Kwestia interpretacji

Wielki Kant nie mógł się oprzeć zdziwieniu, jakie wywoływały u niego “niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”. Jednak nie zawsze musimy zapuszczać swój wzrok aż tak daleko/głęboko, by się porządnie zdziwić. Niekiedy wystarczy po prostu posłuchać i poczytać wypowiedzi ludzi. Kilka dni temu, na przykład, w czasie dyskusji na pewnym forum internetowym ktoś zadeklarował, że “nie interesują go żadne ludzkie interpretacje, bowiem opiera się wyłącznie na Pismie Świętym”. W toku dalszej rozmowy okazało się, że taką, nie interesującą owego dyskutanta, “interpretacją” jest każde inne spojrzenie na Pismo aniżeli jego własne. Natomiast to, co on sam z Pisma wyczytuje, to już oczywiście nie żadna interpretacja, tylko “czyste Słowo Boże”.

Ta, groteskowa dość, rozmowa przypomniała nam pewną wypowiedź, zmarłego przedwcześnie przed rokiem, ks. prof. Petera J. Gomesa. Niech poniższy krótki fragment The Scandalous Gospel of Jesus będzie też wyrazem naszego skromnego hołdu dla tego baptystycznego kaznodziei z “anglikańską duszą” i profesora Harvardu, którego kazań regularnie słuchaliśmy przez lata, i do którego publikacji wciąż wracamy.

Jest taka, bez wątpienia apokryficzna, historia o księgowym w dużej firmie, który poradził sobie ze zwodniczo prostym pytaniem swego szefa: “Ile jest dwa razy dwa?”, odpowiadając: “A ile by pan sobie życzył?” i w ten sposób dostał świetną pracę. Dla wielu ludzi pojęcie interpretacji, zwłaszcza gdy chodzi o Biblię, wydaje się bardzo podobne do tego, które prezentował nasz chytry księgowy, bowiem z jakichś powodów postrzegają oni interpretację jako obcą siłę wciskającą się między czytelnika i prawdę tekstu.

Od lat prowadzę w Harvard College zajęcia nt. “Chrześcijańskiej Biblii i jej interpretacji” i na zakończenie wykładu wprowadzającego zapraszam setki “poszukujących” studentów, którzy pojawiają się w dniu otwarcia, i mogą, jeśli sprawa przybrałaby dobry obrót, zdecydować się na uczestnictwo w tych zajęciach, do zadawania pytań. Nieodmiennie ktoś pyta: “Czy to zajęcia o tym, co Biblia mówi, czy o tym, co ludzie twierdzą, że Biblia mówi?”.  To nieżyczliwe pytanie, a i ja nie czynię sytuacji łatwiejszą, mówiąc, że każda lektura jest interpretacją, i że na zajęciach tego rodzaju nie ma możliwości nie zapoznawać się zarówno z tym, co ludzi znajdywali w tekście jak i wprowadzali do niego. Nie trzeba mieć doktoratu z krytyki literackiej, aby wiedzieć, że szesnastowieczny niemiecki luteranin i dwudziestowieczny katolik z Ameryki Łacińskiej prawdopodobnie czytają i interpretują Biblię w różny sposób. Moje zajęcia stanowią przegląd tego, w jaki sposób odczytywanie tego samego tekstu zmieniało się na przestrzeni wieków – od uformowania kanonu do naszych czasów, w zależności od kontekstu i podtekstu. Wspólnota na wygnaniu będzie odczytywała inaczej aniżeli wspólnota, której posiadłości ciągną się, jak się zdaje, gdzie okiem sięgnąć, zaś ci, którzy nie mają nic, będą cieszyć się na obiecane obalenie istniejącego porządku, a ci, którzy posiadają wiele dóbr świata tego, nie będą wyczekiwać końca czasów.

W zależności zatem od tego jak ją ktoś odczytuje i interpretuje, Biblia może być zarówno podręcznikiem status quo, księgą pełną uspokajającej bogobojności i obietnic, jak i receptą na społeczną przemianę i transformację. Istnieją Kościoły reprezentujące każdy z tych punktów widzenia i każdy z nich rości sobie prawa do udziału w dobrej nowinie; co jednak jest dobrą nowiną dla jednych, bywa często złą nowiną dla drugich.

Źrodło: Gomes P.J., “The Scandalous Gospel of Jesus. What’s So Good About the Good News?”, 2007, str. 11-12.

Frazy głoszącej, że wszystko jest kwestią interpretacji, można jednak również nadużyć. Rzecz jasna, zawsze warto mieć na oku fakt istnienia różnych podejść, szkół, tradycji, doktryn. Niekiedy jednak dochodzi do zabsolutyzowania granic pomiędzy nimi. Wówczas zatrzymujemy się na konstatacji, że protestant widzi to tak, a katolik inaczej, liberał w ten sposób, a konserwatysta w inny, zaś – jak to również przeczytaliśmy w jeden z niedawnych dyskusji w internecie – papieża nie ma co krytykować za to, jak napisał “Jezusa z Nazaretu”, ponieważ nie mógł go napisać inaczej, dlatego że… jest papieżem. Dla nas są to właśnie przykłady absolutyzowania granic i pozycji, podczas gdy najciekawiej zaczyna robić się właśnie wtedy, gdy granice stają się porowate, zaś pozycje okazują mniej sztywne aniżeli początkowo sądziliśmy. To, że szesnastowieczny niemiecki luteranin inaczej interpretuje Biblię, aniżeli dwudziestowieczny teolog wyzwolenia z Ameryki Południowej, jest rzeczą oczywistą. Czy jednak uniemożliwia to jakikolwiek dialog między nimi? A może jednak mają oni sobie coś do powiedzenia? I to nie pomimo różnic pomiędzy ich spojrzeniami i kontekstami, w których powstały, ale właśnie ZE WZGLĘDU NA NIE?

Kadr z filmu "Luter"

Dzisiaj Kościół Episkopalny obchodzi pamiątkę wittenberskiego reformatora, Marcina Lutra. Lutrowa “przygoda” z Bogiem i Jego Słowem miała szalenie kontekstualny charakter, a jednak to właśnie te osobiste przeżycia i przemyślenia kogoś, kto pod tyloma względami był po prostu typowym przedstawicielem swojej epoki, doprowadziły do stworzenia wizji, która po dziś dzień jest w stanie inspirować, nie tylko zresztą ludzi określających się mianem luteranów.

Przesłanie Arcybiskupa Desmonda Tutu jest zarazem bardzo anglikańskie, bardzo afrykańskie i bardzo osobiste. A jednak Arcybiskup Desmond stał się dla wielu jednym z najwybitniejszych mistrzów życia duchowego współczesnego świata. Kontekst bowiem nie musi być klatką, w której się zamykamy. Dostrzeżenie go i uświadomienie sobie roli, jaką odgrywa przy powstawaniu naszych interpretacji, może być właśnie początkiem dialogu z ludźmi znajdującymi się w innych kontekstach i interpretującymi w inny sposób. A Kościół może być przestrzenią dialogiczną. Warto może jednak dodać jeszcze jedno: dialog nie musi przebiegać w spokoju i harmonii. Czasami może przerodzić się w ostrą dyskusję a nawet kłótnię. I nie ma w tym nic dziwnego. W końcu nie bez powodu Peter J. Gomes pisał, że to, co dla jednych jest dobrą nowiną, dla innych bywa złą…

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply