Przyjdźcie, zostańcie przemienieni

Jakiś czas temu znajoma, Polka mieszkająca na Wyspach Brytyjskich i uczestnicząca tam w życiu liturgicznym jednego z Kościołów anglikańskich, postanowiła podzielić się na spotkaniu teologów, które miało miejsce na renomowanym polskim uniwersytecie katolickim, swoimi doświadczeniami z anglikanizmem. Jeden z obecnych, wysłuchawszy jej opowieści, zapytał: ‘Ale czy odczuwasz tam RZECZYWISTĄ OBECNOŚĆ CHRYSTUSA W SAKRAMENCIE EUCHARYSTII?’. W pewnym sensie nie ma w tym pytaniu nic dziwnego. Nie zapominajmy bowiem, że nikt w Rzymie nie odwołał bulli papieża Leona XIII ‘Apostolicae Curae’ z 1896 r., która stwierdzała, iż święcenia anglikańskie są „absolutnie czcze i pozbawione wszelkiego znaczenia”, co w oczywisty sposób rzutuje również na rzymskokatolicki pogląd na sakramenty sprawowane we wspólnotach kościelnych tradycji anglikańskiej. Nie łudźmy sie, w swoim oficjalnym stanowisku Kościół rzymskokatolicki niezmiennie kwestionuje ich ważność. Co więcej, wielu członków tego Kościoła, w tym i niejeden teolog, w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego jak ważną rolę odgrywa życie sakramentalne w duchowości anglikanów (a w każdym razie anglokatolików). Tym, którzy tego znaczenia nie są świadomi, zresztą nie tylko rzymskokatolikom, chcielibyśmy zadedykować poniższe kazanie ks. dr. Grega Neala. Pastor Greg nie jest anglikaninem lecz teologiem i duchownym w Zjednoczonym Kościele Metodystycznym. Zarazem jednak określa siebie mianem anglokatolika i uważa wzmacnianie świadomości sakramentalnej we wspólnocie, której służy, za jedno ze swoich najważniejszych zadań.

Kazanie zostało wygłoszone w Niedzielę Przemienienia Pańskiego (6 marca) i temat tej niedzieli wyznacza kierunek rozważań kaznodziei. Warto przy tym zauważyć, że jest to temat charakterystyczny dla duchowości metodyzmu, w którym duchowa przemiana wierzącego zajmuje centralne miejsce. Ten temat ks. Greg łączy z tematem Eucharystii, ukazując ich głęboki wewnętrzny związek.

Chociaż Niedziela Przemienienia przypadała ponad trzy tygodnie temu, jeszcze przed rozpoczęciem okresu Wielkiego Postu, uważamy, że warto powrócić do zawartych w niej treści. Nawrócenie, przemiana serca i umysłu, wewnętrzna metamorfoza stanowią w końcu wiodący wątek czterdziestodniowego okresu przygotowania do obchodów Misterium Paschy. By podkreślić związek pomiędzy tematem tamtej niedzieli i okresu roku kościelnego, w którym się obecnie znajdujemy, zamieszczamy, oprócz nagrania kazania i jego transkryptu, nagranie Eucharystii sprawowanej przez ks. dr. Neala ubiegłej niedzieli. Zachęcamy również do zapoznania się z tekstami jego autorstwa, które zamieściliśmy wcześniej na naszym blogu (w tym celu kliknijcie na tag Greg Neal) oraz, oczywiście, do odwiedzenia jego własnej strony internetowej Grace Incarnate Ministries.

Przyjdźcie, zostańcie przemienieni
Mt 17:1-9
Wygłoszone przez ks. dra Gregory’iego S. Neala

