Czy powstanie episkopalnej wspólnoty w Polsce
może być odpowiedzią na potrzeby polskich chrześcijan?

Każdy społeczność potrzebuje jakiegoś mitu. Naród żydowski ma swoją opowieść o eksodusie, Amerykanie wizję „one nation under God”. Polskim mitem jest bez wątpienia mit Polaka-katolika, przy czym pod określeniem „katolik” rozumie się wiernego Kościoła rzymskokatolickiego. Do mitów nie można i nie należy podchodzić przy użyciu metod krytyki historycznej, ponieważ ich prawda znajduje się na zupełnie innej płaszczyzie aniżeli płaszczyzna wydarzeń historycznych. Samo wykazanie, że początki dziejów Izraela przebiegały inaczej niż biblijny opis wyjścia z niewoli egipskiej nie zmienia w żaden sposób sensu ani nie umniejsza wartości biblijnej opowieści o eksodusie. Również wskazanie na fakt, iż słowa „under God” znalazły się w amerykańskiej przysiędze wierności fladze dopiero pięćdziesiąt lat temu i to dla zaspokojenia doraźnych celów politycznych, raczej nie umniejsza siły oddziaływania tego sformułowania na świadomość przeciętnego Amerykanina. Niekiedy jednak warto cokolwiek zrelatywizować wymowę mitów, wskazując na wyraźny rozdźwięk pomiędzy nimi a rzeczywistością historyczną. Przed chwilą usłyszeliśmy od Dana:

„To odzwierciedlało nie tylko pragnienie króla przeprowadzenia swojej woli w odniesieniu do rozwodu, ale również uwolnienia Anglii od papieskiej interwencji w jej sprawy”.

Tutaj nie tylko pewien głęboko zakorzeniony mit, który głosi, iż anglikanizm powstał z powodu rozwodu króla, zostaje skonfrontowany z rzeczywistością historyczną. Istotne jest również to, że to pragnienie uwolnienia od papieskiej interwencji obecne jest również w historii Polski. Chociaż nie żywimy iluzji, iż uda nam się „rozmontować” mity, chcielibyśmy przypomnieć kilka faktów. Spotykamy się w Krakowie, z którym związana jest wciąż jeszcze nie do końca zbadana historia tzw. obrządku słowiańskiego na obecnych ziemiach polskich. Nie chcemy wdawać się tutaj w specjalistyczne spory ani głosić, że Kraków był kiedyś „Trzecim Rzymem”. Ograniczymy się więc tylko do przytoczenia zdania o. prof. Jerzego Klingera, teologa prawosławnego, który w pisał:

„Pomijając sprawę, czy w dawnym Krakowie istniała odrębna słowiańska metropolia ślady kultu słowiańskiego i tradycji metodiańskiej wydają się niewątpliwe”.

