Mądrość Wielkanocy

Jutro Kościoły chrześcijańskiego Wschodu świętują Paschę. A my przy tej okazji nadrabiamy zaległości z ubiegłego tygodnia i udostępniamy przekład wielkanocnego kazania, które Pradusz wygłosił tydzień temu najpierw na nabożeństwie wigilijnym w KGIJ, a następnie, w nieco zmienionej formie, w poranek wielkanocny w kościele Holenderskiego Związku Protestantów w Driebergen. Wersja poniższa stanowi swoiste połączenie obydwu wersji pierwotnych.

1 Kor 1:18-25 Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę. Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.

Co jest mądre? To pytanie brzmiało niedawno wszędzie tam, gdzie zbieraliśmy się na tegoroczne “rozmowy domowe” [cykl spotkań dyskusyjnych organizowanych co roku wokół pewnego tematu w domach członków KGIJ]. Brzmi ono zresztą bez wątpienia w bardzo wielu domach, gdzie omawia się osobiste skutki zarówno samego kryzysu ekonomicznego, jak i środków, za pomocą których nasi rządzący starają się go opanować. Mamy nadzieję, że od czasu do czasu brzmi ono również w siedzibie naszego rządu, w Brukseli i w Sztrasburgu; że rzeczywiście poszukuje się tam mądrych, trwałych rozwiązań, a nie tylko krótkofalowych środków zaradczych. I na to samo mamy nadzieję również w odniesieniu do nas samych: zarówno osobiście, jak i jako członkofów wspólnoty, która w najbliższym czasie musi podjąć szereg trudnych wyzwań. Co jest mądre? Czy Jezus też stawiał sobie to pytanie? Gdy czytamy Ewangelie, odnosimy czasami wrażenie, że znał z góry odpowiedź na każde możliwe pytanie. Być może nie ma w tym więc nic dziwnego, że niektórzy mówią: JEZUS MA ODPOWIEDŹ (ALBO JEST ODPOWIEDZIĄ) NA WSZYSTKIE TWOJE PYTANIA. A jednak w to nie wierzę! Nawet gdy wyznajemy Jezusa jako Syna Bożego, co sam też czynię z całego serca (a szczególnie, gdy słucham Pasji według św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha, i gdy ten tytuł zostaje potraktowany jako bluźnierstwo; wtedy bowiem można się zorientować, że nie mamy tutaj do czynienia z dogmatem, który ma dać nam poczucie, że wierzymy “jak należy”, lecz z wyzwaniem pod adresem autorytetów, wyzwaniem, które te autorytety postrzegają jako obrazę!), nie może to oznaczać zaprzeczenia prostemu faktowi, że był On człowiekiem, który, jak każdy z nas, musiał najpierw poszukać swoich własnych odpowiedzi; który, jak my wszyscy, poszukiwał swojego celu w życiu, swojego życiowego powołania. Wyłącznie taki Jezus mnie interesuje. Wyłącznie z takim Zbawicielem mogę się utożsamić. Jedynie spotkanie z kimś, kto jest w stu procentach człowiekiem, tak ludzkim, jak to tylko możliwe, może mieć dla mnie zbawienne, wyzwalające znaczenie. I jedynie takie spotkanie może być jednocześnie spotkaniem z żywym Bogiem… Czy Jezus też zadawał sobie pytanie, co jest mądre? Kiedy właściwie zdał sobie sprawę z tego, że Jego droga życiowa to “droga bez przejazdu”, wiodąca ku śmierci droga krzyżowa? A co mówi nasz GPS, kiedy znajdujemy się na takiej drodze? “Zawróć!”, “Zawróć natychmiast!”. I każdy wie, że nie jest mądrą rzeczą tego nie posłuchać. W końcu chodzi tutaj o nasz własny najlepiej pojęty interes, a czasami nawet o ratowanie własnej skóry. Nie wjeżdżać w ślepe zaułki, wybierać to, co pewne, a nie to, co niepewne, nie podejmować zbędnego ryzyka, nie konfrontować się z niebezpieczeństwami, których można uniknąć. Trzeba umieć dobrze liczyć i kalkulować. Oto mądrość! Mądrość życiowa, która wypływa z doświadczenia. Jej przeciwieństwem jest zwykła głupota. Kto więc tak nie czyni, zostaje nazwany głupkiem albo wariatem. W tym momencie pojawia się jednak św. Paweł i mówi:

Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę.

