pojmowanie jest ograniczone, jeżeli nie jesteśmy teologami na miarę św. Pawła. Chodzi tu o szczere zawierzenie się temu, w co wierzymy, zgodnie ze światłem, którego udzielił nam Bóg; zawierzenie temu, co znajduje się w głębi naszego serca i w odniesieniu do czego możemy powiedzieć “tak, wierzę”.

Jeden z najbardziej żywych przykładów tego, co staram się powiedzieć nt. znaczenia słowa “wierze” w takim sensie, w jakim występuje ono w Składzie Apostolskim, przeżyłem mniej-więcej trzydzieści lat temu, gdy miałem zaszczyt ochrzcić wybitnego intelektualistę i naukowca, którego życie dobiegało końca. Miał on za sobą długą drogę. Jako naukowiec objął swoim poznaniem o wiele więcej aniżeli ja kiedykolwiek obejmę. Teraz jednak jego serce skłoniło go do przyjęcia Ewangelii Chrystusa. Gdy doszliśmy do trzech pytań Chrzcielnego Wyznania Wiary, zamknął oczy, podniósł głowę, przyłożył modlitewnik do serca i, zaczynając od słowa “wierzę”, wypowiadał kolejno każde zdanie. To właśnie, jak sądzę, mieli na myśli Jezus, Apostołowie i wierzący wszystkich czasów i miejsc w Kościele, mówiąc o przyjęciu tych słów. Wierzę.

W imię Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. Amen.

(c)Ks. Andrew C. Mead, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Rozważanie drugie: “Wierzę w jednego Boga”

To drugie z serii kazań na temat Apostolskiego Wyznania Wiary, którą będziemy kontynuować na kolejnych niedzielnych nabożeństwach wieczornych. Mamy nadzieję, że wykorzystacie tę możliwość, aby jak najgłębiej zanurzyć się w podstawowe prawdy wiary chrześcijańskiej.

O. Mead rozpoczął tę serię w ubiegłym tygodniu, przypominając nam kontekst SkładuSONY DSC Apostolskiego. Od początku to credo używane było przez chrześcijan przy chrzcie. Ponieważ chrzest jest sakramentem fundamentalnej tożsamości, w Apostolskim Wyznaniu Wiary chodzi o to, czemu poświęca się swoje życie. Credo nie stanowi przede wszystkich zbioru prawdziwych twierdzeń, które trzeba lub powinno się uznać. Stanowi ono raczej wypowiedź o tym, gdzie plasuje się swoje życie, gdzie bije nasze serce. Dlatego te kazania nie mogą być jedynie intelektualnymi wprawkami; chodzi w nich o związek pomiędzy naszym sercem i podstawowymi prawdami wiary chrześcijańskiej.

Dzisiejszy fragment brzmi: “Wierzę w jednego Boga”. Gdy zakończyłem już przygotowania, podzieliwszy tekst credo na piętnaście tygodni, seria została zapowiedziana i ukazały się plakaty, zwrócono mi uwagę na to, że Skład Apostolski wcale nie rozpoczyna się od tych słów. Prawdopodobnie sami to zauważyliście, ale jeżeli nie, to przynajmniej nie jestem jedyny, któremu to umknęło. Apostolskie Wyznanie Wiary rozpoczyna się od słów “Wierzę w Boga”. To w Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim mówimy “Wierzymy w jednego Boga”. Nie przytaczam tego na swoją obronę, bo po prostu się pomyliłem, ale mimo wszystko jest prawdą, że św. Tomasz z Akwinu w swojej serii kazań nt. Składu Apostolskiego również przytacza to zdanie jako “Wierzę w jednego Boga”.

Akwinata (który, w odróżnieniu od Austina, się nie pomylił) wiedział, co robi. Właśnie o to mu bowiem chodziło – we wszystkim, co kiedykolwiek napisał – że Bóg istnieje jedynie w liczbie pojedynczej. Jeśli się chce, można mieć dwa koty, dwa płaszcze, dwa samochody a nawet dwie żony. To może nie być właściwe, można źle skończyć z powodu ich posiadania, ale jest to możliwe. Koty, płaszcze, samochody, żony – to wszystko można policzyć. Natomiast Bóg jest jedyną “rzeczą”, której policzyć nie można. Nie tylko byłoby niemądre mieć dwóch bogów (tak jak jest niemądre mieć dwie żony i, prawdopodobnie, również dwa koty). Mieć dwóch bogów jest całkowicie niemożliwe. Ktoś, kto mówi, że ma dwóch bogów, pokazuje, że nie rozumie, co oznacza słowo “bóg”.

Dlaczego jednak tak jest? Dlaczego “Bóg” i tylko “Bóg” jest niepoliczalny? Jest tak, ponieważ wszystko inne jest stworzeniem, istotą, czymś, co istnieje w świecie. Bóg nie jest stworzeniem ani istotą w świecie, ale raczej powodem, dla którego stworzenia i istoty są w świecie, powodem dla którego w ogóle istnieje świat. Nie można mieć dwóch takich powodów. Jeżeli istniałoby dwóch bogów, dwudziestu, tysiąc, można by zapytać: skąd oni wszyscy pochodzą? Odpowiedzią na to pytanie byłby wówczas prawdziwy Bóg.