W konsekwencji niewątpliwe wydaje się również twierdzenie, iż chrześcijaństwo dotarło na ziemie polskie po pierwsze wcześniej aniżeli w drugiej połowie dziesiątego wieku i w innej aniżeli łacińska formie, mianowicie w postaci odrębnego rytu słowiańskiego, po wtóre zaś dotarło tu ze Wschodu, który właśnie w tym momencie znajdował się w konflikcie z Rzymem zwanym w historii pod nie najszczęśliwszą nazwą „schizmy Focjusza”. Niektórzy historycy są zdania, że ta tradycja przygotowała grunt na przyjęcie sześćset lat później pochodzących z sąsiednich Czech idei husyckich. Pewne jest, że gdy w 1400 r. król Władysław Jagiełło reaktywował Akademię Krakowską, papież nie zgodził się na powstanie w jej ramach fakultetu teologicznego, ponieważ obawiał się głęboko zakorzenionych wśród krakowskich intelektualistów sympatii dla idei Kościoła narodowego. Ideę tę napotykamy chociażby w „Memoriale o uporządkowaniu Rzeczpospolitej” słynnego publicysty i doradcy królewskiego Jana Ostroroga, opublikowanym pół wieku zanim niejaki Marcin Luter ogłosił swoje 95 tez o odpustach, co uważane jest za początek Reformacji. Skoro zaś padło już słowo Reformacja, warto choć na moment przyjrzeć się początkom krakowskiej wspólnoty ewangelickiej, naszych gospodarzy w dniu dzisiejszym. Już w latach czterdziestych XVI w. w krakowskich kościołach głoszono reformacyjne kazania, zaś w 1552 r. w podkrakowskiej Woli Justowskiej odprawione zostało pierwsze ewangelickie nabożeństwo. Pięć lat później powołano pierwszego stałego duszpasterza krakowskich ewangelików, Grzegorza Pawła, który stanie się następnie znaną postacią polskiego arianizmu. Idea narodowego Kościoła przyświecała jednak nie tylko zwolennikom Reformacji. Jej rzecznikiem był również ówczesny prymas Polski, abp Jakub Uchański. Ten wybitny humanista pragnął połączenia wszystkich dążeń do zreformowania stosunków kościelnych – zarówno tych, które reprezentowali ewangelicy, jak i obecnych wśród zwolenników katolicyzmu. Zważywszy na fakt, że ówczesny władca Polski, król Zygmunt August, początkowo wydawał się zwolennikiem tej idei, można powiedzieć, iż naprawdę niewiele brakowało, aby niezależna od Rzymu „ecclesia anglicana” miała w Europie środkowej swoją odpowiedniczkę w postaci „ecclesiae poloniae”. Niestety, Zygmunt August nie odczuwał tak dojmującej potrzeby męskiego potomka jak Henryk VIII… Jednak sama idea przetrwała. Jej powrót obserwujemy w zupełnie innej sytuacji historycznej pod koniec XIX stulecia.

Dla tych wszystkich, którzy pamiętają widok bramy wejściowej stoczni gdańskiej, kolebki „Solidarności”, udekorowanej w latach 80. minionego stulecia m.in. portretem polskiego papieża i jego wsparcie dla dążeń wolnościowych w Polsce, jest to szczególnie trudne do wyobrażenia, ale w okresie trwających przez 123 lata zaborów Rzym nie był rzecznikiem polskiej niepodległości. Również lokalna wyższa hierarchia kościelna odnosiła się z dużym dystansem do dążeń niepodległościowych, co zresztą skądinąd z perspektywy czasu można uznać za wyraz politycznego realizmu i rozsądku. Wówczas jednak prowadziło to do stopniowego powiększania się przepaści pomiędzy społeczeństwem a instytucją kościelną, co wynikało zresztą nie tylko z różnic w podejściu do walki o niepodległość, lecz również z zaostrzających się stosunków społeczno-ekonomicznych. Kościół był jednym z największych właścicieli ziemskich, przez co w oczach niezamożnego chłopstwa często uchodził po prostu za jednego z wyzyskiwaczy. Również w miastach nie udawało mu się na szerszą skalę nawiązać kontaktu z rosnącymi masami robotników. Na tym właśnie tle społecznym należy uplasować wyłonienie się prawie jednocześnie dwóch różnych ruchów narodowo-katolickich, które znalazły swoje miejsce w szerokim nurcie starokatolicyzmu: Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego, powstałego wśród emigrantów w Ameryce, oraz ruchu, a następnie Kościoła, mariawitów na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. Zwłaszcza o mariawityzmie można i należałoby powiedzieć o wiele więcej; dla potrzeb tej prezentacji ograniczmy się jednak do stwierdzenia, że ten ruch odnowy religijno-społecznej można również uznać za istotny przejaw żywotności idei Kościoła lokalnego – narodowego.