I dalej:

My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan.

Istnieje bowiem mądrość życiowa, ale istnieje również mądrość paschalna – mądrość Wielkanocy. I ta mądrość mówi, że właśnie ten, kto nie działa w swoim najlepiej pojętym interesie i nie ratuje za wszelką cenę własnej skóry, znajdzie życie w obfitości. To jest właśnie to “Boże głupstwo”, które ostatecznie “przewyższa mądrością ludzi”. To jest ta “Boża słabość”, kruchość, bezbronność, która “przewyższa mocą ludzi”. Logika pszenicznego ziarna:

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Było to w 1937 r. Holender, który nazywał się Piotr Hendrix, pojechał do Moskwy. Nie po to, aby obserwować “postępy w budowie komunizmu”, lecz aby… świętować Paschę. W mieście, w którym prawie nie było funkcjonujących kościołów, gdzie wierzący byli regularnie prześladowani. Zwróćcie uwagę – rok 1937, punkt szczytowy stalinowskiego terroru. Wspaniałe cerkwie w centrum miasta nie mogły oczywiście służyć “głupstwu głoszenia”. Tylko na peryferiach ostało się kilka cerkiewek, których jeszcze nie zamknięto. Jedna z nich, cerkiew w Dołogomirowie, z konieczności służyła jako sobór (katedra). W wigilię święta Paschy była ona pełna ludzi. Hendrix nie mógł nawet wejść do środka. W końcu znalazł miejsce na drzewie, tuż koło okna, przez które mógł spoglądać do wnętrza świątyni. Nabożeństwo już się toczyło i w pewnym momencie na powrót zapłonęły wszystkie światła i rozbrzmiało ekstatyczne wołanie “Christos woksrese” – Chrystus zmartwychwstał. “Woistinno woskrese” – Zaprawdę zmartwychwstał, odpowiedział Hendrix, tak jak wszyscy obecni. A potem tak to wspominał:

WÓWCZAS TO SIĘ STAŁO. CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ W MOSKWIE W MAŁEJ CERKIEWCE NA PERYFERIACH MIASTA, KTÓRE NIE BYŁO ZAINTERESOWANE, NIE MIAŁO PRAWA BYĆ ZAINTERESOWANE, WIEŚCIĄ O JEGO ZMARTWYCHWSTANIU.

To “wówczas” jest bardzo ważne! Wówczas… Nawet nie “wówczas w Jerozolimie”, tylko “wówczas w Moskwie” – dla Hendrixa więc TU I TERAZ. Gdy Żydzi świętują Pesach, mówią: “Byliśmy niewolnikami w Egipcie i Pan wyprowadził nas mocną ręką z niewoli”. Nie “naszych przodków kiedyś tam”, lecz NAS: tu i teraz. Jeżeli chcesz przeżyć Paschę, rzeczywiście PRZEŻYĆ, to pierwsze pytanie nie jest pytaniem o to, co się wydarzyło wtedy, lecz o to, co się dzieje teraz, z tobą, ze mną, z nami, z naszą wspólnotą, z naszym krajem, z naszym światem. Czym są nasze “Egipty”, nasze “Wielkie Piątki”? W jaki sposób bywamy zniewalani i krzyżowani? My i miliony innych. Co lub kto odbiera nam naszą wolność, co lub kto (być może jesteśmy to my sami?) nie daje nam szansy, aby żyć? I jak znajdziemy nową drogę: drogę wyzwolenia, drogę zmartwychwstania? Jak zastosujemy zwariowaną logikę Wielkanocy do nas samych i do ludzi, z którymi dzielimy życie? Opowieść wielkanocna nie rozgrywa się w przeszłości. To jest nasza opowieść, to jest opowieść, która wciąż na nowo chce się stawać naszą opowieścią – opowieścią o naszym wyzwoleniu i naszym zmartwychwstaniu. To opowieść o świecie postawionym na głowie, opowieść, która rzuca nam wyzwanie, abyśmy postawili na głowie naszą mądrość – mądrość życiową, która opiera się na ostrożności i rachunku prawdopodobieństwa. Wielkie Piątki będą powracać w naszym życiu a mądrość polega na tym, aby znaleźć sposób na uczynienie ich wielkanocnymi porankami. Bez usprawiedliwiania czegokolwiek, bez łatwych, tanich pocieszeń, bez kwestionowania rzeczywistości śmierci i zniszczenia