Jak więc widzicie, pomiędzy zdaniem “wierzę w Boga” i “wierzę w jednego Boga” nie ma różnicy. Prawdziwy Bóg nie jest czymś w naszym wszechświecie i dlatego nie jest czymś, co można policzyć. W znaczenie słowa “Bóg” jest jakby wbudowana unikatowość.

Wierzyć w bogów oznacza brać udział w bałwochwalstwie. Biblia jest pełna opisów ludzi, którzy wierzyli w bałwany, którzy wariowali na punkcie innych bogów. Oddawali oni cześć bogom posiadającym konkretne imiona, na przykład Baalowi; brali udział w prostytucji świątynnej, kultycznych aktach seksualnych; składali w ofierze swoim bogom dzieci i innych niewinnych. Wyzwalające przesłanie Biblii polega na tym, że wszyscy ci bogowie w rzeczywistości nie są tym, za co są uważani; są tylko bałwanami, być może po prostu iluzjami, a w najgorszym wypadku mocami lub istotami stworzonymi, które stały się złe, a teraz zniewalają ludzi. Przesłanie Biblii hebrajskiej, które jest również przesłaniem chrześcijaństwa, jest w całości orędziem o wyzwoleniu. “Nie musisz być pod jarzmem bałwanów!” To właśnie przez nacisk, który spoczywa na tym przesłaniu, Herbert McCabe nazwał Dziesięcioro Przykazań wielkim manifestem ateistycznym. I to właśnie z tego powodu pierwsi chrześcijanie doznawali czasami prześladowań ze strony Rzymian jako ateiści. “Słuchaj Izraelu, bogowie nie istnieją!” Jest tylko jeden, niepoliczalny, prawdziwy Bóg, źródło wszystkiego, co istnieje.

Albo prawdziwie wierzymy w Boga albo dajemy się zwieść i wierzymy w bałwany. Byłoby błędem myśleć, że kultura zachodnia już dawno wyzwoliła się z tego problemu. Oczywiście, jakkolwiek różnorodnym miastem jest Nowy Jork, trudno byłoby w nim znaleźć kogoś, kto oficjalnie czci Baala. Zaś idąc w kierunku Centrum Rockefellera trudno oczekiwać widoku serca wyrwanego z piersi dziewicy w celu przebłagania żywiołów wszechświata. Nasi samozwańczy bogowie są bardziej subtelni. A jednak pomimo całej swojej subtelności wciąż ucieleśniaj ą dawne, odwieczne ludzkie żądze. Największe z nich to pieniądze, seks i władza. Oczywiście w gruncie rzeczy nie ma nic złego ani w pieniądzach, ani w seksie ani we władzy. Są to rzeczy stworzone, stanowiące część dobrego świata, który wyszedł spod ręki Boga (prawdziwego Boga). Nasze bałwany czyhają w pożądaniu tych rzeczy, pożądaniu, które nigdy nie jest całkowicie dobre i którego nigdy nie da się zaspokoić. Najprawdopodobniej nie zobaczy się (nawet w Nowym Jorku) jak ludzie składani są w ofierze bożkowi o starożytnym imieniu. Jednak ciągłe bałwochwalstwo  powoduje każdego dnia niepotrzebne ludzkie cierpienie.

A my, niestety, ciągle w tym tkwimy. Bowiem w rzeczywistości większość z nas, którzy mówimy “wierzę w Boga”, nie wierzy w pełni; w naszym życiu ciągle istnieją bałwany. Nasze serce nie należy w pełni do Boga. Jednak jest też dobra nowina, która mówi, że w chrzcie Bóg (w którego, jak twierdzimy, wierzymy) rości sobie do nas ostateczne prawo. Wierzymy w Boga ostatecznie z powodu tego, co On dla nas uczynił – obdarowując nas nowymi narodzinami w chrzcie. Nie ma w tym niczego magicznego ani koniecznego. Możemy się od Niego odwrócić ku bogom (którzy w rzeczywistości nie są bogami). Jeśli jednak współpracujemy z Bogiem, jeśli zwracamy się do niego z zaufaniem, jeśli codziennie przypominamy sobie o naszym chrzcie, wypowiadając słowa wyznania wiary w modlitwie, wówczas nie ma takiego bożka, takiej siły we wszechświecie, niczego na wysokościach ani w głębinach, blisko ani daleko, niczego w przeszłości ani w przyszłości, niczego w całym stworzeniu, co mogłoby nas od Niego oddzielić. “Słuchajcie, chrześcijanie: bogowie nie istnieją!” Uwierzcie w Boga, tylko On jest tego godzien, tylko On jest Bogiem.

(c)Ks. Victor Lee Austin, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Rozważanie trzecie: “[Wierzę w] Ojca Wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi”

O Tobie mówi moje serce: “Szukaj Jego oblicza!” Szukam, o Panie, Twojego oblicza
Psalm 27:8

Kontynuując naszą serię na temat Składu Apostolskiego, mam dzisiejszego wieczoru za zadanie zająć się fragmentem o “Ojcu 1035150Wszechmogącym, stworzycielu nieba i ziemi”. W tym celu musimy pobudzić nasze umysły do kontemplacji Boga. Tak więc odłóżcie na kilka minut na bok swoje troski i pozwólmy sobie ze spokojem oddać się naszemu Stwórcy.

Bóg jest rzeczywiście naszym Stwórcą. Od pierwszych wersetów Pisma do ostatnich ta prawda jest wciąż na nowo potwierdzana. Według opowieści o stworzeniu nieba, ziemi, morza, suchego lądu i zamieszkujących je stworzeń, Bóg zastanawia się przez chwilę i mówi: “Uczyńmy człowieka na nasz obraz”. W Drugiej Księdze Królewskiej oraz od proroków Izajasza i Jeremiasza słyszymy: “Panie, Boże Izraela! Który zasiadasz na cherubach, Ty sam jeden jesteś Bogiem wszystkich królestw świata. Tyś uczynił niebo i ziemię”. Zaś w czwartym rozdziale Apokalipsy czytamy: “Godzien jesteś, Panie i Boże nasz,  odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone”.

Jednak niektórzy z nas nie wierzą już w każde z tych starych twierdzeń Biblii. Po to, by odczuć prawdę jako rzeczywiście prawdziwą, musimy dojść do niej za pomocą własnego rozumowania. Rozstrzygamy te sprawy, pytając np. “czy istnieję?” Jeżeli odpowiedziałeś na to pytanie przecząco, nie musisz już słuchać reszty tego kazania. Jeżeli jednak uważasz, tak jak ja, że istniejesz, możemy rozszerzyć nasze pytanie o to, jak i dlaczego istniejemy. Czy stworzyliśmy samych siebie, czy zostaliśmy przez coś lub przez kogoś uczynieni? Rozum mówi nam, że stworzenia nie tworzą samych siebie, lecz są tworzone przez twórców, np. dzieci nie powstają same z siebie, ale dzięki mamie i tacie (nie chodzi w tym wypadku dokładnie o to samo).

Kolejne pytanie, które możemy zadać, brzmi: “Czy jestem stwórcą czy stworzeniem?”. Aby oszczędzić czas, powiem wam to: jesteście stworzeniami, pogódźcie się z tym. “Głupi rzekł w sercu swoim ‘nie ma Boga'”.

Niebo, ziemia, ty, ja i wszystko inne. Potrzeba, jak się wydaje, potężnego Stwórcy, aby powołać to do istnienia. Prawdopodobnie potrzeba nawet Wszechmogącego Stwórcy i właśnie to potwierdza Pismo.

Bóg powiedział do Abrahama i Izraela: “Jestem Bogiem Wszechmocnym”. Uważamy często, że to słowo oznacza “mogący wszystko” albo “posiadający wszelką moc”. Rzeczywiście możemy tak sądzić. Archanioł Gabriel mówi do Marii: “Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. Jezus modli się: “Abba, Ojcze, dla ciebie wszystko możliwe”. Zastanówmy się nad mocą, którą objawia Bóg we wzbudzeniu swego Syna z martwych. Wydawałoby się, że wszechmoc Boga oznacza, iż posiada On moc czynienia wszystkiego. To jednak nieprawda. Wszechmoc Boga ma więcej do czynienia z Jego istotą aniżeli z Jego mocą.

Zanim Bóg stworzył świat, miał wybór: stworzyć go lub nie. Odkąd powziął decyzję zostania stworzycielem nieba i ziemi, opcja niebycia stworzycielem zamknęła się przed Nim.

Czy Bóg może kłamać? Czy może zadać gwałt sprawiedliwości? Czy może uczynić nieprawdziwym to, co prawdziwe? Nie, Bóg nie może uczynić żadnej z tych rzeczy. Jego najgłębsza natura, bycie najwyższym dobrem, zabrania Mu zrobić cokolwiek, co byłoby mniej dobre.

Anzelm z Canterbury potwierdza, że Bóg jest najwyższy i że nie da się pomyśleć niczego lepszego niż On. W rzeczywistości Bóg jest tak dobry, że jest kimś więcej aniżeli tylko najlepszą myślą, jest kimś więcej aniżeli może być pomyślane (Proslogion XIV, XV).

Jeśli więc Bóg jest wspanialszy aniżeli jesteśmy w stanie pomyśleć, możemy odeprzeć pogląd głoszący, że jest On w jakikolwiek sposób ograniczony. Pocieszmy się jednak tym, że jest On ograniczony przez swoją własną naturę. Gdyby Bóg był jakkolwiek podatny na coś przeciwnego Jego naturze i istocie, byłby poddany siłom i potęgom istniejącym poza Nim samym. Gdyby tak właśnie było, znaleźlibyśmy coś, co jest silniejsze od Boga. To wszechmoc Boża określa różnicę pomiędzy tym, co jest a co nie jest Bogiem.

Pokolenia zastanawiały się nad zagadnieniami natury Boga i naszych własnych wierzeń. Prorok Izajasz mówi, że “Jeżeli nie uwierzycie, nie ostoicie się”. Wierzymy w jednego Boga, który jest Wszechmogącym Stworzycielem wszystkiego na ziemi i na niebie i sami należymy do grona Jego stworzeń. Jakkolwiek ważna nie byłaby dla nas jednak rola Boga jako Stwórcy (a wydaje się, że jest ona szczególnie ważna dla tych z nas, którzy istnieją z tego powodu), bycie Stwórca nie jest najbardziej pierwotną i najważniejszą naturą Boga. Poprzedza ją Ojcostwo.