Zakończyć ten ekskurs historyczny chcielibyśmy jednak przywołaniem postaci mało znanej, aczkolwiek bardzo blisko związanej z miejscem, w którym się znajdujemy. Chodzi o pastora Karola Grycza-Śmiłowskiego. Ten ewangelicki duchowny i kapelan wojskowy oddalił się w okresie międzywojennym od głównego nurtu polskiego protestantyzmu i wystąpił z ideą odnowienia tradycji Braci Polskich – arian. Głosił hasła chrześcijaństwa przepełnionego pierwiastkiem humanistycznym i postępowym. Ciekawym przykładem jego poglądów jest np. broszura poświęconą zagadnieniom ludzkiej seksualności, w której stara się je przedstawić w sposób maksymalnie otwarty i afirmujący. Podejmuje w niej również, wówczas znacznie bardziej przecież kontrowersyjną niż obecnie, kwestię homoseksualizmu. Chociaż jego refleksja na ten temat z perspektywy prawie stu lat zdecydowanie „trąca myszką”, trudno nie docenić, że autor naprawdę stara się podejść do niej tak pozytywnie, jak to tylko dla niego możliwe. W swojej wizji chrześcijaństwa Grycz nawiązujące do najlepszych tradycji polskiego humanizmu. Od razu zaznaczamy, że nie jest naszą intencją robienie z tej niezwykle interesującej postaci anglikanina. Poglądy teologiczne plasują Karola Grycza-Śmiłowskiego w innym nurcie chrześcijaństwa, niemniej sądzimy, że warto wspomnieć o jego pasji dla chrześcijańskiego humanizmu również w ramach tej prezentacji.

Jednak to oczywiście nie kontekst historyczny stanowi podstawowy przedmiot naszego zainteresowania. Za cel postawiliśmy sobie coś innego, mianowicie odpowiedź na pytanie, czy powstanie polskiej wspólnoty episkopalnej może stanowić odpowiedź na konkretne potrzeby chrześcijan w Polsce. Jaki cel może przyświecać dalszemu komplikowaniu mapy wyznaniowej Polski, która być może pod względem liczby występujących na niej wspólnot wciąż jeszcze nie dorównuje mapie wyznaniowej Stanów Zjednoczonych, ale przez ostatnie dwadzieścia lat bez wątpienia mocno się rozszerzyła? Zacznijmy może od podkreślenia czegoś, co jest dla nas bardzo istotne – nie chcemy uprawiać prozelityzmu. Nie jest naszym celem „podbieranie” członków istniejącym Kościołom. Anglikańska obecność na ziemiach polskich datuje się od XVII stulecia i przez cały ten czas cechowały anglikanów szacunek dla istniejących tu tradycji religijnych oraz dążenie do współpracy z lokalnymi wspólnotami kościelnymi. Jako przykład może posłużyć bliska współpraca misji anglikańskiej na ziemiach polskich z Kościołem ewangelicko-reformowanym w okresie międzywojennym. Na zdjęciach z ówczesnych synodów tego Kościoła widać duchownych w charakterystycznych anglikańskich „cassocks” i „scarves”, zaś Kościół ewangelicko-reformowany reprezentował interesy misji wobec władz polskich. Poprawnie układały się również stosunki z prawosławnymi. Źródła prawosławne z tamtego okresu pełne są skarg na prozelicką działalność wielu wspólnot protestanckich; co ciekawe jednak, nie ma wśród nich odniesień do działań anglikanów, ponieważ wystrzegali się oni uprawiania misji wśród wyznawców siostrzanych Kościołów chrześcijańskich. Tę tradycję chcielibyśmy w każdym razie kontynuować gdyby miało dojść do powstania polskiej wspólnoty episkopalnej. Szukamy przyjaciół, sprzymierzeńców i cieszymy się, że już teraz udało nam się ich znaleźć. Natomiast nie postrzegamy istniejących w Polsce Kościołów jako potencjalnego pola misyjnego.

