Apel urodzinowy

Rocznica

Dziś mija rok od założenia Don’t shoot the prophet. Rok: 365 dni i ponad 250 postów. Dobry moment, by spojrzeć wstecz, powspominać odrobinę, zadać sobie kilka pytań? Być może. Z drugiej strony jednak, gdy ponownie czytamy nasz pierwszy wpis oraz to, co napisaliśmy pół roku temu, dochodzimy do wniosku, że mamy właściwie niewiele nowego do powiedzenia. Wyraziliśmy w tych tekstach, o co nam chodzi, jakie cele sobie stawiamy i może, miast po raz kolejny pisać mniej więcej to samo, wystawiając samym sobie czy to cenzurkę czy laurkę, warto dziś zwrócić się do Was z pytaniem, co powoduje, że nas odwiedzacie, czytacie to, co sami piszemy lub wynajdujemy w sieci, reprodukujemy i tłumaczymy na język polski. Nam prowadzenie bloga sprawia ogromna frajdę, ale ciekawi nas jednocześnie czy Waszym zdaniem spełniamy cel, który sobie wyznaczyliśmy: rok i pół roku temu. A może są jeszcze jakieś inne przyczyny, których się nawet nie domyślamy, dla których zaglądacie tu i powracacie z mniejsza lub większą regularnością? Jeśli macie ochotę, napiszcie o tym: jako komentarz pod tym postem, albo – jeśli nie chcecie od razu upubliczniać swoich słów – skorzystajcie z maila dstp.blog@gmail.com.

Patrząc w przyszłość

My natomiast chcielibyśmy dzisiaj nie tyle zająć się przeszłością, co spojrzeć w przyszłość. Nie, żaden z nas nie posiada szklanej kuli (może szkoda, a może tak jednak lepiej…), zaś bycie prorokiem (czego zresztą sobie nie przypisujemy) polega dla nas też na czymś innym, aniżeli przepowiadanie przyszłości. Chodzi nam o przyszłość, która zarysowuje się już teraz – przynajmniej w formie pytania.

Naszym celem nigdy nie było – i w zasadzie nadal nie jest – rekrutowanie nowych członków Kościoła Episkopalnego. A jednak, i w gruncie rzeczy nie ma w tym nic dziwnego, regularnie docierają do nas pytania i apele na ten temat. Czasami czujemy się naprawdę dziwnie i nieprzyjemnie: tak jakbyśmy pokazywali Wam coś przez szybkę, jednocześnie dodając, że nie możecie tego tak naprawdę spróbować. Sami zresztą też tego nie próbujemy, bo nie jesteśmy – przynajmniej w sensie formalnym – episkopalianami. Niemniej do tej pory wszystkich, którzy zadawali nam pytanie, o to, do jakiej wspólnoty kościelnej powinni się udać, odsyłaliśmy do Kościołów działających na terenie Polski. Zresztą z łatwością można się zorientować do jakich tradycji chrześcijańskich podchodzimy z sympatia, jakie w pewnym sensie promujemy.

A jednak pytanie o anglikanizm, w tej chwili w sensie organizacyjnym reprezentowany w Polsce jedynie przez kongregacje warszawska, działająca pod jurysdykcja biskupa Gibraltaru w Europie (Kościół Anglii), z oczywistych względów nie daje nam spokoju.

W wyniku pewnego splotu okoliczności, zdecydowaliśmy się napisać w tej sprawie coś w rodzaju memorandum, które przedstawiliśmy ks. Pierre’owi Whalonowi, biskupowi Konwokacji Kościołów Episkopalnych w Europie. Odpowiedz, która zaskakująco szybko od niego otrzymaliśmy, dostarczyła nam ostatecznego impulsu do tego, by w końcu postawić pytanie, które – czasami pośrednio, czasami zupełnie wprost – było nam zadawane już wielokrotnie:

Czy możliwe jest powstanie episkopalnej parafii w Polsce?

Może na początek kilka słów o samej Konwokacji. Na jej stronie internetowej czytamy m.in.:

Kościołowi Episkopalnemu zależało na wyjściu na przeciw duchowym potrzebom swoich członków, którzy przeprowadzili się do Europy w XIX w.