Jak wspomniałem powyżej, był taki moment, gdy Bóg mógł nie być Stworzycielem, jednak nie było takiego momentu, w którym nie był Ojcem. “Na początku było Słowo i Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. W tych wersetach otwierających jego Ewangelię, św. Jan mówi o Jezusie, wiekuistym Synu, istniejącym zanim zostały stworzone wszystkie światy. Na początku, zanim Bóg stał się Stworzycielem nieba i ziemi, żył już w wieczności ze swoim jedynym Synem, którego umiłował i dla którego był Ojcem. Wszystko to zanim pomyślał: “Uczyńmy człowieka na nasz obraz”.

Prawdopodobnie właśnie dlatego w Starym Testamencie jest tak niewiele odniesień do Boga jako do Ojca, tym więcej jednak znajdziemy ich w Nowym Testamencie i są one tam szczególnie często używane przez Jezusa. To przez wcielonego Syna Boże ojcostwo staje się tak ewidentne, ważne i konieczne. Konieczne dlatego, że właśnie przez wcielonego Syna stajemy się czymś więcej aniżeli tylko Bożymi stworzeniami. Przez Niego dana jest nam moc stania się dziećmi Bożymi. Wiekuisty Ojciec wiekuistego Syna staje się

“Naszym Ojcem”…

Jedną z największych umysłowości, która kiedykolwiek rozważała te i wiele innych kwestii związanych z natura Boga i tajemnicami naszej wiary, był św. Tomasz z Akwinu. Mówiło się, że w ciągu jednego dnia mógł stworzyć większą ilość tekstu aniżeli udawało się to pięciorgu przeciętnych ludzi i że był w stanie jednocześnie dyktować cztery manuskrypty czterem pisarzom.

W ostatnim roku swojego życia, w czasie Mszy Świętej, Tomasz popadł w głęboką ekstazę. Następnie odłożył pióro i nikt nie był już w stanie namówić Go, aby je znowu podjął. Spędziwszy życie na szukaniu Bożego oblicza, musiał je ujrzeć w tym momencie i dlatego tak podsumował całą swoją teologię: “Uważam wszystko, co napisałem, za słomę, która ma być spalona przed obliczem tej chwały, która została mi objawiona”. Gdy stoimy i wypowiadamy słowa “Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi”, są to puste słowa, jeśli nie znamy Boga, o którym mówimy. Wiara nigdy nie polega wyłącznie na zgodzie intelektu. Jest raczej głębokim pragnieniem i wzdychaniem naszego serca za miłością i uwielbieniem Ojca, który sam również miłuje, uwielbia i podtrzymuje nas.

O Tobie mówi moje serce: “Szukaj Jego oblicza!” Szukam, o Panie, Twojego oblicza
(c)Ks. Michael D. Spurlock, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Rozważanie czwarte: [Wierzę w] Jezusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego

“Starszyznę uczył mądrości” (Ps 105). Cóż, będąc właśnie przedstawicielem starszyzny, zostałem obdarowany przez mego1279824593jesus&thomas szanownego młodszego kolegę Michaela porcją mądrości po pierwszym kazaniu z tej serii, wygłoszonym przez naszego uczonego Victora, teologa posługującego w tej parafii, który, jak to określił Michael, wysoko ustawił poprzeczkę. Rzeczywiście wysoko. Wszystko, co mogę zrobić po tym wspaniałym skoku Michaela, to wziąć głęboki oddech i mieć nadzieję, że nie zrzucę tej poprzeczki.

Macie przed sobą Brytyjczyka, będącego zakochanym w tym mieście mieszkańcem Nowego Jorku, a jednocześnie monarchistą. Ci spośród was, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że wierzę w monarchię. Moja wiara w monarchię skłania mnie do intelektualnej zgody i lojalności w stosunku do tej filozofii i tego systemu. Zdecydowanie zgadzam się z tym. Zdobyło to moją akceptację.

Gdy jednak mówię, że wierzę w “Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego”, to jednak coś innego aniżeli intelektualna zgoda na filozofię i system. Oznacza to, że Kościół wymaga ode mnie uznania, że Jezus Chrystus, Jego Jedyny Syn, mój Pan i Bóg, jest częścią mnie. Ze względu na to, że jestem w Nim ochrzczony, noszę Jego znak – tę nieusuwalną pieczęć Chrystusa, który mnie umiłował jeszcze zanim powstał świat, wykarmił mnie, wzbudził we mnie moje sumienie, nastawił mnie na odbiór Jego powołania do kapłaństwa, spowodował, że wziąłem w nim swój niewielki udział, Chrystusa, którego mam we krwi, który uczy mnie patrzeć swoimi oczami, oddychać Duchem Świętym.

Zaufajmy św. Patrykowi, który wyraża to tak wspaniale:

“Chrystus ze mną,
Chrystus przede mną,
Chrystus za mną,
Chrystus we mnie,
Chrystus pode mną,
Chrystus nade mną,
Chrystus po mojej prawicy,
Chrystus po mojej lewicy,
Chrystus, kiedy tworzę,
Chrystus, kiedy biegnę,
Chrystus, kiedy się kładę,
Chrystus, kiedy siadam,
Chrystus, gdy powstaję!”

