Czym jest anglikanizm?

Czego szukacie, odwiedzając naszego bloga? Wielu szuka informacji o anglikanizmie i następnie zostaje u nas… przez 10 sekund. To oczywiście może oznaczać, że po prostu nie da się nas czytać, albo że szukacie informacji, których tu nie ma. A może czasami pobieżnie tylko patrzycie na tytuły, nie zauważając najważniejszego, tj. tagu Anglikanizm, pod którym znajdują się, co prawda nie uporządkowane systematycznie, posty na ten temat. Oczywiście bolejemy nad tym, ale z drugiej strony rozumiemy również,  że niektórym zdarza się wpadać tylko na moment w poszukiwaniu konkretnych i podanych w maksymalnie kompaktowy sposób informacji. Postanowiliśmy wyjść temu jakoś naprzeciw. Niedawno natknęliśmy się w sieci na tekst biskupa Konwokacji Kościołów Episkopalnych w Europie, Pierre’a Whalona, w którym zwięźle wykłada on swoje rozumienie charakterystycznych cech anglikanizmu. Uznaliśmy, że jest to dobre wprowadzenie, ale liczymy na to, że, przeczytawszy je, zostaniecie u nas chwilę dłużej i znajdziecie dojście do wszystkich innych publikacji, które dotyczą tego tematu – wiodącego na naszym blogu.

„Anglikanizm” to zabawne słowo, być może nawet trochę bardziej komiczne niż „prezbiterianizm” albo „rzymski katolicyzm”. Także odrobinę dziwne, ponieważ określenie „anglikański” znajduje się w powszechnym użyciu dopiero od XIX w., podczas gdy rzeczywistość, którą określa, istniała, przynajmniej w postaci embrionalnej, od II w., zaś w VI w. została ostatecznie ustanowiona. Określenie „episkopalny” poprzedza je w użyciu, ale większość członków Wspólnoty … nie określa siebie w ten sposób.

Za dużo sylab, być może? Spotkałem kiedyś człowieka, który powiedział mi, że nie mógłby być episkopalianinem z uwagi na zbyt wiele sylab. „Kim zostałeś, w takim razie?”, zapytałem. „Prezbiterianinem”, odpowiedział radośnie. „O jedną mniej”.

Tak czy tak, to prawda, że „anglikanin” brzmi lepiej niż „episkopalianin”. Jego rodowód jest interesujący, ponieważ ma łacińskie pochodzenie, aczkolwiek nie sięgające czasów imperium rzymskiego. Według Bedy Czcigodnego papież Grzegorz I nazwał pewnych Anglów wziętych do niewoli w Brytani „Non Angli, sed angeli” – „Nie Anglowie lecz aniołowie” (z powodu ich jasnej skóry i karnacji). Z kolei Magna carta wspomina o Kościele Anglii jako „Ecclesia anglicana”. Określenie „Anglicana” pojawia się kilkakrotnie w XVI w. Potem zjawia się John Henry Newman, który ukuł termin dzisiaj tak wszechobecny: „Anglikanizm”.

Tak więc czy anglikanizm jest tym, w co anglikanie wierzą, czy też tak samo jak rzymski katolicyzm określa, czym są jego wierni? To prawda, że obydwa te “-izmy” mają późne pochodzenie. Kościół rzymski koncentrował się jednak już od czasów Grzegorza VII coraz mocniej wokół urzędu Biskupa Rzymu jako swojego najwyższego zwierzchnika. Miało to zarówno teologiczny, jak polityczny wymiar, i logicznie prowadziło do dekretu Soboru Watykańskiego I (1870), który ogłaszał „uniwersalną, bezpośrednią zwykłą jurysdykcję” papieża, w ten sposób czyniąc ten urząd w konsekwencji jedynym biskupstwem świata, z biskupami diecezjalnymi w roli jego prefektów.

Być może właśnie dlatego, pomimo 45 lat dialogu ekumenicznego, wydaje się, że rzymskokatolicy nie są w stanie przestać powtarzać, że Henryk VIII „założył” Kościół Anglii. Z historycznego punktu widzenia to oczywisty fałsz: Henryk niczego nie założył. Jeśli jednak ktoś podpisuje się pod twierdzeniem, że podporządkowanie papiestwu warunkuje Kościół, ma to jakiś sens.

Anglikanizm to odmienne podejście do bycia Kościołem. Bardziej aniżeli konstrukcją dogmatyczną, jak Westminsterskie Wyznanie Wiary, czy bytem teologiczno-politycznym jak Kościół Rzymski, anglikanizm jest metodą bycia chrześcijaninem. Nie jedyną metodą – wiemy to doskonale. Zbyt wiele wycierpieliśmy z rąk tych, którzy twierdzą, że są jedyną drogą do Chrystusa. Anglikanizm uznaje Biblię za najwyższą tradycję, na której opiera się chrześcijaństwo, wskazując jednocześnie, że istnieje o wiele więcej tradycji, z którymi również należy się zapoznać, po to, by interpretować Pisma. Teologiczno-politycznym bytem, który anglikanie uznają za „Kościół lokalny”, jest diecezja, podstawowa jednostka Kościoła. Mało co przewyższa autorytet synodu diecezjalnego – duchowieństwa i świeckich parafian obradujących ze swym biskupem. Jedną z takich rzeczy jest Modlitewnik Powszechny, z którego wywodzi się podstawowa tożsamość anglikańskich chrześcijan. „Modlitwa kształtuje wiarę”  – to nie tylko tytuł popularnej książki o liturgii, lecz również krótki opis tego, jak anglikanie (i episkopalianie, oczywiście) określają doktrynę. Zwróćcie uwagę, że zgodnie z tym rozumieniem podczas naszych nabożeństw zawsze modlimy się słowami z Pism i objaśniamy pokaźne ich fragmenty.

Jako metoda, anglikanizm zaprasza wszystkich do spotkania z Jezusem Chrystusem we wspólnocie, w parafii, która uzyskuje swój kształt przez wspólne życie parafian i duchowieństwa, w komunii ze swoim biskupem i diecezją. Jest to szerokie zaproszenie: „Przyjdź i zobacz”. Anglikanizm jest świadomy przykazania, że mamy kochać Boga między innymi całym naszym umysłem. Dlatego częścią tej metody jest traktowanie ludzi jako dorosłych, którzy są w stanie, i w rzeczy samej powinni, myśleć sami za siebie.

Dlatego również kładziemy niewielki nacisk na nawracanie ludzi na anglikanizm. Każdy może odnaleźć Chrystusa wśród nas i razem z nami podążać za Nim jako swym Panem. Jesteśmy jednak głęboko przekonani, że nawraca jedynie Duch Święty. Naszym ewangelistom wystarcza wyjaśnianie Chrystusowego przesłania i zapraszanie do przyjęcia Go, połączone jednak z przekonaniem, że to Bóg zadziała. Zaproszenie to zaś jest przede wszystkim zaproszeniem do zostania chrześcijaninem, a nie anglikaninem. Czegokolwiek nie sądzilibyśmy o Kursie Alfa – popularnym programie przedstawiającym katechizm jako serię pytań – trzeba zauważyć, że jego duszpasterski styl jest bardzo anglikański. Gościom należy pozwolić wyrazić to, co chcą, bez sprzeciwu, i nie powinno się wywierać na nich presji ani stosować innych taktyk manipulacyjnych.

Jesteśmy także przekonani, że sakramenty Chrztu i Eucharystii, udzielane  i przyjmowane z wiarą, mają żywotne znaczenie dla życia każdego chrześcijanina. Udzielamy także innych sakramentów, gdy są potrzebne. Nasza metoda bycia Kościołem zawiera dlatego mocny akcent na Boże działanie w naszym życiu wspólnotowym, które rytualnie celebrujemy. Ponieważ wszyscy ludzie są tworami rytuału, postrzegamy to jako coś naturalnego. Ponadto, jesteśmy zainteresowani doktryną nie tyle jako intelektualnym ćwiczeniem, co jako kształtowaniem sposobu życia.

Inny aspekt anglikańskiej metody stanowi akcent na oświatę i naukę. Oczywiście, dzielimy to z innymi chrześcijanami: Kościół, który nie naucza, w ogóle nie jest Kościołem. Nasze szczególne podejście do tradycji wymaga jednak wspólnotowego namysłu, który naszym zdaniem musi opierać się na jak najszerszym dostępie do informacji. Odczuwamy głęboki szacunek dla naszych starszych braci i sióstr w wierze, ale wiemy również, że przekazywanie wiary w przyszłość wymaga przeżywania jej w naszym własnym pokoleniu. Gdy więc czujemy, że reformy są konieczne, spoglądamy wstecz ku Tradycji w poszukiwaniu inspiracji, ale nie bezkrytycznie. A kiedy konieczna jest zmiana, możemy jej dokonać, gdy przekonaliśmy się, że zasadniczo współbrzmi ona z wiarą, którą otrzymaliśmy. Przykładem są święcenia kobiet.

Innym przykładem jest niewolnictwo. Można powoływać się na Biblię, aby bronić niewolnictwa i odrzucać święcenia kobiet, ale może ona też inspirować, i inspirowała, do zniesienia niewolnictwa i uznania równych praw kobiet do sprawowania przywództwa. Rozumując wspólnie, mając dostęp do informacji płynących z nauki, wierzymy, że możemy i, w rzeczy samej, musimy odrzucić odziedziczone przekonania, gdy stają się one wyraźnie sprzeczne z Ewangelią.

Jednocześnie, i stanowi to znak rozpoznawczy anglikanizmu, musi cechować nas pewna skromność odnośnie do naszego sposobu bycia chrześcijanami. Nasz rozwój rozpoczął się jako historyczny przypadek, rezultat brudnej walki o władzę pomiędzy skorumpowanymi papieżami i monarchami. Miało to miejsce w czasie eksplozji zachodniego Kościoła, do której się przyczyniliśmy. Jako katolicki Kościół zakorzeniony w Kościele starożytnym, wiemy, że brak jedności chrześcijan jest rzeczą dogłębnie złą. Z tego powodu anglikanie rozpoczęli ruch ekumeniczny. Jednocześnie, jako Kościół, który nauczył się z czasem, że musi się sam reformować, rozumiemy prowizoryczną naturę wszystkich chrześcijańskich „-izmów”, które umożliwiają przetrwanie schizm. Tak więc anglikanie patrzą z dużą podejrzliwością na tych spośród siebie, którzy ogłaszają wyższość anglikanizmu. To jest po prostu nie na miejscu. Jak mówił św. Paweł, powinniśmy chlubić się Chrystusem i jedynie Chrystusem.

Reasumując, w anglikanizmie chodzi o spotkanie Chrystusa w życiu codziennym, przez wspólnotę modlitwy, sakramentów, studiów i służby, o życie dzielone ze wszystkimi świętymi, którzy nas poprzedzili, i uczenie się podążania za Jezusem w tym jak żyjemy i jak kochamy. Jako metoda, anglikanizm charakteryzuje się wielką elastycznością, co stanowi powód, dla którego stał się zjawiskiem globalnym – przeciętny anglikanin dzisiaj to młoda kolorowa kobieta, która nie mówi po angielsku. Nabraliśmy solidnych kompetencji, gdy chodzi o to, w jaki sposób Ewangelia transformuje kulturę, wykuwając narodową tożsamość chrześcijańską.

Anglikanizm ma także pewne wady. Mamy tendencje do czekania aż ludzie „przyjdą i zobaczą” zamiast pójść i spotkać ich tam, gdzie się znajdują. Często nie jesteśmy w stanie dostrzec jak bardzo może wydawać się to elitarne. Mimo, że anglikanizm w genialny sposób potrafi inkulturować Ewangelię, bywa, że zanadto przyzwyczajamy się do dostępu do możnych [tego świata], który tradycyjnie mieliśmy. W końcu zaś, postrzeganie życia chrześcijańskiego jako procesu może stanowić pokusę do zatracenia równowagi, podkreślania pewnych aspektów kosztem innych, Biblii kosztem sakramentów i vice versa, wypływającej z lenistwa zgody na pewne minimum zamiast dążenia do doskonałości duchowej, tolerowania niesprawiedliwości dla (fałszywego) spokoju i innych rodzajów zakłóceń, które pojawiają się od czasu do czasu.

Jednak w swoim najlepszym wydaniu Anglikanizm jest sposobem na bycie chrześcijaninem, który może się wszędzie przyjąć. Działa on dla „wszystkich rodzajów ludzi i we wszystkich okolicznościach”. Podobnie jak inne chrześcijańskie „-izmy” doprowadzi cię do nieba, chociaż czasem lubimy żartować, że anglikanie będą od razu wiedzieć, którego widelca użyć na Niebiańskim Bankiecie. Jak wszystkie inne „-izmy” jest on niedoskonały, niepełny i częściowy.

Jednak Duch Boży, który działa przez niego, aby zbawiać ludzi, i przez świętych, którzy w ten sposób się pojawili, by dokonać transformacji stworzenia i uczynić je nowym. Chociaż z historycznego punktu widzenia jest przypadkiem, anglikanizm stanowi dlatego część Bożego planu dla życia świata. Jeśli jesteś człowiekiem poszukującym, Szanowny Czytelniku, przyjdź i zobacz.

Źródło

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Czym jest anglikanizm?

  1. Pingback: Otwartość | Don't Shoot the Prophet

Leave a Reply