Używając słownictwa zaczerpniętego z innej niż religijna sfery, polski episkopalianizm widzimy jako ofertę dla ludzi, którzy nie potrafią się odnaleźć w istniejących wspólnotach; w ramach istniejącego podziału na chrześcijaństwo katolickie i chrześcijaństwo protestanckie, zwłaszcza, że u podstaw tego podziału znajdują się i takie kwestie sporne, które w historii chrześcijaństwa w Polsce w zasadzie nigdy nie odegrały istotnej roli. Oczywiście nie chcemy Kościoła zamkniętego, który izolowałby się od reszty świata albo nastawiał do niej w sposób wrogi. W Polsce istnieją już ośrodki nazywające się chrześcijańskimi a jednocześnie propagujące nacjonalizm, szowinizm i ksenofobię. Nie ma chyba potrzeby zaznaczać, że nic nas z nimi nie łączy. Czujemy się częścią Kościoła powszechnego, który wykracza poza granice narodowe i kulturowe. Z drugiej strony jednak nie chcemy importu sporów i kontrowersji, które nijak mają się do miejscowego kontekstu. Gdy obserwujemy na przykład powstawanie wspólnot, które żywcem przenoszą do Polski kalwinizm w postaci, w jakiej rozkwitał on w siedemnastowiecznej Holandii a potem w Ameryce czy Afryce Południowej, nie licząc się z faktem, że irenicznie nastawieni polscy kalwiniści nigdy np. nie opowiedzieli się po stronie doktryny o podwójnej predestynacji, to, aczkolwiek nie podważamy niczyjego prawa do czerpania inspiracji z dowolnego źródła, jest to właśnie przykład takiego importu, jakiego byśmy nie chcieli.

W październiku ubiegłego roku odwiedziliśmy w Paryżu obecnego tutaj ks. biskupa Pierre’a Whalona, by przedstawić mu ideę dzisiejszego spotkania. Padły wówczas z jego ust słowa, które można uznać za rodzaj „mission statement” (cytujemy oczywiście z pamięci; ks. biskup Whalon będzie miał możliwość sprostowania, jeżeli nie rozpoznałby swoich własnych słów): „Jeżeli miałoby dojść do powstania w Polsce wspólnoty episkopalnej, to musiałaby to być wspólnota polskojęzyczna, wyrosła z lokalnego kontekstu”. Właśnie dlatego postrzegamy ten projekt jako uzupełnienie działalności warszawskiej kapelanii Kościoła Anglii, która jest nastawiona przede wszystkim na osoby anglojęzyczne.

Jedną z cech tego lokalnego kontekstu jest w naszym odbiorze istnienie coraz większej grupy ludzi, którzy z jednej strony nie znajdują miejsca dla siebie w Kościele rzymskokatolickim w Polsce, jednocześnie jednak nie są protestantami w takim sensie w jakim nadaje znaczenie temu słowu luteranizm, kalwinizm czy Kościoły ewangelikalny. Osoby te z różnych przyczyn nie potrafią niestety również znaleźć sobie miejsca w polskich Kościołach starokatolickich, np. dlatego, że zbyt mocno przypominają im one jednak rzymski katolicyzm, czy to pod względem duchowości i doktryny, czy też na przykład z powodu nikłego wpływu świeckich na życie kościelne. Są to ludzie, którym bliska jest wizja Kościoła nawiązującego do wielowiekowej tradycji lokalnej a jednocześnie otwartego na pytania i wyzwania współczesności; Kościoła, którego sercem jest liturgia, a przede wszystkim życie sakramentalne, i który, głosząc Ewangelię Jezusa Chrystusa, odważnie podejmuje trudne pytania moralne i społeczne. Kościoła, który chce być Kościołem dla wszystkich, niezależnie od płci, przekonań politycznych, statusu materialnego, orientacji seksualnej, i który to wyraża, tworząc konkretne możliwości dla służby i współkształtowania swego oblicza nie tylko przez biskupów i duchowieństwo, ale również przez osoby świeckie (tutaj warto przywołać eklezjologię chrzcielną, której poświęcił wiele miejsca w swojej prezentacji Dan). Uważamy, że zaadoptowany do lokalnego kontekstu zreformowany katolicyzm, jaki przejawia się w anglikanizmie, mógłby się staćich kościelnym domem.