człowiek znajdzie, jeśli zechce, jakiś powód, aby w ciemnościach swojej samotności zawiązać cichy spisek ze światłem – taki prosty znak czasu.

To jest Pascha. To właśnie świętujemy dzisiejszego wieczoru/dzisiejszego ranka. To próbujemy świętować za każdym razem, gdy się zbieramy, również wtedy, gdy zbieramy się, aby pożegnać kogoś bliskiego. Wszystkie inne rzeczy, które kojarzymy z Wielkanocą, są symbolami, które mają nam pomóc w wyrażaniu i konkretyzowaniu tej wariackiej mądrości (pamiętajmy przy tym, że określenie “symbol” nie oznacza czegoś nierzeczywistego, lecz coś, co wykracza poza rzeczywistość i ukazuje jej ukryty sens!): otwarty grób, ukazywanie się Zmartwychwstałego pośrodku wspólnoty. Jeden z takich symbolicznych obrazów przemawia do mnie ostatnio w sposób szczególny. Jest to Pieta Michała Anioła, która znajduje się w Bazylice św. Piotra w Rzymie. W sztuce Pieta to przedstawienie Marii z Jezusem po Jego śmierci. Pieta Michała Anioła oznacza jednak więcej niż to. Nie tylko ze względu na swoje szczególne piękno, lecz również przez to, że pewne szczegóły wskazują na jeszcze inne możliwe jej znaczenie. W mistrzowski sposób Michał Anioł ukazuje ból matki, która utraciła syna. Gdy jednak spojrzeć uważnie, można dostrzec więcej. Matka jest młoda. To młoda kobieta, młodsza od syna. Poza tym jest ona istotą ponadludzkich rozmiarów. A On? On nie żyje, ale Jego żyły są wypełnione krwią jak u kogoś, kto żyje, albo właśnie powraca do życia. To nie może być niedopatrzenie, bo kto jak kto, ale Michał Anioł przestudiował wystarczającą  liczbę ludzkich ciał, aby dobrze wiedzieć, jak wygląda nieżywy człowiek. To musi mieć jakieś znaczenie. W jednym z nabożeństw kilka miesięcy temu mówiliśmy o tym, że zarówno dla starożytnych Semitów, jak i dla Greków, Mądrość była pierwotnie boginią: wiecznie młodą, dziewiczą boginią życia, boską matką, która swą delikatną siłą budziła wszystko do życia. Czyżby Michał Anioł, obok klasycznego znaczenia, chciał ukazać także i to: zmarłego, który, przeszedłszy swoją drogę do końca, powraca do matczynego źródła, aby tam powstać z martwych? Czyżby, oprócz obrazu niewyobrażalnego bólu matki po utracie dziecka, mógłby być to również obraz nowego początku, obraz Paschy? Myślę, że tak…

This entry was posted in Wpisy po polsku and tagged , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Mądrość Wielkanocy

  1. varpho says:

    ciekawe spostrzeżenie odnośnie do Piety… mnie osobiście przypomniała się fińska opowieść o matce Lemminkäinena, włączona do Kalevali.

  2. Pradusz says:

    Takich watkow jest wiecej. Mozna je rowniez znalezc w Eddzie, a takze w Opowiesci o Parsifalu…

Leave a Reply