Potrzebujemy transfiguracji. Potrzebujemy przemienienia, zmiany, metamorfozy, transmogryfikacji. To naprawdę wielkie słowa. Uwielbiam wielkie słowa. Szczególnie to ostatnie: „transmogryfikacja”. Pochodzi ono od mojego ulubionego bohatera komiksu Calvin and Hobbes. Calvin był prawdziwym urwisem; po prostu go uwielbiałem. Miał duże kartonowe pudło, które nazwał swoim „transmogryfikatorem”, i na którego boku narysował kredkami panel kontrolny. Powiedział „Po prostu wystukaj Potwór i wejdź do środka, naciśnij przycisk i SZAST, jesteś potworem. Jesteś stransmogryfikowany”. Tak więc zrobił to i wyszedł jako trójgłowy potwór. Wielki, ciężko poruszający się trójgłowy Calvin-Potwór skrada się korytarzem swojego domu, waląc w ściany, gdy zmierza do kuchni, gdzie prostuje wielki i wysoki, by zjeść swoją matkę, ona zaś odwraca się i mówi: „Calvin, umyj ręce przed obiadem”. I, z nisko zwieszoną głową, wielki trójgłowy Calvin-Potwór wlecze się z powrotem przez korytarz, aby umyć ręce.

Stransmogryfikowany. Przemieniony. Poddany metamorfozie. Słowo określające w Grece przemienienie to słowo, od którego pochodzi „metamorfoza”. Oznacza ono zmianę czyjejś formy, czyjegoś zewnętrznego wyglądu… zmienić czy przemienić to, jak wyglądasz, jak brzmisz, jak jesteś widziany. W naszej opowieści biblijnej widzimy Jezusa na Górze Tabor, gdy ulega przemienieniu pośród uczniów. W wielu wymiarach był on niczym witraż; w ciągu dnia światło prześwituje przez witraż i można dostrzec, co on przedstawia. W nocy jednak na witrażu nie można dostrzec niczego… obrazy są tak przyćmione, że nie można powiedzieć, co to jest. Ale kiedy światło powraca i prześwieca przez nie, widzisz obraz, który przedstawia. Więc, również, w przypadku Jezusa… w czasie Jego życia ludzie spotykali Go, co można porównać z patrzeniem na witraż pozbawione światła w tle. Wydawał się tylko zwyczajnym człowiekiem: spotkałbyś Go, mógłbyś z Nim rozmawiać, mógłbyś z Nim jeść, mógłbyś się z Nim śmiać i płakać. To byłoby jak przebywanie ze zwyczajną osobą. Jednak wtedy na Górze Przemienienia było tak, jak gdyby Światłość Bożej obecności świeciła z i przez Jezusa; innymi słowy, w przemienieniu Jezus emanuje światłem Bożej Obecności. Przesłanie Przemienienia w wierze chrześcijańskiej bardzo potężne. Tak jak narodziny z dziewicy i zmartwychwstanie, stanowi ono jeden z bardzo nielicznych cudów w Piśmie, który dotyczy samego Jezusa… zazwyczaj Jezus sprawia cuda dla i wobec innych. Tutaj spotykamy Jezusa będącego transfigurowanym, przemienionym, poddanym metamorfozie dla nas, abyśmy mogli ujrzeć i doświadczyć Realnej Obecności Bożej w Nim i przez Niego. W przemienieniu Jezus emanuje, jak witraż, objawiając uczniom i nam, że Bóg był i jest w Chrystusie… dla nas.

Przesłanie Przemienienia daje nam nadzieję i zdolność, by oczekiwać, że i my zostaniemy się przemienieni, że dostąpimy transfiguracji, że i my możemy emanować jak witraż, tak że, gdy inni popatrzą na nas, będą mogli ujrzeć światło, miłość i Realną Obecność Jezusa lśniącego przez nasze akty wiary.

Prawdą jest, że Kościół czasami obchodzi się z tymi ideami bardzo butnie: wydajemy się sądzić, że jest to tak popularne, jest przesłaniem słyszanym przez nas tak wiele razy, iż nie jest to dla nas tak naprawdę aż tak ważne, by się z nim zmierzyć. To dobre pytanie. Jest dla nas istotne, byśmy przyjrzeli się mu i zadali je. Czy jest to tylko interesujący mit bądź pozbawiona większego znaczenia metafora, której nie możemy tak naprawdę ogarnąć naszym umysłem? Czy przyjmiemy Przemienienie i wszystko, co mówi ono o Chrystusie i o nas, czy będziemy odgrywali modernistycznego sceptyka i powiemy: „Ach, to była tylko wizja albo sen albo myślenie życzeniowe! Toż to czysty supranaturalizm… pusty, pozbawiony znaczenia przesąd”. Istnieją chrześcijanie, którzy powiedzieli to wszystko i jeszcze więcej. W odpowiedzi na tę postawę, wierzę, że mamy tutaj możliwość dojrzeć i zapoznać się z Realną Obecnością Boga pośród nas. Co więcej, wierzę, że to wykracza poza to fundamentalne przesłanie, dostarczając możliwość, by rzeczywiście stać się troszkę bardziej podobnym do Chrystusa Jezusa, emanującego Boże światło, w połamanym i zbolałym świecie.