(Puklerz św. Patryka)

Wierzę w Jezusa Chrystusa. Jednak to nie wszystko. Chrystus, jak mówi św. Jan, ogłasza, że jest Synem Jednorodzonym. Jednorodzonym Synem Boga, naszym Panem. I to właśnie mam na myśli, gdy wypowiadam ten fragment Credo. Wyznania wiary powstały za sprawą wczesnych Ojców Kościoła, które zbierali się na soborach, aby wyjaśnić podstawowe prawdy, składające się na rozumienie osoby i miejsca Chrystusa w bóstwie. Ludzie tworzyli teorie o Chrystusie, misterne spekulacje oparte na pogańskich filozofiach, które krążyły wśród intelektualnych elit od najwcześniejszych czasów. Pierwsze dwa semestry moich studiów teologicznych w Oksfordzie spędziłem na nazywaniu i rozróżnianiu wszystkich przejaskrawień, które charakteryzowały tych spekulatywnych teoretyków. Najwcześniejsze stulecia sprzyjały snuciu takich spekulacji. Było tak modne spekulować o tym, czy Chrystus został jakoś “adoptowany” jako dorosły przez Boga Ojca albo wprowadzony do boskości, że dostawcy mięsa podobno nucili jako rap tamtych czasów – “Był taki czas, gdy nie był On Bogiem, gdy został wszczepiony w bóstwo”. Cóż, jeżeli dostawcy mogli wygwizdywać i śpiewać coś takiego, możecie sobie wyobrazić, z czym występowali amatorscy filozofowie i akademicy z własnego nadania, przeżuwając te spekulacje przy obiadowym stole?

Jednak to wszystko nie była tylko czcza, nieszkodliwa gadanina. Ludzie mylili się sromotnie i tracili dobre maniery. Werbalne potyczki kończyły się wrogością i wzajemnymi oskarżeniami. Przedstawiciele jednej teorii wykluczali i wyklinali swoich filozoficznych przeciwników. Pierwsze wieki chrześcijaństwa były naznaczone niczym śladami po ospie wzajemnymi ekskomunikami i denuncjacjami. Imiona dwóch wielkich oponentów, Atanazego i Ariusza, wysuwają się tutaj na czoło.

Uzgodnionym wyrazem wiary Kościoła stało się, że Chrystus jest Bogiem Synem, naszym Panem.

To nasza wiara a nie zgoda na jakąś filozofię. To radosne poddanie się miłości, które św. Jan ukazał i zilustrował w swojej Ewangelii w opowieści o Tomaszu, któremu objawia się zmartwychwstały Chrystus (J 20:25; 27-9).

Tomasz jest uparty. Jego niezmącony uporczywy pesymizm zamyka swoim żalem usta innym apostołom. Jest nim całkowicie pochłonięty, niewrażliwy na ból swojego Mistrza, który proponuje, by włożył palec w Jego trzydniowe rany. Boża miłość rozlewa się, gdy Chrystus zachęca Go, by to zrobił. Nadchodzi rozpoznanie. Wiara napływa niczym strumieniem. “Mój Pan i mój Bóg!” To nie intelektualna zgoda. To poddanie się miłości.

A co mówi Jan swoim czytelnikom?

“I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym.”

(c)Ks. Andrew C. Mead, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Rozważanie piąte: “który się poczał z Ducha Świętego,
narodził się z Marii Panny

W tym zdaniu Credo nagle pojawia się przed nami cała Trójca. Skład Apostolski rozpoczyna się od [wyznania] wiary w Boga Ojca Wszechmogącego, a słowo “Ojciec” zakłada domyślnie, że istnieje również Syn Boży. Bóg jest bowiem zawsze Ojcem, a to oznacza, że zawsze istnieje Bóg Syn. Tak więc jeszcze zanim zostaje On nazwany, Wyznanie Wiary zakłada Jego obecność i istnienie. Teraz zaś, gdy Jezus Chrystus zostaje nazwany jedynym Synem Bożym, Credo kieruje naszą uwagę od razu ku trzeciej osobie Trójcy Świętej, Duchowi Świętemu. O Jezusie bowiem Skład Apostolski mówi, że “począł się z Ducha Świętego”. Co mamy sądzić o tym nagłym i niezapowiedzianym pojawieniu się Ducha Świętego? To mianowicie, że cała Trójca jest obecna w Credo jako założenie. Jeszcze zanim został opisany, a nawet zanim wskazało się na Niego jako na przedmiot wiary, Duch Święty musi zostać ni stąd ni zowąd przywołany po imieniu jako sprawca poczęcia Jezusa.

