My Ash Wednesday
Mój Popielec

I would like so much to be appreciated for what I do, for my skills, for who I am. I would like so much that someone (‘someone’? – Let’s be honest: I really mean a few concrete persons on whom depends something very important to me) appreciate me in my uniqueness, irreplaceability and pet my ego weakened by complexes. How did my ego suffer for example yesterday, when someone who should have known the quality of my theological knowledge thought it appropriate to explain to me the basic differences between Eastern and Western approaches to human sinfulness. Only someone who knows that my knowledge is one of the very few things I’m honestly proud of will understand how I took it. Sometimes it’s a very bitter pride, because I live in a country with little demand for such knowledge, but it doesn’t make it any smaller.

So I would like very much to make up for such experiences to my poor ego, and here comes… Ash Wednesday.

If you are Jesus’ disciple
who brought to earth
fire remember
you have to burn down

wrote Fr. Janusz Pasierb in his poem ‘Popielec’ (Ash Wednesday). 

I approached Lent in various ways in the past. I managed twice, I think, to really fast in a physical sense and it was a truly exceptional spiritual experience, with a nice ‘side-effect’ as it helped me lose a few unnecessary pounds. All say, however, that fasting shouldn’t be coupled with an attempt to lose weight. But is it so? I would love to lose some weight this Lent. I don’t mean the surplus of pounds this time, even though without a doubt I can feel their weight. I would take my ego on a diet and make it lose some weight. May it turn into ashes, melt, transform. For one of the most beautiful symbols of the resurrection is the fenix which rises from the ashes. 

Tak bardzo chciałbym być doceniony w tym co robię, co umiem, kim jestem. Tak bardzo bym chciał by ktoś (‘Ktoś’? – Bądźmy szczerzy: tak naprawdę chodzi mi o parę konkretnych osób, od których zależy realizacja czegoś, co jest dla mnie ważne) mnie docenił w mojej jedyności, niepowtarzalności, niezastąpioności, pogłaskał moje nadwerężone kompleksami ego. Jakżeż ono cierpiało np. wczoraj, gdy ktoś, kto akurat powinien dość dobrze znać mój poziom wiedzy teologicznej, uznał za stosowne wyjaśniać mi w rozmowie podstawowe różnice pomiędzy wschodnim i zachodnim podejściem do zagadnienia ludzkiej grzeszności. Jak to przyjąłem, zrozumie tylko ktoś, kto wie, że akurat moja wiedza jest jedną z tych rzeczy, z których jestem szczerze dumny. Czasem gorzka to duma, bo żyje w kraju, w którym jest na te wiedzę niezbyt wielkie zapotrzebowanie, ale to jej ani o jotę nie umniejsza.

Tak bardzo bym więc chciał jakoś tego typu doświadczenia temu mojemu biednemu ego wynagrodzić, a tu… Popielec.

jeśliś uczniem Jezusa
który przyniósł na ziemię
ogień pamiętaj
musisz się spalić

pisał ks. Janusz Pasierb w wierszu pod tym samym tytułem.

W przeszłości rożnie podchodziłem do Wielkiego Postu. Chyba ze dwa razy udało mi się rzeczywiście pościć w sensie fizycznym i było to naprawdę szczególne doświadczenie duchowe, mające jeszcze ten przyjemny skutek uboczny, że udawało mi się zrzucić kilka naprawdę niepotrzebnych kilogramów. Wszyscy mówią jednak, że postu nie powinno się mieszać z odchudzaniem. Czy aby na pewno? Ja bym się jednak w ten Wielki Post chętnie odchudził. Tym razem nie chodzi mi o nadmiar ciążących kilogramów, chociaż mi bez wątpienia ciążą. Wziąłbym na dietę i odchudził moje ja. Niech się spopiela, wytapia, przetwarza. Wszak to właśnie – odradzający się z popiołów – feniks jest jednym z najpiękniejszych symboli Zmartwychwstania.

This entry was posted in English entries, Wpisy po polsku and tagged , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to My Ash Wednesday
Mój Popielec

  1. Seamus says:

    Prawdziwy Popielec dla ego. Bolesny. Jakże ja to dobrze znam, choć w innej dziedzinie. Dzięki za szczery wpis.

  2. admin says:

    Witaj Seamusie, milo Cie znow ‘czytac’. Co slychac?

    • Seamus says:

      Cała przyjemność po mojej:) Faktycznie, dawno się nie “udzielałem”, choć bloga czytałem konsekwentnie, ale jakoś tak z pozycji Zacheusza (jakby to może określił ks. Halik).
      I z tego mojego Zacheuszowego drzewa obserwuję rozwój Waszych inicjatyw i szczerze gratuluję postępów – dobra (i pewnie niełatwa) robota. Szczególnie ucieszyła mnie strona EZM, zważywszy moją “trudną miłość” do mariawityzmu. Odżyło w związku z tym parę kwestii, które na pewien czas odsunąłem na półkę…
      Zatem siedzę na tym moim “drzewie” i póki co nie zamierzam złazić:) Ale kto wie, co będzie. Zacheusz też myślał, że tam posiedzi:)

      • Pradusz says:

        Kazda pozycja ma w sobie cos dobrego, jesli tylko jest dobrana w zgodzie z tym, co komu w danym momencie ‘w duszy gra’. Istotne jest tylko, aby rzeczywiscie w pore uslyszec ten glos (ktory czasem pochodzi od innego czlowieka, a czasami dobiega ze srodka nas samych), ktory nakazuje ja zmienic, i byc mu posluszny. Ja tez bardzo dlugo siedzialem na swoim ‘drzewie’ i wlasciwie to wydaje mi sie, ze dopiero z niego zlaze (a moze juz zlazlem, tylko lubie czasami na nie powracac? – kto to wie…). Jesli chodzi o ‘postepy’, to wydaje mi sie, ze w pewnym sensie nie jest trudno je odnotowac, jesli dotad nie dzialo sie nic, albo prawie nic. Wtedy widac kazdy ruch, nawet najmniejszy. I tak to troche jest z naszymi inicjatywami. Udalo nam sie wprowadzic troche poruszenia w zastale wody i dlatego wydaje sie moze, ze to juz spora fala, ale to naprawde tylko odrobina poruszenia i wszystko zalezy od tego, czy nie zabraknie nam – i innym ludziom – checi i energii potrzebnych, by znow nie popasc w marazm. Tym bardziej, ze to rzeczywiscie prawda, iz nawet takie niewielkie poruszenie kosztowalo i kosztuje mnostwo sil i srodkow. Ciagle mysle, ze, gdybym na poczatku wiedzial, z czym to sie bedzie wiazac, kilkakrotnie podrapalbym sie za uchem i moze doszedl do wniosku, ze byloby lepiej, gdyby zrobil to ktos inny: silniejszy, madrzejszy, sprawniejszy, moze tez mlodszy, a w kazdym razie bardziej energiczny i zaprawiony w dzialaniach, majacych miejsce w kraju, z ktorym ja sie pozegnalem juz wiele lat temu…

  3. Aldona says:

    Tak bardzo chciałabym być doceniona przez takich ludzi jak Pradusz :-) na daremno…i nie dla siebie, ale ze względu na ‘sprawę’, innych. C’est la vie.

  4. Aldona says:

    Co ja mówię, doceniona, chociaż akceptowana;)

Leave a Reply