Oprócz Calvina i Hobbesa, jednym z moich ulubionych komiksów jest Królik Bugs. Królik Bugs podróżuje po Siedmiogrodzie i ma przenocować w Zamku Hrabiego Drakuli. Próbując zasnąć, przegląda księgi o „Magicznych słowach i wyrażeniach”. Czytając, natrafia na „kilka najbardziej powszechnych magicznych słów i wyrażeń, takich jak abrakadabra i hokus pokus”. Gdy powie „abrakadabra”, coś się zmienia. Gdy powie „hokus pokus”, zmieniona rzecz powróci do stanu pierwotnego. Później zaczyna się bawić i miesza ze sobą magiczne słowa i wyrażenia, mówiąc „pokus kadabra” i „abrakapokus”, po czym dzieją się jeszcze dziwniejsze rzeczy. Trochę tak jak w książkach i filmach o Harrym Potterze: bierzesz swoją różdżkę, mówisz „expelliarmus” i rozbrajasz swojego przeciwnika, albo „levicorpus” i wzlatuje on w powietrze. Jest wiele przedziwnych rzeczy, które można zrobić za pomocą magii. Niektórzy z nas nawet to, co Boże, traktują tak, jakby było to magią. Często robimy tak, gdy się modlimy. Myślimy, że modląc się możemy w pewien sposób zmusić Boga, aby coś nam dał, podczas gdy w rzeczywistości, jeżeli jesteśmy szczerzy wobec siebie samych i naszej wiary, zdajemy sobie sprawę, że, tylko gdy nasze modlitwy są zgodne z Boża wolą, otrzymamy to, o co prosimy.

Zwłaszcza głębokie tajemnice wiary traktujemy, jakby były one magią. Spójrzmy na Stół Pański: na temat Stołu Pańskiego – jego znaczenia i związanych z nim praktyk – powstało więcej niezgody aniżeli na temat czegokolwiek innego w życiu Kościoła. Tak, to prawda: Eucharystia była przedmiotem większej liczby konfliktów i walk niż cokolwiek innego w naszej wspólnej historii. To wstyd, bowiem Komunia Święta stanowi najbardziej znaczący przykład Realnej Obecności Chrystusa Jezusa, naszego Pana, pośród nas. A jednak my chrześcijanie walczymy o to ze sobą! Nawet w ramach tej samej denominacji toczymy na ten temat wojnę. Prowadziłem kurs o nazwie „Ta Święta Tajemnica” – Rozumienie Komunii Świętej w Zjednoczonym Kościele Metodystycznym; prowadziłem go przez ostatnich sześć lat wzdłuż i wszerz naszej denominacji. Było fascynującym doświadczeniem zobaczyć, jak metodyści w Zjednoczonym Kościele Metodystycznym rozumieją – albo nie rozumieją – Sakramentu Komunii Świętej. Jedną z rzeczy, które słyszę, gdy udaje się do południowych regionów Stanów Zjednoczonych, jest: „Och, chyba nie musimy znowu zajmować się tymi katolickimi rzeczami?”. Albo, gdy jestem na zachodnim wybrzeżu, często słyszę: „Och, to tylko takie staroświeckie czary-mary! To zwykłe przesądy! Znajdź dla nas coś nowoczesnego!”. Trudno mi w to uwierzyć, a jednak często słyszę takie rzeczy: odmowę doświadczenia i obawę przed zbliżeniem się do tajemnicy Komunii Świętej. A wynika to z opacznego zrozumienia jej znaczenia.