Jest to tym bardziej dziwne, gdy przypomnimy sobie strukturę Credo, które składa się z trzech akapitów, z których każdy dotyczy kolejnej osoby Trójcy Świętej. Rozpoczynamy w ten sposób od Ojca, następnie mamy dłuższy paragraf dotyczący Syna, a gdy powiedzieliśmy już o Jego śmierci i zmartwychwstaniu oraz powtórnym przyjściu, zwracamy się ku Duchowi Świętemu, aby mówić o Nim. Po jednym akapicie dla każdej Boskiej Osoby. Podobnie w niektórych przekazach dotyczących chrztu we wczesnym Kościele każdy kolejny paragraf Wyznania Wiary otrzymywał postać pytania – na przykład: “Czy wierzysz w Boga Ojca wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi?” – a gdy kandydat odpowiadał “tak”, był zanurzany w wodzie chrzcielnej. Trzy pytania, trzy zanurzenia. Po dziś dzień zwyczajową praktyką chrzcielną jest trzykrotne wylanie wody na głowę osoby chrzczonej w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Jednakże trójjedyny Bóg nie jest zbudowany z trzech osób i możemy to dostrzec po tym, że Credo od samego początku musi zakładać istnienie trzech osób boskich. Dlaczego to podkreślam? Przypomina nam to, że wiara chrześcijańska nigdy nie zaczyna się sama z siebie. Gdy przychodzimy do Boga, właściwie odpowiadamy na już istniejące Boże zaproszenie skierowane do nas. Nikt z nas tutaj i nikt spośród miliardów chrześcijan, nie nie doszedł do wiary chrześcijańskiej samemu. Każdy z nas, kto mówi “wierzę w Boga”, mówi tak jedynie dlatego, że Bóg – Ojciec, Syn i Duch Święty – najpierw przyszedł do nas.

+++

W słowach “począł się z Ducha Świętego, narodził się z Marii Panny” Skład Apostolski konfrontuje nas z twierdzeniem, że Jezus Chrystus jest zarówno Bogiem, jak człowiekiem. Wiekuisty Syn Boży stał się w konkretnym momencie ludzkich dziejów człowiekiem [zanurzonym] w tych naszych dziejach. Jezus Chrystus ma Boga za Ojca i Marię za matkę. Na tym polega wcielenie [inkarnacja], że Bóg Syn wziął na siebie, wkroczył w, “carnis”, ciało, ludzkie ciało, będąc zupełnie takim jak my we wszystkim, co odnosi się do naszego człowieczeństwa. I to nie jest abstrakcyjna doktryna czy nauczanie. Dowiedzieć się, że Jezus jest zarówno Bogiem, jak człowiekiem, to nie to samo, co dowiedzieć się, że woda jest zarówno wodorem, jak tlenem. Oznacza to raczej dowiedzieć się o wydarzniu w dziejach, o czymś unikatowym, bezprecedensowym i mającym kosmiczne konsekwencje. To, że Bóg stał się człowiekiem, jest najważniejszym wydarzeniem w historii człowieka a także w historii wszechświata. To klucz, który otwiera znaczenie dziejów, naszych własnych dziejów, klucz do znaczenia każdego życia ludzkiego.

Pozwólcie ująć mi to na trzy sposoby.

Po pierwsze w odniesieniu do Boga: wcielenie oznacza, że chociaż Bóg jest ogromną i niewysłowioną tajemnicą – niepoliczalną przyczyną istnienia wszechrzeczy, a nie bytem wśród innych bytów – może jednak zjednoczyć się z ludzkim ciałem. Rezultatem tego – wcielenia – nie jest hybryda, ponieważ hybryda powstaje, gdy połączy się dwa rodzaje stworzeń, które już istnieją, np. człowieka i kaczkę. Taka człowieczo-kacza hybryda nie jest oczywiście ani człowiekiem ani kaczką. Jednak Bogoczłowiek Jezus Chrystus nie jest hybrydą, ponieważ Bóg nie jest stworzeniem. Nie potrafimy sobie wyobrazić, jak Bóg mógł przyjąć ludzkie ciało, ale możemy dostrzec, że nie prowadzi to do sprzeczności, jaką stanowi hybryda. Innymi słowy, człowieczo-kacza hybryda nie może być jednocześnie w pełni człowiekiem w pełni kaczką. Jezus jednak, Bogoczłowiek, jest jednocześnie w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem.

Wcielenie stanowi klucz, który pozwala nam dotknąć Boga, aczkolwiek Bóg nie traci przy tym swej tajemniczości i nie staje się jedynie stworzeniem.

Po wtóre w odniesieniu do Marii: wcielanie oznacza, że urodziła jako dziewica. Chciałbym tutaj pokrótce stwierdzić, że jeżeli wciąż są ludzie, twierdzący że chrześcijaństwo powinno dorosnąć i przestać mówić o cudach, ponieważ jako nowocześni ludzie nauki “wiemy”, że cuda się nie zdarzają, powinni oni dostrzec skutki swoich wierzeń. Oczywiście możemy zaprzeczyć temu, że Jezus chodził po wodzie albo że Maria urodziła będąc dziewicą, ale nie uda się temu zaprzeczać, jednocześnie podtrzymując najwspanialszy cud ze wszystkich: że Bóg Syn stał się człowiekiem. Jeżeli Bóg może przyjąć ciało i rozpocząć prawdziwie ludzkie życie, jest już jedynie drobiazgiem przyjęcie narodzin z dziewicy i cudów Ewangelii.

Wcielenie stanowi klucz, który otwiera przed nami cuda Ewangelii, począwszy od dziewiczych narodzin Jezusa.

Po trzecie i najistotniejsze, w odniesieniu do nas: wcielenie oznacza, że mamy ponadnaturalne przeznaczenie. Stając się człowiekiem, Bóg pokazał nam, że jest Jego pragnieniem, aby istoty ludzkie stały się boskimi. Bóg nie chce, abyśmy na zawsze pozostali stworzeniami, dla których ich Stwórca pozostaje na wieki niepoznawalną tajemnicą. Celem naszego istnienia jest raczej zostanie przyjaciółmi Boga. Co robią przyjaciele? Rozmawiają. Komunikują się ze sobą. Kochają i są kochani. To dotyczy również nas i Boga. Jesteśmy po to, aby uczestniczyć w Jego wspólnocie, zamieszkać w Jego istnieniu, kochać i być przez niego zawsze kochanymi.

Wcielenie stanowi klucz, który uczy nas jak i czyni dla nas możliwym zostanie przyjaciółmi Boga.

To wszystko jest również zawarte w Wyznaniu Wiary od samego początku. Credo nie tylko zakłada Trójjedynego Boga jako rzeczywistość, która jest już zanim zaczynamy mówić, zakłada również Bożą intencją wydobycia nas ze zwykłej stworzoności ku boskości, abyśmy stali się równymi Bogu – nie jak niektóre policzalne i fałszywe bóstwa, które są jedynie tworami przebranymi za Boga, lecz jako prawdziwie boscy, mający udział w kochaniu i byciu kochanym na zawsze przez tego, który dla nas począł się z Ducha Świętego i narodził z Marii Panny.

(c)Ks. Victor Lee Austin, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Rozważanie szóste:
“Umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion”

W imię Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. Amen.

Jest to szóste kazanie w naszej serii o Składzie Apostolskim, który omawiamy zdanie po zdaniu. Apostolskie Wyznanie Wiary, składane przy Chrzcie Świętym w zachodnim chrześcijaństwie, występuje w modlitwie porannej i wieczornej (jutrznia i evensong) według Modlitewnika Powszechnego. Jak zauważyliście, Credo koncentruje się wokół trzech osób Trójcy Świętej, przyjmując postać trzech części. Pierwsza odnosi się do Ojca, druga i najdłuższa do Syna, a trzecia do Ducha Świętego.

Warto w szczególny sposób odnotować to, jak długa i jak szczegółowa jest część druga poświęcona Bogu Synowi. Ma ona przypomnieć wiernym najważniejsze fakty ze Wcielenia Syna, Jego życia na ziemi w ludzkim ciele – pielgrzymki miłości, prowadzącej do ogołocenia samego siebie, którą Pan podjął dla nas i dla naszego zbawienia. Każde z tych wydarzeń jest kamieniem milowym na drodze Chrystusowej misji ratowania życia.

W ubiegłym tygodniu o. Austin, mówiąc o poczęciu Syna za sprawą Ducha Świętego i Jego narodzinach z Marii Panny, ukazał osobistą tożsamość Chrystusa. Syn, Słowo Ojca, zrodzony w wieczności, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, przyjął naszą naturę w łonie Błogosławionej Dziewicy, z jej istoty, tak że w jednej osobie połączyły się dwie pełne i doskonałe Natury: boskość i człowieczeństwo, aby nigdy nie zostać rozłączone, przez co nasz Pan Jezus Chrystus jest doskonałym Bogiem i doskonałym Człowiekiem, podobnym do nas pod każdym względem z wyjątkiem grzechu.

Jednak to właśnie z powodu grzechu i jego skutków, a w szczególności śmierci, Bóg podjął swoją misję w Chrystusie. Tak więc w ubiegłym tygodniu zapoznaliśmy się z osobą Chrystusa, w tym tygodniu zaś zapoznajemy się z Jego dziełem. Po swoim chrzcie dokonanym przez Jana i swoim kuszeniu na pustyni przez diabła Jezus wędrował, nauczając i dokonując dzieła Królestwa Bożego. Wydaje się nieuniknione, że to nauczanie i dzieło doprowadzą Jezusa do śmiertelnego zderzenia z tym grzesznym i chorym światem.

To, że Skład Apostolski wspomina rzymskiego gubernatora, Poncjusza Piłata, nie tyle stanowi oskarżenie pod adresem jego osoby, co służy historycznemu datowaniu procesu, wyroku i egzekucji – ukrzyżowania Pana – co stanowiło przepisową karę dla wszystkich skazanych za naruszenie “rzymskiego pokoju” [pax romana]. Po próbach oskarżenia Jezusa o bluźnierstwo (czynienie się równym Bogu), złamanie Sabatu i o groźbę zburzenia (i odbudowania w trzy dni) Świątyni Jerozolimskiej, większości żydowskiej rady udało się przestraszyć Piłata perspektywą zamieszek, które miałby wywołać Jezus. Poniósłszy porażkę w swoich staraniach o uwolnienie Go, Piłat w końcu skazał Go na ukrzyżowanie, aby zachować (s-)pokój.