Niewielką liczbę kongregacji założono w dużych miastach Europy zachodniej, podczas gdy gdzieindziej episkopalianie byli przyjmowani i stawali się oddanymi członkami wielu  placówek Kościoła Anglii.

Początkowo biskupi ze Stanów Zjednoczonych gościnnie sprawowali nadzór episkopalny nad amerykańskimi kongregacjami w Europie. Następnie znajdujących się w stanie spoczynku biskupów wyznaczano do tej funkcji na dwa lub trzy lata, w czasie których spędzali oni w Europie po kilka miesięcy. W 1993 r. uległo to zmianie i po raz pierwszy powołano nie będącego w stanie spoczynku, rezydującego biskupa Jeffery’iego Rowthorna. Potem zaś, w 2001 r., Konwokacja wybrała swojego własnego biskupa, ks. Pierre’a W. Whalona.

(…)

Dzisiaj Konwokacja jest wielonarodową, mieszaną pod względem rasowym, językowym, wielokulturową wspólnotą w Unii Europejskiej – lustrzanym odbiciem wielonarodowego, mieszanego pod względem rasowym, językowym, wielonarodowego Kościoła Episkopalnego w Stanach Zjednoczonych.

(…)

Kongregacje należące do Konwokacji różnią się wielkością, mając mniej niż 100 członków w kongregacjach misyjnych do ponad 1000 w parafii katedralnej w Paryżu. Konwokacja liczy w sumie ponad 4000 aktywnych parafian.

I, jak pisze ks. bp. Whalon: … rośniemy!

Bishop-Pierre-Whalon-and-Pope-John-Paul-II

Ks. biskup Pierre Whalon i Jan Paweł II

To, rzecz jasna, bardzo radosna wiadomość. Jak ma się ona jednak do sytuacji episkopalian/sympatyków episkopalianizmu w Polsce? Bp Pierre deklaruje: Jestem bardzo zainteresowany rozwojem w kierunku Europy Wschodniej. W istocie, niedawno udzieliłem episkopalnego wsparcia kościołowi domowemu w Kazachstanie. Oczywiście, należy się liczyć z tym, że Kościół Episkopalny, nie działa w eklezjalnej próżni. Konwokacja zawarła konkordat z Diecezją Gibraltaru w Europie, ale, jak podkreśla Biskup, to nie uniemożliwia tworzenia kongregacji gdziekolwiek w Europie, chyba że wchodziłyby one sobie na głowę. Poza tym na terenie Polski działa Kościół Polskokatolicki, należący do Unii Utrechckiej Kościołów starokatolickich, które znajdują się w ‘pełnej komunii’ z Kościołami anglikańskimi. Jedna z zasad, którym te siostrzane Kościoły starają się hołdować (zresztą, jak dotąd, raczej bez większych sukcesów), jest zasada ‘niepokrywania się biskupich jurysdykcji’. Ale, uspokaja nas biskup Pierre, te zagadnienia eklezjalne to raczej mój problem niż wasz.

Na początek są to bez wątpienia nader pozytywne sygnały i szczerze się cieszymy, że możemy je przekazać dalej. Jednak nie dostarczają one jeszcze odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy w Polsce potrzebna jest jeszcze jedna parafia anglikańska, tym razem działająca pod auspicjami Kościoła Episkopalnego? Dlaczego Polacy mieliby wybierać anglikanizm, i to, konkretnie, w jego episkopalnej postaci? Jedno jest pewne: od rożnych osób słyszymy regularnie deklaracje, iż, gdyby mieli taka możliwość, przystąpiliby do Kościoła anglikańskiego. Kongregacja w Warszawie nie dla każdego z nich taka możliwość stanowi, już choćby ze względu na odległości. Trudno przecież wymagać od mieszkańca Pomorza, Mazur, Dolnego Śląska czy dalekiej Małopolski, by z dużą częstotliwością uczestniczył w życiu liturgicznym wspólnoty z siedziba w stolicy. Czego by o polskiej sytuacji nie mówić, parafie anglikańskie jeszcze długo nie będą sobie tutaj terytorialnie ‘wchodzić na głowę’. Czy w tej sytuacji bardziej logiczny nie byłby jednak raczej ‘church planting’ z warszawska kongregacja w roli bazy? Tu dotykamy drugiej części zadanego już pytania: jeśli anglikanizm, to dlaczego w jego episkopalnej postaci? W jakimś sensie odpowiadamy, oczywiście, na to pytanie, całym naszym blogiem. Piszemy o tym, co nas pociąga w Kościele Episkopalnym: jego otwartość, jego inkluzywność. W praktyce jednak niesie to za sobą pewne problemy, o których, jak sadzimy, trzeba otwarcie mówić. W naszym ‘memorandum’, które przesłaliśmy biskupowi Whalonowi, pisaliśmy np. o tym, że, pomimo tego, iż przykładamy ogromna wagę do kwestii równego traktowania w Kościele osób o orientacji LGBT, jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami tworzenia wspólnot, które przyciągają nieomal jedynie ludzi tych orientacji, i w rezultacie staja się właściwie – jeśli nawet nie w założeniu, to jednak w praktyce – ‘klubami gejowskimi pod kościelną flagą’. Niedawno poprosiliśmy zresztą kogoś, kto przewodzi wspólnocie, która w naszym przekonaniu przybrała niestety taki charakter, o usuniecie  jego strony linku do naszego bloga. Biskup Pierre podziela nasze stanowisko w tej sprawie: tak jak i wy, jesteśmy otwarci na osoby homoseksualne, ale również nie jestem zainteresowany tym, co nazwaliście „klubem gejowskim”. Osobiście mamy nadzieję, że takim postawieniem sprawy nikogo nie urażamy, ale naszym zdaniem również osoby LGBT powinny mieć świadomość, że Kościół to nie miejsce na tworzenie monokultur i gett. Oczywiście nie chodzi o to, by za wszelką cenę dążyć do zachowania takich samych proporcji między osobami o rożnych orientacjach jak te, które istnieją w społeczeństwie jako całości. Jest rzeczą zrozumiała, że Kościół, który głosi inkluzywność, będzie przyciągał ludzi, dla których brak tejże inkluzywności w innych wspólnotach kościelnych jest osobistym problemem, a więc również osoby LGBT. W naszym przekonaniu jednak, gdyby miało dojść do powstania pierwszej w Polsce episkopalnej kongregacji, należy dołożyć starań, by była to kongregacja rzeczywiście zróżnicowana, również pod względem orientacji seksualnej.

To, czego potrzebujemy (…) to długoterminowa decyzja 20 lub więcej osób, chcących modlić się w, pracować na rzecz i wspierać finansowo taki Kościół. Nasze fundusze są ograniczone (…). Ten fragment listu bp. Whalona wywołuje w nas kilka rożnych refleksji. Podstawowe pytanie brzmi oczywiście: czy znajdzie się te 20 osób? Gdyby każdy, kto do tej pory podjął z nami kontakt i pisał o swoim ‘commitment’ do anglikanizmu, podjął to wyzwanie, ta liczba zostałaby niemal osiągnięta, ale jest rzeczą oczywistą, że pomiędzy napisaniem jednego czy drugiego maila a poświeceniem się realizacji takiego projektu istnieje ogromna różnica. Zwłaszcza, że ze slow Biskupa wyłania się pewien obraz tego czym jest Kościół i obraz ten, ujmując rzecz eufemistycznie, nie do końca koresponduje z obrazem Kościoła-instytucji, który ma przed oczami większość Polaków. Wspólnota episkopalna musiałaby być rzeczywiście NASZĄ wspólnota, za którą czulibyśmy się w pełni odpowiedzialni, którą bylibyśmy gotowi we wszystkich aspektach unosić na naszych barkach. To byłoby praco- i czasochłonne, a ponadto pochłaniałoby konkretne środki finansowe, które w dużym stopniu musieliby dostarczać członkowie. Zarazem zaś byłaby to wspólnota operująca pod jurysdykcja biskupa i w zgodzie z ‘constitutions and canons’ Kościoła Episkopalnego, a więc nie ‘własne poletko’ jej członków.

Na zakończenie, wypada więc zadać pytanie, skierowane wprost do każdego, kto czyta te słowa i czuje się w jakikolwiek sposób ich adresatem: czy byłbyś/byłabyś gotów/gotowa podjąć się tego trudu, czy widzisz w tym sens, czy chcesz się temu poświęcić?