Relatywizując w jakiś sposób narosłe przez wieki różnice pomiędzy katolicyzmem i protestantyzmem, nie chcemy z kolei popadać w nowszą kontrowersję – tę pomiędzy chrześcijaństwem „liberalnym” i „konserwatywnym” czy „ortodoksyjnym”. Tu znów wypada nawiązać do poprzedniej prezentacji, w której zostały przedstawione różne nurty anglikanizmu. Gdy dwa i pół roku temu powstawał blog „Don’t Shoot the Prophet”, stawialiśmy sobie za cel m.in. prostowanie opinii, według której Kościół episkopalny jest Kościołem liberalnym. Oczywiście, to jest również Kościół biskupa Sponga czy niektórych członków słynnego „Jesus Seminar”, będących sztandarowymi postaciami tego nurtu chrześcijaństwa. I to dobrze, że tak właśnie jest, jednakże ponad wszystko jest to Kościół szeroki, obejmujący mnogość typów duchowości i wizji teologicznych. W jednej z książek Alana Jonesa, byłego deana episkopalnej Grace Cathedral w San Francisco, którego wizję często prezentujemy na naszym blogu, znaleźliśmy deklarację świetnie oddającą również nasze podejście: „Nie potrafię utożsamić się ani z liberałami ani z konserwatystami”. Wielokrotnie próbowano nam przykleić etykietkę liberałów, bo opowiadamy się za ordynacją kobiet czy za otwartością Kościoła wobec osób LGBT. Prawdopodobnie wypada niestety zaakceptować fakt, że te właśnie sprawy stały się w ostatnich czasach papierkami lakmusowymi przynależności do nurtu liberalnego w chrześcijaństwie. Cóż jednak począć z cechującą nas również potrzebą budowania na bazie tradycji Kościoła niepodzielonego pierwszych stuleci, mierzenia się z treściami zawartymi w starożytnych wyznaniach wiary, z umiłowaniem wiekowych tradycji liturgicznych? To już raczej trudno uznać za przejawy liberalizmu. Istotniejsze jest jednak to, że na podstawie reakcji, które do nas docierają, dochodzimy do wniosku, iż nie jesteśmy jedynymi Polakami, którzy starają się łączyć to, co stare z tym, co nowe i wytrzymać napięcie, które w ten sposób powstaje. Wbrew komentarzom, które pojawiły się w reakcji na zapowiedz dzisiejszego spotkania, nie dążymy do powstania ani jeszcze jednej „wspólnoty liberalnej” ani „Kościoła homosiów”. Pragnęlibyśmy społeczności, której charakter najlepiej określa angielskie słowo „comprehensive” – szerokiej i bogatej w różne treści i formy.

Dzisiejsze spotkanie ma być w założeniu spotkaniem z anglikanizmem, tzn. nie tylko okazją do wysłuchania kilku opowieści o nim, ale przede wszystkim do znalezienia się w samym sercu tej tradycji, jakie stanowi wspólnie przeżywana Eucharystia. Przy tej okazji chcielibyśmy raz jeszcze podziękować ks. biskupowi Whalonowi za gotowość przyjazdu i poprowadzenia liturgii eucharystycznej a ks. proboszczowi Romanowi Prackiemu oraz radzie parafialnej za udostępnienie kościoła. Cieszy nas też bardzo obecność ks. prof. Konrada M.P. Rudnickiego, który również weźmie udział w dzisiejszym nabożeństwie. Dzięki temu mamy okazję nie tylko coś opowiedzieć, ale możemy również razem spróbować jak to jest być anglikaninem/episkopalianinem. To ostatnie niemożliwe bez kontekstu liturgicznego, chociaż oczywiście nie ogranicza się tylko do liturgii. Nieodłączną częścią dzisiejszego programu jest również czas na dzielenie się przemyśleniami, pomysłami i ideami, który zaplanowaliśmy po przerwie na posiłek. Będzie to również czas na stawianie pytań, na które, w miarę możliwości, będziemy się wszyscy starali odpowiedzieć. Już teraz jednak chcielibyśmy wykorzystać czas, który sami sobie przyznaliśmy, na zadanie pytań, które nurtują nas, jako pomysłodawców spotkania. To oczywiste, że uczestnictwo w tym dniu nie jest równoznaczne ani z poparciem dla idei powstania wspólnoty episkopalnej w Polsce ani tym bardziej z przystąpieniem do niej. Jednakże nigdy nie ukrywaliśmy, że naszą intencją jest również zbadanie takiej możliwości. Dlatego chcielibyśmy dowiedzieć się, czy podzielają państwo naszą intuicję, iż mogłaby ona odpowiedzieć na realnie istniejące potrzeby polskich chrześcijan. A także, czy bylibyście gotowi zaangażować się w jej powstanie i wspierać jej działanie? Nie oczekujemy w tej chwili żadnych wiążących deklaracji. Gdyby jednak byli państwo gotowi rozważyć te pytania cel dzisiejszego spotkania można by było uznać za osiągnięty.

3 Responses to Czy powstanie episkopalnej wspólnoty w Polsce
może być odpowiedzią na potrzeby polskich chrześcijan?

  1. MICHAŁ HAZY says:

    WITAM!
    JESTEM STUDENTEM TEOLOGII STAROKATOLICKIEJ.INTERESUJE MNIE TO NA JAKICH WARUNKACH
    MOŻNE ŻONATY ZOSTAĆ KSIĘDZEM W KOŚCIELE EPISKOPALNYM?A CZY W WASZYCH KOŚCIOŁACH,
    WYŚIĘCA SIĘ NA DIAKONÓW,KAPŁĄNÓW,BISKUPÓW,KOBIETY GEJÓW I LEZBIJKI?

    MICHAŁ HAZY
    PS.GDZIE ODBYWAJĄ STUDIA W POLSCE,KANDYDACI NA DUCHOWNYCH?

  2. admin says:

    Panie Michale, warunki dla zostania duchownym w Kosciele episkopalnym sa dla osob zonatych/zameznych sa takie same jak dla osob stanu wolnego. Rowniez orientacja seksualna nie stanowi okolicznosci w istotny sposob wplywajacej na procedury powolaniowe. Jesli chodzi ich przebieg oraz warunki, szczegolowe informacje znajdzie Pan tutaj http://www.tec-europe.org/Documents/Forms/handbook/VI_Guidelines_Ordination_COMB_Feb2011.pdf (w jezyku angielskim).

    Poniewaz Polska Wspolnota Episkopalna znajduje sie jeszcze w powijakach, dotychczas nie bylo potrzeby organizowania studiow w Polsce. Byc moze z czasem taka potrzeba sie pojawi. Osoba, ktora juz studiuje teologie (podobnie jak kazda inna), moze zawsze podjac kontakt z biskupem Pierrem Whalonem w Paryzu, ktory z checia posluzy dalszymi wskazowkami dotyczacymi rozwoju powolania, jego sprawdzenia etc. Mozna do tego wykorzystac rowniez najblizszy pobyt biskupa w Polsce: na rekolekcjach w dn. 22-24 marca w Pulawach. Zapraszamy serdecznie http://episkopalianie.pl/?p=780 :)

  3. Pingback: Program rekolekcji „Poszerzyć horyzonty” w dn. 6-8 września w Puławach

Leave a Reply