Ważne jest, aby zrozumieć, po której stronie spoczywa wina. Chociaż to prawda, że rada żydowska, której przewodzili arcykapłani, głosowała za potępieniem Jezusa, to jednak niektórzy członkowie tej samej rady byli odmiennego zdania i więcej niż kilku, jak się zdaje, stało się Jego uczniami i przyjęło chrzest. Jednocześnie jeden z dwunastu apostołów, Judasz Iskariot, wydał, a ich przywódca Piotr wyparł się Go, zaś większość innych uciekła w obliczu Jego aresztowania i procesu. Żydzi nie byli ani wówczas ani nigdy potem kolektywnie winni przelania krwi Chrystusowej, a sam Chrystus, o czym nie powinniśmy nigdy zapominać, pozostawał w takim stopniu, jak to tylko możliwe, Żydem. Przyszedł nie po to, aby zniszczyć, ale aby wypełnić starożytną wiarę. Antyżydowskie oszczerstwa są rzeczywiście jednym z ogromnych grzechów chrześcijaństwa. Jednak wbrew tym oszczerstwom zawsze było faktem, że Bóg przewidział śmierć Jezusa jako wynik grzechów całego świata: przeszłych, obecnych i przyszłych, i że grzesznicy w każdym czasie i na każdym miejscu, łącznie z pierwszymi uczniami i z nami samymi tu i teraz, są zamieszani w śmierć Jezusa. To fałszywe i tchórzliwe, aby za cierpienie i śmierć naszego Pana winić każdego oprócz siebie samego, osoby, którą widzimy w lustrze (bo twarz, którą widzimy w lustrze, jest jedną z twarzy otaczających krzyż, zamieszanym, w ten czy inny sposób, w Jego ukrzyżowanie).

Powinniśmy jednak zrozumieć, że bycie obwinionym prowadzi do Dobrej Nowiny. “Jego krew na nas i na dzieci nasze”, krzyczą tłumy do Piłata. “Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”, mówi na to Jezus na krzyżu. A w świetle zmartwychwstania wszyscy prosimy o to, aby Chrystusowa krew była zlana na nas i na nasze dzieci, abyśmy mogli być oczyszczeni ze wszystkich naszych grzechów, umierając z Chrystusem, aby być z nim wzbudzeni z martwych. Rzeczywiście, niech krew Pańska spłynie na nas, abyśmy mogli dostąpić zbawienia; Jego krew przelana za odpuszczenie grzechów.

Jezus Chrystus, umęczony pod Poncjuszem Piłatem, został ukrzyżowany. I umarł. I pogrzebano Go. Z punktu widzenia Jego zmartwychwstania, Kościół dostrzega, że śmierć Jezusa nie wynikała z tego, że miał pecha, ani z jakiegoś straszliwego nieporozumienia. Według słów św. Piotra miała ona swoje miejsce w definitywnym planie Boga i przedwiedzy, wynikającej z Jego miłości. Jezus przewidywał i przyjął ją. To właśnie dlatego dzień śmierci Chrystusa nazywa się w wielu językach “dobrym piątkiem”. Jest to moment Jezusowego zwycięstwa. Św. Jan Ewangelista nazywa Go momentem uwielbienia.

Bóg nie umarł, gdy skonał Jezus. Syn został zamordowany w swojej doskonałej ludzkiej naturze. Śmierć Syna nie mogła mieć miejsca w inny sposób aniżeli za sprawą przemocy. Jednakże, pomimo że grzesznicy nie są w stanie zabić Boga, to jednak przez zabójstwo Chrystusa ściągnęli na siebie winę, jak gdyby Go zabili. Powinniśmy zrozumieć ogrom tego, co wydarzyło się na krzyżu. On nie skorzystał ze sposobności, aby być na równi z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, stawszy się podobnym do ludzi aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Unia personalna tego, co boskie, wiekuistego Syna, Syna Boga, z Jego bezgrzeszną ludzką naturą rozciąga się aż po śmierć (dlatego można powiedzieć, że Bóg, Bóg Syn, podlegał śmierci, tak jak podlegał poczęciu z łona Dziewicy i narodzinom). To właśnie dlatego, jak zobaczymy, Chrystus był naszym zbawicielem, gdy Jego ciało spoczywało w grobie, zaś Jego duch zstąpił do piekieł. To również dlatego śmierć i grób nie były w stanie utrzymać Go w swojej niszczącej mocy.

Co osiągnął Chrystus przez swoją śmierć? Dwie rzeczy: 1) ofiarę za grzech oraz 2) przykład dobrego życia. Ofiara za grzech jest wielką tajemnicą. To Zadośćuczynienie, pojednanie z Bogiem przez wyprowadzenie nas z niewoli grzechu do wolności łaski. To dar, który jest Dobrą Nowiną Ewangelii, sygnowany i przypieczętowany przez Boga we wzbudzeniu Jezusa z martwych. Przykład dobrego życia polega na tym, że miłość, która składa samą siebie w darze, stanowi rzeczywiście drogę życia i drogę pokoju, naznaczoną radością i szczęściem, mającą autentyczne znaczenie i cel. Miłość zwycięża wszystko; i, powiedzmy to ponownie, jest to sygnowane, przypieczętowane i spełnione w Jezusowej ostatniej woli i testamencie (ogłoszonym z) Jego grobu, grobu, który trzeciego dnia okazał się pusty i otoczony aniołami.

W imię Boga Ojca, Boga Syna i Boga Ducha Świętego. Amen.

(c)Ks. Andrew C. Mead, Saint Thomas Church Fifth Avenue

Leave a Reply