Prezent

Jubilaci mogą niekiedy wyrazić życzenie, co chcieliby dostać na urodziny. Z okazji pierwszych urodzin ‘Don’t shoot the prophet’ życzylibyśmy sobie dużej ilości merytorycznych reakcji na ten post. Obiecujemy, że przekażemy je ks. biskupowi Whalonowi. Losy tego, może odrobinę zwariowanego, pomysłu, jakim jest powstanie w Polsce episkopalnej kongregacji, oczywiście bezpośrednio zależą od tych reakcji. Jednocześnie zastosowanie znajdują tutaj jednak słowa innego anglikańskiego biskupa, wypowiedziane kiedyś przy nieco innej okazji: ‘If it is God’s will, it will happen’ (jeżeli taka jest wola Boża, tak się stanie). O tym w każdym razie jesteśmy przekonani…

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to Apel urodzinowy

  1. Seamus says:

    Jeden post, a tyle radości…Przede wszystkim najlepsze życzenia urodzinowe dla Autorów bloga i wielkie, wielkie podziękowania z mojej strony za to, co robicie i za to, jak to robicie. Nigdy Wam nie daruję jeśli zamkniecie tego bloga:)
    Przeczytałem z uwagą i ogromnym zainteresowaniem to, co napisaliście i jak tylko wygrzebię się z szaleństwa pracy (co trwa już tydzień i, jak sądzę, dziś się skończy), postaram się ustosunkować do Waszego pomysłu w dłuższej formie, a także skonkretyzować w jaki sposób mógłbym się zaangażować w jego realizację.
    Tymczasem jeszcze raz wszystkiego najlepszego i dzięki za posta, który znacznie poprawił mi dziś humor.

  2. Matthias says:

    Sto lat na najbliższe lata. Odpowiadając na post, to chcę powiedzieć, że chcialbym, jako kaplan, poswięcic sie pracy w Kosciele Episkopalnym. Mam odpowiednie przygotowanie teologiczne i sakramentalne. Z uwagą czekam na rozwój sytuacji.

  3. Seamus says:

    Zacznę może od postawionego na wstępie pytania o powody regularnego zaglądania na “Proroka”. Rozmyślałem nad tym trochę i doszedłem do wniosku, że powodów jest tak wiele, że bez sensu wymieniać je wszystkie. Jak słusznie zauważyli Autorzy – nie czas na laurki (a na tym by się skończyło). Powiem zatem tylko o jednym z powodów.
    Wasz blog jest dla mnie oknem do takiego chrześcijaństwa, jakim chciałbym by było. Bliskim mojemu pojmowaniu tego, czym jest wiara i Kościół. Na pewnym etapie mojego życia okazało się po prostu, że ta wizja konkretyzuje się dla mnie w anglikanizmie.
    Piszecie na swoim blogu o konkretnych wspólnotach, konkretnych ludziach, problemach. Ale przecież pod tym wszystkim, ukryte jest jakieś piękne marzenie o Kościele – Kościele nie wykluczającym nikogo, godzącym tradycję ze współczesnością, otwartym na świat i znaki naszych czasów. Moja przygoda z “Prorokiem” zaczęła się od zwykłego zainteresowania, a skończyła tym, że Wasze marzenie stało się także moim własnym.

    Przejdę teraz do sprawy powołania parafii episkopalnej. Przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to niezmiernie. Dlaczego? Dlatego, że po rozmowach na blogu, “badaniach własnych” i rozeznaniu sytuacji eklezjalnej na naszym polskim, małym poletku, w zasadzie porzuciłem nadzieję na to, że w Polsce jest szansa dla anglikanizmu. Ten post nauczył mnie jednak, że jestem człowiekiem małej wiary. Pradusz już kiedyś postawił interesujące pytanie, czy w Polsce znajdziemy grunt dla anglikańskiej/episkopalnej interpretacji chrześcijaństwa. Podzielając tę wątpliwość (i rozumiejąc z czego wynika), chciałbym powiedzieć, że na to pytanie nie da się w zasadzie odpowiedzieć. Ba, nie należy wręcz starać się na nie odpowiedzieć. Dlaczego tak uważam?

    Sądzę, że odpowiedź na to pytanie tak naprawdę możliwa jest dopiero post factum. Tzn. musi pojawić się alternatywna możliwość przeżywania swojej wiary w duchu anglikańskim, aby stwierdzić czy “zagra” ona w ludzkich duszach w Polsce. Istniejąca dotychczas w Warszawie parafia jest znana wąskiemu gronu zainteresowanych. Jak pokazały moje własne doświadczenia Polacy w ogóle nie mają świadomości jej istnienia, a tym samym nie mogą realnie zetknąć się z anglikanizmem. Powiedzmy sobie także szczerze – ta wspólnota nakierowana jest głównie na niewielką grupę anglikanów-cudzoziemców. Brak jej ducha misyjnego rozumianego tutaj przeze mnie jako realne zaproszenie ludzi z zewnątrz do zetknięcia się z Chrystusem w anglikanizmie. Pisząc to, nie chcę deprecjonować jej istnienia i działalności. Dobrze że działa i zapewne jest potrzebna wielu ludziom. Mam na myśli jedynie to, że jej specyfika nie pozwala, aby na tej podstawie wyciągać wnioski nt. zainteresowania anglikanizmem w Polsce. Najpierw musi pojawić się realne zaproszenie skierowane do wszystkich Polaków (i nie tylko do nich, rzecz jasna), aby można było sobie na to pytanie odpowiedzieć.
    Kolejną nurtujący mnie wątek rozpocznę parafrazą jedej z “Opowieści chasydów” Martina Bubera. Pewien stary rabin mówi tam, że kiedy zapragnął być rabinem, chciał nawrócić cały świat. Kiedy już nim został, zobaczył, że to niemożliwe i stwierdził, że nawróci jedynie swoje miasteczko. Kiedy i to się nie udało, uznał, że spróbuje chociaż nawrócić siebie. Na starośc zobaczył jednak, że i to mu się nie udaje. Przywołuję tę anegdotę nie bez przyczyny. Uważam, że nie powinniśmy zaczynać od innych i szukać odpowiedzi na to, czy jest grunt, czy to znajdzie odzew etc. Najważniejsze jest przede wszystkim zadać sobie pytanie czy MY chcemy wziąć w tym udział.
    Pół biedy, gdybyśmy zakładali partię polityczną. Zrobiło by się sondaż,badania rynku i byłaby odpowiedź. Ale tutaj mówimy o żywej potrzebie przeżywania swojej wiary w pewnym duchu przez grupę realnych ludzi. Dlatego jestem tutaj zwolennikiem podejścia biblijnego Gamaliela. Jeśli Bóg będzie chciał, to się uda. Pisząc to w żaden sposób nie chcę krytykować zadanego pytania. Doskonale rozumiem dobrą intencję z jaką zostało zadane. Staram się jedynie po swojemu na nie odpowiedzieć.
    Podzielam całkowicie zdanie nt. klubów gejowskich po kościelną flagą. To nie moja wizja i nie mój Kościół. Otwartość na LGBT nie może oznaczać izolacji. Nawiasem (i żartem) mówiąc, jako osoba heteroseksualna nie pasowałbym do takiej kongregacji.
    Uważam ponadto, że proces powstawania takiej kongregacji powinien być od początku prowadzony przy wsparciu odpowiedniego jurysdykcyjnie biskupa i w braterskiej współpracy zarówno ze starokatolikami, jak i z istniejącą już parafią anglikańską. Niektórzy z nas znają przecież przykłady takiego “zaczynania od końca”, a także efekty takiego postępowania. Pisał o tym onegdaj Pradusz w jednym ze swoich postów.

    Przechodząc do ostatniego wątku – mojego własnego zaangażowania – chciałbym powiedzieć, że z całego serca chciałbym zaangażować się w tę inicjatywę. Jestem gotów poświęcić temu czas, energię i (w miarę skromnych możliwości) wspierać finansowo naszą wspólnotę. Uważam, że dobrze byłoby doprowadzić w przyszłości do spotkania osób chcących zaangażować się w tę inicjatywę, aby rozeznać co każdy z nas mógłby wnieść w powstawanie kongregacji.
    Kończąc ten długi post, chciałbym skierować pytanie do Autorów bloga. Jak wygląda “rozmieszczenie” sympatyków anglikanizmu/episkopalianizmu w Polsce? Z grubsza, rzecz jasna. Pytam, bo w Waszych rękach, siłą rzeczy, zbiegają się te wszystkie nitki. Jak przypuszczam, będzie to miało wpływ na miejsce działania potencjalnej kongregacji.
    Pozdrawiam wszystkich!

    • Seamus says:

      Uzupełnię tylko wpis o informację, że od pewnego czasu mieszkam w Warszawie i póki co nie zapowiada się, żeby uległo to zmianie.

  4. admin says:

    Seamusie, dziekujemy za te wyczerpujaca reakcje. Oby takich wiecej! Postanowilismy na razie nie odnosic sie do wypowiedzi czytelnikow, by pozostawic im jak najwiecej ´pola do popisu´, wiec tylko krociutko w odniesieniu do Twego pytania o ´geografie polskiego anglikanizmu´ (by nazwac to tak szumnym mianem). Otoz my rowniez nie dysponujemy bardzo scislymi danymi. Nie kazdy bowiem, kto podejmuje z nami kontakt, od razu podaje skad jest, a my do tej pory nie zadawalismy takich niedyskretnych pytan, bo… w gruncie rzeczy nie bylo powodu. Byloby dobrze, gdyby reagujacy na nasz ‘apel urodzinowy’ byli pod tym wzgledem bardziej otwarci. Wiemy jednak, ze sa ludzie zainteresowani anglikanizmem, ktorym udalo sie nas znalezc, w Krakowie, Wroclawiu, Czestochowie, Lodzi i Warszawie. Poza tym jest rowniez kilka osob, ktore w obecnym momencie znajduja sie poza Polska.

  5. Matthias says:

    Postanowiłem trochę szerzej zareagować na post, „apel urodzinowy”, gdzie stawiacie tezę o możliwości powstania episkopalnej wspólnoty, parafii w Polsce.
    Napiszę wprost, od jakiegoś czasu jestem, tak jak Pradusz i Luokas, wielkim fanem anglikanizmu, a może lepiej, anglikańskiej drogi do Jezusa. Kiedy odkryłem Wasz blog, a było to po przeczytaniu wywiadu z ks. prof. Konradem Rudnickim, od razu zacząłem w mojej głowie marzyć, kurcze, fajnie by było mieć taką parafię w Polsce… Jak widzę z lektury komentarzy, nie jest to tylko moje marzenie.

    Cieszę się, że ks. bp Pierre Whalon jest zainteresowany rozszerzeniem tej struktury eklezjalnej na Europę środkowo wschodnią. Ja znam czeski i słowacki, więc już teraz deklaruję chęć przetłumaczenia ksiąg liturgicznych, czy innych, potrzebnych ksiąg oraz dokumentów kościelnych, na te języki.
    Chcę się także odnieść do faktu zakładania klubów gejowskich, pod parawanem takiej, czy innej struktury kościelnej. Uważam, że jeżeli Kościół Episkopalny ma być Kościołem Chrystusa, to takim miarodajnym czynnikiem jest tutaj nakaz Chrystusa z ostatniego rozdziału Mateusza. Idźcie i nauczajcie WSZYSTKIE narody, co można homiletycznie zaktualizować, mówiąc, idźcie i nauczajcie WSZYSTKICH LUDZI. Tych dyskryminowanych gdzie indziej i tych, którzy z czystej sympatii, bądź z innych powodów będą chcieli słuchać i przyjmować od was Ewangelię i Chleb Życia. Moje zdanie jest takie, jeżeli Kościół będzie się konsekwentnie trzymał tego Chrystusowego nakazu, będzie równomiernie proponował wszystkim osobom swoją drogę, to wydaje mi się, że nie ma się czego obawiać. Tu myślę, jest jeszcze inna kwestia, mianowicie, co innego jest być posądzanym o taki, czy inny klub, o takie, czy inne sympatie, a co innego jest być WEWNĘTRZNIE WOLNYM od takich działań, to znaczy – mieć w tej materii czyste sumienie. To znaczy, ludzie mogą przyczepiać różne łatki – widać to w naszej kochanej Polsce, a szczególnie na Podkarpaciu, gdzie mieszkam – ale jeżeli my pozostajemy w czystym sumieniu, to możemy być spokojni, żadne ludzkie gadanie nikomu nie zaszkodzi, bo wtedy z nim jest PAN. Głęboko w to wierzę…

    W każdym razie deklaruję swoją pomoc duszpasterską i moje kapłańskie doświadczenie.

Leave a Reply