W Kościele rzymskokatolickim, w Mszy łacińskiej, ze słów Ustanowienia … gdy zaczęto się nimi bawić … powstała magiczna fraza „hokus pokus”. Po łacinie brzmi ona w rzeczywistości: hoc est enem corpus meum. „To jest ciało moje”. Jest to proklamacja rzeczywistości, która wykracza poza nasze spojrzenie, poza nasze pojmowanie, poza codzienne doświadczenie chleba i wina, i ogłasza: „to jest Ciało moje”, „To jest ciało Chrystusa!”.

I teraz, niektórzy myślą, że to „magia”! Magiczna fraza! Wymawiasz ją i BUM, tak się staje. Nie! Nie! Wygłaszamy ją jako oświadczenie, jako wyznanie wiary! Tak samo jak wtedy, gdy wypowiadam te słowa po angielsku: „to jest ciało moje”, „to jest krew moja”. Tak samo jak wtedy, gdy wypowiadam modlitwę konsekracyjną:

„Ześlij swego Ducha Świętego na nas tutaj zebranych, i na te dary chleba i wina. Uczyń je dla nas ciałem i krwią Chrystusa, abyśmy byli dla świata ciałem Chrystusa odkupionym Jego krwią”.

To nie jest magiczna formuła! To jest proklamacja Wiary. To jest wyznanie Wiary w to, że Duch Święty właśnie tutaj dokona tajemniczego dzieła Bożej mocy. Gdy przychodzimy, jemy i pijemy oczami wiary, uszami wiary, sercami wiary, rękami i ustami wiary, realna obecność Boga – Ciało i Krew naszego Pana – wnikną w nas i przemienią nas, tak aby, gdy inni będą na nas patrzeć, mogli poznać i doświadczyć miłości Boga.

Moi bracia i siostry, u Stołu Pańskiego mamy do czynienia nie z magicznym trikiem, lecz z sakramentem, środkiem łaski, z aktem wiary. Ufając Słowu Bożemu, ufając Obietnicom Chrystusowym, które mówią, że gdy jemy i pijemy, gdy świętujemy Jego obecność, Jego słowo, Jego łaskę, Jego miłość, stajemy się jednością ze sobą nawzajem i z Bogiem w służbie na rzecz całego świata. Hoc est enem corpus meum nie jest magiczną frazą, ani zaklęciem czy inkantacją. „To jest ciało moje, które za was jest łamane” jest proklamacją, że również my, gdy je spożywamy, stajemy się ponownie częścią ciała Chrystusa. Potrzebujemy przemienienia, potrzebujemy transformacji, potrzebujemy metamorfozy, potrzebujemy transmogryfikacji, przemiany w ręce i nogi, oczy i uszy oraz usta Chrystusa, abyśmy mogli wyjść stąd … do świata … i aby świat mógł dojrzeć i poznać miłość Boga.

Moje siostry i bracia, Chrystus Jezus na Górze Przemienienia emanował miłością Boga. Uczniowie widzieli to, Piotr próbował wziąć w tym udział – „Zbudujmy tutaj przybytek, trzy miejsca pobytu dla ciebie, dla Mojżesza i dla Eliasza”. A Bóg powiedział: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Zostaliśmy wezwani, aby słuchać Przemienionego, tego, który emanuje miłością Boga do całego świata. Zostaliśmy wezwani, aby przystąpić do Stołu Pańskiego i zostać przemienionymi, aby stać się światłem dla świata.

Każdy z nas przynosi do Stołu Pańskiego odłamki, połamane życie, rozbite rodziny, złamanego ducha, złamany umysł, złamane serce, zawiedzione marzenia, nasze lęki i troski. Wszyscy przynosimy nasze odłamki do Stołu Pańskiego i tu, gdy jemy i pijemy, Bóg transformuje i przemienia nas i je w Ciało Chrystusa. Przyjdźcie i pozwólcie, aby wasza istota, wasze odłamki, uległy dziś transformacji. Przyjdźcie i jedzcie i pijcie z wiarą i pozwólcie Przemienionemu przemienić was.

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Wygłoszone w Niedzielę Przemienienia Pańskiego
6. marca 2011 r.

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply